Zmiana sposobu prezentacji
skoczył ktoś
by chmur dotknąć
w kilka sekund
zobaczył życie całe
na szarym chodniku
pękł czerwony balon
nastała cisza
otwarte pozostało okno
. Nadszedł czas na pojednanie szarej myszki z czarnym kotem. Trzynasty piątek wydaje się idealną datą na spotkanie dwóch sprzecznych „emowartości”, wcielonych w ludzkie postacie. Dzień pt.: „(Po)Życie i pojednanie nasze” się rozpoczął. Witasz mnie jednym ze swoich życzliwych uśmiechów, w progu mieszkania, a ja wchodzę do środka, uśmiechając się uroczo. Zabieram swoje rzeczy, z utrzymanym szczękościskiem na twarzy. A ty wcale nie czujesz się skrępowany moją obecnością. Jesteś pewien, że szczebioczę ze szczęścia… Jeszcze tylko wyciągam pomadkę spod łóżka i mam już wszystko. Jestem gotowa do wyjścia. Proponujesz herbatę z grzeczności. Odmawiam. Bo czas. Bo praca. Bo szkoła. Bo dom. Bo tramwaj. Bo bilet. Bo drobne. Bo karta bankowa. Bo… Miłość… „Nie chcę ci przeszkadzać. Do zobaczenia” – rzucam na koniec, jakbyśmy mieli spotkać się jutro.
Spójrz jak pięknie przędę dla ciebie sieć wymyślonych słów, złożonych z pustych obietnic. Podoba ci się ta opcja? Mi nie. Biedna główka pyta: „dlaczego?”. Czy Sz. P. E. N. kiedykolwiek postawił coś innego na piedestale niżej od swojego sumienia? Błąd. Powinno paść pytanie: czy ty je w ogóle posiadasz? Nie chcesz o tym rozmawiać. Rozumiem. Też bym nie chciała na twoim miejscu. Ale nie jestem tobą, Słodki. I wbrew tego, co myślisz, ja mam sumienie.
Nadszedł czas na (...)
--- cały tekst ---
wieczna uciekinierka
szukała tylko
zapodzianych snów
spotkała życie
choć ratowała się
zwątpieniem
wpadła w jego sidła
nie chciała już śnić
Jak to dobrze, że skończył się już ten podły dzień, co mi Cię zabrał
. Jesteś tak daleko, a czuję twoją obecność obok lewego płuca. 137 kilometrów zmieniło się w 137 milimetrów. Z chęcią wycięłabym te kawałki świata, w których się znajdujesz. Ale wtedy przestałabym istnieć.
Czym było dla ciebie słońce? Czy tylko aksamitnym ciałem? Pragnieniem, po którego ugaszeniu przestałeś je odczuwać? Ale czy słońce może przestać dawać ciepło, ogrzewać stroskaną kłopotami duszę? Kiedyś byłeś pewien, że „Słońce zawsze świeci”, chociaż niebo było zachmurzone. I wiesz co? Miałeś rację. Jednak w końcu założyłeś okulary przeciwsłoneczne, bo blask zaczął wypełniać ci duszę. A teraz zapadła noc. Ale to nic. Ono nadal tam jest, po drugiej stronie twojej podświadomości. Drogę oświetla księżyc. Promienie miłości przedzierają się przez chmury twojej obojętności.
Rozdarta jak drzewo, w które uderzył piorun, płonę. Nie ugasi mnie chłód, którym otaczasz wszystko, co znajduje się w pobliżu ciebie. Krzew gorejący, którego bałeś się dotknąć, po wszystkim okazał się zimny, tak? A może nie dostrzegłeś czegoś, co widoczne było na pierwszy rzut oka? Nie. Nie podpowiem ci kolejny raz. I tak nie chcesz zrozumieć. Teraz pożądasz powietrza? Oddychaj więc. Tylko nie pomyl go z tym, zawartym w butli tlenowej. Może skończyć się, kiedy najbardziej będziesz go potrzebował.
(...)
--- cały tekst ---
. Jesteś mi jak śnieg na mrozie w zimie, która jest miłością dla drogowców. Latem twój chłód był ukojeniem, ale teraz przeszywasz zimnem. Mróz otulił jezioro moich uczuć grubą warstwą lodu, pozostawiając mnie na dnie, bez powietrza. Na pożegnanie szepnąłeś: „do zobaczenia”, jakbym była jedną z tysiąca jednakowych, nic nieznaczących twarzy. Kiedyś byłam tą jedyną, której dane było wejść do twojego świata snów. Kłamałeś. Kłamałeś mi prosto w oczy, mówiąc: „kocham”. Prawdziwa miłość nigdy się nie kończy. Może się zmieniać. Może się mienić wszystkimi kolorami tęczy, niczym drogocenne kamienie w blasku słońca. Ale nigdy nie wygasa. Zawsze pozostaje w sercu choćby iskra.
„Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem”. Kochać to oddawać całego siebie i przyjmować kogoś takiego, jakim jest, nie próbując go zmieniać. „Bądźmy rozsądni” – zawsze powtarzałeś. Zakochanym rozsądek nie w głowie. To jak kazać pijanemu iść prosto, a trefnisiowi – zachować powagę. Oto twój miłosny racjonalizm: „kochajmy się, dopóki mamy złudzenia, kiedy je stracimy, lepiej się rozstańmy. Gdy tylko ujrzymy przed sobą kogoś rzeczywistego, a nie kogoś, kogo sobie wyobrażamy, rozejdźmy się”. Czy to on nas zgubił?
(...)
--- cały tekst ---
sama nemezis
wezwała ich
na słodką wyspę
nieskalaną fanaberią
on uwodził
oczu błękitem
ona przyciągała
słów pieszczotą
o świcie
zostali sam na sam
w myślach
szukał powietrza
znalazł waniliowy
aromat pragnień
nieugaszonych
a na talerzach
serca niewiernych
obok jagody
śniegiem pokryte
słodkie wiśnie
z robakami
kosz malin
pleśnią otulony
marynarz
u brzegu chwil
w mieście aniołów
zerwał jabłko
zakazane
odsłonił prawdę
zgubił świat
choć na stole
leży już
pomięta chwila
daj jeszcze
jeden oddech
pozwól poczuć
smak poziomek
