Ferdynand Głodzik
WSZYSTKIE PRACE Poezja (34) Fotografia (2)
O autorze Znajomi (6)

11 kwietnia 2015

poezja

Ferdynand Głodzik
Ferdynand Głodzik

Drobiowy harem


Pewien gospodarz, zwolennik „agro”,
co chciał być zawsze blisko natury,
zbudował fermę całkiem pokaźną,
w której hodował szczęśliwe kury.
 
Najlepszą paszę dla nich zdobywał,
dbał o higienę, chronił od chorób,
lecz aby kura była szczęśliwa
w stadzie powinien być dobry kogut.
 
Nad tym gospodarz wciąż się mozolił
w trosce o szczęście serduszek kurzych,
bo choćby kogut był pracoholik,
całego stada nie mógł obsłużyć.
 
kiedyś koguta nawet sklonował,
aby kadrowe podwoić siły,
ale dwa samce zamiast pracować,
o dominację ciągle walczyły.
 
Niezdrowa była to sytuacja,
kury się nagle zaczęły pierzyć,
bo tam gdzie zbytnia rywalizacja,
codzienna praca zwyczajnie leży.
 
Ferma zaczęła popadać w marność,
jaj było mało, zmniejszył się utarg,
aż dnia pewnego na kurzym targu,
gospodarz kupił super koguta.
 
Wzorcowy ogon, grzebień i szyja,
a w swojej klasie dziób najostrzejszy;
piał głośno, czysto, miał dobry pijar,
czyli solidny „public relations”.
 
Gospodarz rzekł mu: znać w tobie siłę,
kury na fermie masz zaspokajać,
dbaj o to, aby były szczęśliwe
bo mają znosić mi złote jaja.
 
Płacę solidnie i terminowo:
ziaren złocistych czubaty przetak;
najpierw umowę dam ci śmieciową,
a z czasem może dostaniesz etat.
 
Ale pamiętaj, zachowaj miarę,
Oszczędzaj siły nim grunt rozpoznasz,
by opanować drobiowy harem,
porządny sobie zrób harmonogram.
 
Kogut do jutra nie czekał biernie,
pilnej roboty nie chciał odkładać,
migiem obsłużył drobiową fermę,
a nawet liczny drób po sąsiadach.
 
Kiedy się miało ku wieczorowi,
koguta niemoc chwyciła nagła,
w krzakach sekretnie  się usadowił
i leżał cicho jak skóra z diabła.
 
Gospodarz mocno się zafrasował,
zły był na siebie; com ja narobił,
wygląda jakbym go molestował,
mogą mi nawet zarzucić mobbing.
 
Zaczął koguta ostro strofować:
teraz żałuję, żem ciebie kupił,
pracę kazałem ci rozplanować,
skąd mogłem wiedzieć, żeś taki głupi!
 
Na tę przestrogę kogut się ocknął
i delikatnie pióra nastroszył:
jest tutaj wrona – nie mów tak głośno
bo mi tę zdobycz możesz wypłoszyć!
 
Gospodarz z pasją przydepnął peta
i nie ukrywał zdziwionej miny;
gdy na śmieciówce kroi się etat,
mocnym atutem są nadgodziny!
Gorzów Wlkp. 26.08.2014 r.

grove
11 kwietnia 2015 o 10:21

Hehe przypomniał mi się kawał: Kogut na to: spier... bo mi wrony płoszysz ;)

zgłoś

Ferdynand Głodzik
11 kwietnia 2015 o 10:30

Opowieść osnułem trochę na tym właśnie dowcipie, ale obudowałem stosowną otoczką gospodarczo socjologiczną ;)

zgłoś

ApisTaur
11 kwietnia 2015 o 12:15

świetnie poprowadzony tekst / płynnie/ lekko bez zbędności / pozdrawiam//:-)

zgłoś

Ananke
11 kwietnia 2015 o 21:30

też tak uważam, choć miejscami gubi się nieco rytm

zgłoś

Ferdynand Głodzik
11 kwietnia 2015 o 21:36

rytm sie nie gubi. Uważnie policz sflaby.

zgłoś

Ananke
11 kwietnia 2015 o 21:37

sylaby się zgadzają

zgłoś

blue eye
12 kwietnia 2015 o 13:36

śmiechowy, fajny:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się