Zmiana sposobu prezentacji
. Nadszedł czas na pojednanie szarej myszki z czarnym kotem. Trzynasty piątek wydaje się idealną datą na spotkanie dwóch sprzecznych „emowartości”, wcielonych w ludzkie postacie. Dzień pt.: „(Po)Życie i pojednanie nasze” się rozpoczął. Witasz mnie jednym ze swoich życzliwych uśmiechów, w progu mieszkania, a ja wchodzę do środka, uśmiechając się uroczo. Zabieram swoje rzeczy, z utrzymanym szczękościskiem na twarzy. A ty wcale nie czujesz się skrępowany moją obecnością. Jesteś pewien, że szczebioczę ze szczęścia… Jeszcze tylko wyciągam pomadkę spod łóżka i mam już wszystko. Jestem gotowa do wyjścia. Proponujesz herbatę z grzeczności. Odmawiam. Bo czas. Bo praca. Bo szkoła. Bo dom. Bo tramwaj. Bo bilet. Bo drobne. Bo karta bankowa. Bo… Miłość… „Nie chcę ci przeszkadzać. Do zobaczenia” – rzucam na koniec, jakbyśmy mieli spotkać się jutro.
Spójrz jak pięknie przędę dla ciebie sieć wymyślonych słów, złożonych z pustych obietnic. Podoba ci się ta opcja? Mi nie. Biedna główka pyta: „dlaczego?”. Czy Sz. P. E. N. kiedykolwiek postawił coś innego na piedestale niżej od swojego sumienia? Błąd. Powinno paść pytanie: czy ty je w ogóle posiadasz? Nie chcesz o tym rozmawiać. Rozumiem. Też bym nie chciała na twoim miejscu. Ale nie jestem tobą, Słodki. I wbrew tego, co myślisz, ja mam sumienie.
Nadszedł czas na (...)
--- cały tekst ---
Jak to dobrze, że skończył się już ten podły dzień, co mi Cię zabrał
. Jesteś tak daleko, a czuję twoją obecność obok lewego płuca. 137 kilometrów zmieniło się w 137 milimetrów. Z chęcią wycięłabym te kawałki świata, w których się znajdujesz. Ale wtedy przestałabym istnieć.
Czym było dla ciebie słońce? Czy tylko aksamitnym ciałem? Pragnieniem, po którego ugaszeniu przestałeś je odczuwać? Ale czy słońce może przestać dawać ciepło, ogrzewać stroskaną kłopotami duszę? Kiedyś byłeś pewien, że „Słońce zawsze świeci”, chociaż niebo było zachmurzone. I wiesz co? Miałeś rację. Jednak w końcu założyłeś okulary przeciwsłoneczne, bo blask zaczął wypełniać ci duszę. A teraz zapadła noc. Ale to nic. Ono nadal tam jest, po drugiej stronie twojej podświadomości. Drogę oświetla księżyc. Promienie miłości przedzierają się przez chmury twojej obojętności.
Rozdarta jak drzewo, w które uderzył piorun, płonę. Nie ugasi mnie chłód, którym otaczasz wszystko, co znajduje się w pobliżu ciebie. Krzew gorejący, którego bałeś się dotknąć, po wszystkim okazał się zimny, tak? A może nie dostrzegłeś czegoś, co widoczne było na pierwszy rzut oka? Nie. Nie podpowiem ci kolejny raz. I tak nie chcesz zrozumieć. Teraz pożądasz powietrza? Oddychaj więc. Tylko nie pomyl go z tym, zawartym w butli tlenowej. Może skończyć się, kiedy najbardziej będziesz go potrzebował.
(...)
--- cały tekst ---
. Jesteś mi jak śnieg na mrozie w zimie, która jest miłością dla drogowców. Latem twój chłód był ukojeniem, ale teraz przeszywasz zimnem. Mróz otulił jezioro moich uczuć grubą warstwą lodu, pozostawiając mnie na dnie, bez powietrza. Na pożegnanie szepnąłeś: „do zobaczenia”, jakbym była jedną z tysiąca jednakowych, nic nieznaczących twarzy. Kiedyś byłam tą jedyną, której dane było wejść do twojego świata snów. Kłamałeś. Kłamałeś mi prosto w oczy, mówiąc: „kocham”. Prawdziwa miłość nigdy się nie kończy. Może się zmieniać. Może się mienić wszystkimi kolorami tęczy, niczym drogocenne kamienie w blasku słońca. Ale nigdy nie wygasa. Zawsze pozostaje w sercu choćby iskra.
„Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem”. Kochać to oddawać całego siebie i przyjmować kogoś takiego, jakim jest, nie próbując go zmieniać. „Bądźmy rozsądni” – zawsze powtarzałeś. Zakochanym rozsądek nie w głowie. To jak kazać pijanemu iść prosto, a trefnisiowi – zachować powagę. Oto twój miłosny racjonalizm: „kochajmy się, dopóki mamy złudzenia, kiedy je stracimy, lepiej się rozstańmy. Gdy tylko ujrzymy przed sobą kogoś rzeczywistego, a nie kogoś, kogo sobie wyobrażamy, rozejdźmy się”. Czy to on nas zgubił?
(...)
