26 października 2010

poezja

Chartumes
Chartumes

Zapracowani

To były pracowite lata. W deszcz i skwar
biegaliśmy wokół niej sypiąc nawóz.
Chwasty wyzywały nas na pojedynki
w najmniej oczekiwanych momentach.
Musieliśmy potykać się, parować fałsz,
zadawać kłam. Wyrywaliśmy słowa z kontekstu
i obrzucajac się nimi, nie raz byliśmy o krok 
od ukamionowania przypadkiem.
W ostatecznosci, pozostawało zdetonować ciszę.
Wybuch niepokoju powodował spustoszenia
tak wielkie, że przerażeni zawieraliśmy rozejm.

Przez te wszystkie lata powstała solidna konstrukcja.
Szkodniki czują respekt i pojawiają się już tylko sporadycznie.
Przetrwaliśmy napastliwość żywiołów. Wyrosła. Patrzymy na nią
niespokojnie. Jest taka dojrzała, przesoczysta, kolysze się ociężale
i mam nieodparte wrażenie, że za chwilę spadnie.

Margot
26 października 2010 o 22:50

Świetny wiersz o uczuciach bliskich sobie osób - tak myślę :). I czyta się jednym tchem. Pozdrawiam :)

zgłoś

Waldemar Kazubek
27 października 2010 o 01:19

Budowanie relacji jako najtrudniejsze wyzwanie. Pisanie o tym też raczej niełatwe. Tutaj chyba dwa umiarkowane sukcesy.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się