14 grudnia 2010
Z samego końca listy.
Jest taki wiersz, w którym podmiot liryczny dowiaduje się o śmierci kogoś, kto zupełnie nie miał znaczenia. Kogoś bliskiego dla kogoś, kto kiedyś, przez chwilę był ważny. Nazwiska poety* nie pomne, choć kiedyś czytałam go dosyć często - bo dobry, a niewielu takich dzisiaj. Ale nie o tym. Ja chłopaka znałam, kiedyś, przelotnie. Uśmiech, uśmiech. Chłopak dziewczyny, z którą studiowałam. Nie jakieś oj tam, coś tam, tylko człowiek. Studiowanie, zabawa, jakieś plany na przyszłość. Dyskusja i zapalony papieros przy piwie. Żadna tam przyjaźń, tylko tak po prostu, jak człowiek z człowiekiem. I dzisiaj się okazało, że nie żyje. Bez sensu, pod samochodem. Ja o czwartej nad ranem - łóżko, a on martwy nieodwołalnie. Mnie ta śmierć trafiła między oczy swoją niestosownością. Tym, że jej nie powinno, a stała się i zmienić się tego nijak nie da. Niewygodnie mi z nią, nie wiem jak zareagować. Zginął, nie żyje, przykre. Pomodlić się do Któregoś, zapalić świeczkę. Tak być powinno, a ja nie umiem, ta śmierć mnie uwiera, nie pasuje. Ja od niej odchodzę, próbuję coś innego, a ona za mną i nie powie o co jej chodzi, tylko czeka na moją reakcję. A ja nie wiem, nie umiem, pierwszy raz ją spotkałam. I siedzimy, ona wpatrzona we mnie, ja w ścianę, ona też chyba nie bardzo, bo w sumie śmierć zawsze jest pierwsza.
* Arkadiusz Kremza
21 marca 2026
sam53
21 marca 2026
violetta
21 marca 2026
dobrosław77
20 marca 2026
smokjerzy
20 marca 2026
sam53
19 marca 2026
sam53
19 marca 2026
wiesiek
18 marca 2026
wiesiek
18 marca 2026
violetta
17 marca 2026
sam53