--- cały tekst ---
Może to głupie pisać list w dobie Internetu i telefonii komórkowej, jednak lubię powracać do staroświeckiej kultury. Pewnie zastanawiasz się po co piszę, skoro mogłabym powiedzieć… Po pierwsze list ten zostanie na długo w Twojej pamięci i zawsze będziesz mógł go przeczytać. Po drugie, jak wiesz, mam problem z wyrażaniem uczuć.
Nie chciałam Cię znać, kiedy mnie zraniłeś i pomimo, że nie czułam złości – nie chciałam odnawiać znajomości. Nie pamiętam imion Twoich rodziców, a oni nie wiedzą nawet o moim istnieniu. Nie znam wszystkich Twoich sekretów. Nie wiem co lubisz w kobietach, a czego nie. Nie wiem, co Ci we mnie przeszkadza. Nie wiem, co kochasz najbardziej na świecie. Nie zdaję sobie sprawy z tego, co do mnie czujesz. Nie wiem, co widzisz w takiej Wariatce, jak ja. Nie znam wszystkich Twoich przyzwyczajeń. Nie zawsze wiesz, jak spędzać ze mną czas. Niezbyt często wychodzimy razem. Nie zawsze masz dla mnie czas, kiedy Cię potrzebuję. Nie dostaję kwiatków, misiów i innych drobiazgów bez okazji. Nie jesteś w stanie mi zaufać i przesadnie pałasz zazdrością w kierunku osób, z którymi zwyczajnie lubię się spotkać i pogawędzić o życiu. Nie znamy się na wylot, ale mamy jeszcze czas, żeby się bardziej poznać. I pomimo tego wszystkiego, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
Zapytasz dlaczego? Dlatego, że kiedy pojawiłeś się w moim życiu zrozumiałam, (...)
--- cały tekst ---
Spotkałam się z tobą, żebyś mógł odczytać mi wyrok. Śmieszne, prawda? Oboje wiedzieliśmy, że to będzie kolejna scena zerżnięta z „Mody na sukces”. Przewidywalna nieprzewidywalność w twoim wydaniu – jedyna w swoim rodzaju. Skrzyżowanie słów niewypowiedzianych. Usłyszałam tylko: „wiesz, nawet mi ciebie trochę żal – płaszczysz się tutaj przede mną, a ja nawet nie potrafię powiedzieć czy cię kocham”. To jak wymierzony policzek, który nie zdążył osiąść na mojej twarzy. Spotkanie z zimną Rzeczywistością, której spódnicę obłapia jeszcze Nadzieja. Trzeźwe Myślenie jak zwykle zepchnięte na drugi plan. Podążając ciągle z głową chmurach albo jak struś chowający głowę w piasek, nie zastanawiając się co z resztą ciała. Błądzę w labiryncie utkanym z urojonych marzeń. Nie zauważam, że piszesz do mnie wiadomość, przeplatając nią wiersze. Chcesz, żebym sama się zorientowała, żebyś nie musiał mówić niczego wprost. Nie ułatwiam ci sprawy.
Kiedy już otrzymuję zastrzyk skondensowanej miłości odwzajemnionej, opartej na wymuszonym pocałunku, który nie był niczym innym jak tylko delikatnym, wymuszonym muśnięciem obcych już sobie warg – mogę wyruszać w podróż. Zapakuj mnie teraz w hermetycznie zamknięte pudełko, gdzie przeczekam zimę twojego serca. Co z tego, że może trwać całe moje życie. Odstaw mnie z powrotem w kąt swojej świadomości, gdzie spokojnie obumrę na (...)
--- cały tekst ---
To koniec. To jest pierwszy koniec mojego świata. Koniec świata pełnego cierpienia, rozpaczy, żalu, ale i miłości. Wszystko jest gotowe. No, może parę niedomkniętych spraw. Ale list napisany, hasła z kont bankowych podane, książki z biblioteki ułożone na półce. W powietrzu unosi się lekki zapach lawendowego kadzidła. Z głośników wypływa jazz. Na krześle wisi czarna sukienka. Na łóżku leży pięć garstek tabletek różnego rodzaju, koloru i różnej wielkości. Plus butelka niegazowanej wody do kompletu. W środku tego wszystkiego ja. Przebieram się powoli. Ostatni raz zerkam na pusty ekran telefonu, jakbym chciała sprawić, żeby SMS zdążył przyjść na czas. Nie dochodził dźwięk nowej wiadomości. Tak, waham się, ale odkładam komórkę na stolik nocny i mówię sama do siebie: „już czas”. Zaczynam zbierać kolorowe krążki. Nie spiesząc się – połykam je. Kiedy kończę, ostatnia łza spływa mi po policzku. Kładę się na łóżku. Zatapiam się w głębię snu, a obrazy zamazują się wolno. Nie przestaję myśleć. Wciąż zastanawiam się nad przyczynami. Ale już jest za późno. Znika wszystko. I? Coś poszło nie tak. Majaczenie. Niewyraźne obrazy. Senność. Ból. Drżenie całego ciała. Zawroty głowy. Suchość w ustach. Budzę się zlana potem. Nic nie pamiętam. Sięgam ręką pod łóżko – jest woda. Piję i w momencie wypluwam zawartość, przypominając sobie, jak jedna z tabletek wpada (...)
--- cały tekst ---
