Wymaiło się słońce z wilgoci i pluchy,
idą w taniec magowie, wróżbici, szeptuchy;
w noc majową, jaśminową,
z nimi obraz, dźwięk i słowo;
zostawiają za sobą świat szary i głuchy.
Kto tych nocy doświadczył, ten ich nie przesypia;
karzeł mruży uparcie niespokojne ślipia,
w smukłych cieniach tańczą ściany,
pędzle, farby i blejtramy,
w dali odgłos fujarki lipowej zaskrzypiał.
Para bardów steranych przez długie półwiecze,
w pojedynku się zwarła jak nagie dwa miecze;
kto najlepszy z trubadurów,
który godzien pieśni chóru;
komu ciepła kucharka pierożek upiecze?
Po dniu pracy zasypia w ulu pszczoła miodna,
rybki całe z akwarium opróżniły do dna;
wzięły oddech po namyśle,
bo te ryby są dwudyszne;
jaśminowo się snuje jutrzenka pogodna.
Odpływają w zaświaty wieczorne mamidła;
ciężkie rosą poranną pegazowe skrzydła;
po majakach krótkiej nocy,
karzeł budzi się z niemocy
i powstaje z posłania jako brzmiący cymbał.
Panie Ferdynandzie, od lat mam do Pana wielką słabość za tę plastykę w tekstach, za zapachy i kolory, za dźwięki. Serdecznie pozdrawiam
zgłoś
mocno porusza wyobraźnię, bo u mnie poruszyło, a poważnie myślałem, że już jej nie mam:)
zgłoś
Powiem po prostu: Cięszę się ze się podoba i dziękuję za komentarz.
zgłoś
Dosyć późno czytam i się zachwycam melodyjnością strof nie tylko trubadurów.Niestety już nie maj a chciałoby sie by trwał i trwał.Odświeżyłem umysł jak spacerem .
zgłoś