18 sierpnia 2010

proza

Róża
Róża

Wąż Uroboros

Naciskam guzik od windy i przez pochlapaną srebrną farbą szybę, którą ktoś, kiedyś pomalował jej drzwi, zaglądam w głąb szybu.

Dotykam czołem szkła i widzę migającą czerwoną diodę zbliżającą się do mnie powolnym ruchem.

Wsiadam do środka i wciskam przycisk oznaczony literą P.
Opieram się plecami o ścianę. Mam prze sobą lustro z obtłuczonym rogiem przyklejone do płyty drewnopodobnej.

Nie wyglądam dobrze. Moja skóra jest szara, a spojrzenie puste. Nie ukryje tego żaden makijaż. Odruchowo poprawiam włosy.

Spuszczam wzrok. Moje szpilki wyglądają idealnie.
Jak zawsze.

Teraz przychodzi chwila, kiedy mogę zadać sobie pytanie, które niezmiennie zadaje sobie każdego dnia, właśnie w tym momencie.

- Ciekawe, co złego spotka mnie dzisiaj?

Nie muszę udzielać sobie na nie odpowiedzi, ani nawet zastanawiać się, jak mogła by ona brzmieć. Winda staje, mój moment zawieszenia między niebem a ziemią właśnie się skończył.

Wysiadam.
Ciemnym korytarzem kieruję się w kierunku plamy światła na jego końcu.

a
19 sierpnia 2010 o 13:27

byłabym chętna na ciąg dalszy.pozdrawiam

zgłoś

Robert Rudiak
15 września 2010 o 20:22

wątek się nie urywa, jest doskonałym zakończeniem (zawieszeniem)... I o to chodzi, bez dopowiedzeń...

zgłoś

Róża
17 września 2010 o 22:30

Tak masz rację, Robercie, wątek się nie urywa. Być może nie wyraziłam tego dostatecznie jasno... ale za to tym bardziej mi miło, że odczytałeś ten tekst zgodnie z moją intencją.

zgłoś

Jarosław Jabrzemski
21 września 2011 o 21:49

Mogłaby. Pleonazm w tytule odstręcza. Będę Ci żmiją zygzakowatą (niewyhodowaną na piersi) i zaproponuję odmienne postrzeganie funkcji urobora.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się