Słucham poranka śpiewem ptaków,
deszcz o szybę uderza cicho,
jakby bał się obudzić wspomnienia.
A Ty odchodzisz.
Zimny koc po Tobie tęskni,
jeszcze pamięta ciepło Twoich ramion,
jeszcze szuka Cię po drugiej stronie łóżka.
Byliśmy na chwilę.
Na sekundę.
A przecież mieliśmy być na zawsze,
tonąć w swoich objęciach,
gubić oddechy między pocałunkami,
szeptać czułe słowa do końca nocy.
Miałeś być jedyny,
a ja Twoją jedyną.
Tak łatwo uwierzyłam,
że nie ma świata poza nami.
Dziś zostało tylko echo obietnic
i cisza, która boli bardziej niż krzyk.
Jestem kolejnym numerem telefonu,
którego już nie odbierzesz.
Kolejną wiadomością pozostawioną bez odpowiedzi,
imieniem, które z czasem wyblaknie
na ekranie Twojej pamięci.
A jednak każdego ranka
łapię się na tym, że nasłuchuję.
Może zadzwonisz.
Może wrócisz.
Choć dobrze wiem,
że niektóre pożegnania
zaczynają się dużo wcześniej
niż ostatnie słowo.