Lato wietrzeje niczym wino,
bukiet nie cieszy aromatem.
Chciałbyś się jeszcze nim upijać,
lecz tylko resztki pozostały.
Fajeczką pyka tuż przed domem,
unosi szczątki martwych liści,
i miewa katar(przeziębione),
z nosa mu kapie, ziemię zwilża.
Lecz wkrótce "Tycjan" je przesłoni,
gdy jesień wyjdzie zza zakrętu,
by pędzlem pysznić rudozłotym -
na włosach klonów, albo dębów.
Zwiewne sukienki odwieszone
żałośnie zasną na wieszakach.
Nabrzmiały kasztan najeżony
ze złością prędko będzie spadać.
A zakochani? Dla nich jesień -
jak w lecie staw z łabędzim sercem...
Jesień nas trochę ratuje słoneczkiem:)
zgłoś
tak ratowała, a dziś już zima się panoszy, ale póki co dość łaskawa...
zgłoś
I oby do wiosny
zgłoś
też lubię wiosnę, dla mnie to najurodziwsza pora roku.
zgłoś
Mocno plastyczny i trochę anegdotyczny wiersz, Grażynko, napisany w klasycznej formie, łatwej do czytania. Lekko i przyjemnie :)
zgłoś
Dzięki za obecność Iwonko:)
zgłoś