Dziękuję, Małgorzato. Choć nie ukrywam, że wolę nie przypominać nikogo poza sobą samą. Ponieważ jednak jest nas 7 miliardów, a Marshall McLuhan zasadniczo się nie pomylił - jest to trudne zadanie. Pozdrawiam:)
Mnie ta fotografia rozdwaja, więc i rozwidla mi język: jakby stawać się stworzeniem, powiedzmy, boa kusiciel, by tak schimeryzować, zestroić tkankowe ze strojem. Bo mnie się najżywiej ze wszystkiego kojarzy z maską pośmiertną, dopełnioną do popiersia. Jeśliby miała zachwycić, automatem wygasza przerażenie i inne stany niezachwytu, możliwe przy "jak żywe".
No tak. Masz jak najbardziej rację. Zapędziłam się i poszalałam; zdarza mi się używać naturalnej dla mnie mowy tam, gdzie się wydaje, że może zostać zrozumiana, heh. I nie ma sprawy, mogę przejść z tego mojego narzecza sybillackiego kosmity na ludzki język, zachowując po prostu niewielką część znaczeń, ponieważ bez skrótów-obrazów zrobiłby się esej, i byłby tutaj identycznie bez sensu, jak składnia z innego świata. Zatem, fotografia skojarzyła mi się przede wszystkim z maską pośmiertną. Dlatego zamieszczona w kategorii "portret" przeraziła mnie. Gdy jego piękno wywołuje zachwyt, konsekwentnie należałoby zrezygnować z buntu wobec faktu, że maska pośmiertna jako tożsama z życiem może zachwycać. Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej.
Jesteś rozumiana, issa. To było spostrzeżenie obcującego ze słowem, nie skarga osoby, która ma problem z rozumieniem tekstu czytanego. Pochodzę szczęśliwie z tego pokolenia, które jeszcze nie cierpiało zbiorowo na wszelkie możliwe dysfunkcje podpierane ochoczo rozmaitymi zaświadczeniami z szerokiej gamy poradni. To spostrzeżenie tyczyło się oryginalności mowy, którą się posługujesz. PS. Maski pośmiertne są mi bliskie. Do poduszki Philippe Ariès.
Jak wyrzeźbiona...
zgłoś
jakby
zgłoś
lovely.
zgłoś
Świetne, jestem oczarowana - modelka, wykonanie:)
zgłoś
wygląda jak popiersie wydobyte ze starożytnych piramid, rysy i zadrapania na zdjęciu pogłębiają to wrażenie, współczesna Nefertiti.:)
zgłoś
dziękuję :)
zgłoś
Cóż za uroda Pani i zdjęcia....
zgłoś
Doskonale opracowujesz swoje zdjęcia. Piękny obraz.
zgłoś
Lauro niesamowite zdjęcie. Przypominasz mi moją znajomą Ilonę Konstancję i z urody i z tego co piszesz.
zgłoś
Dziękuję, Małgorzato. Choć nie ukrywam, że wolę nie przypominać nikogo poza sobą samą. Ponieważ jednak jest nas 7 miliardów, a Marshall McLuhan zasadniczo się nie pomylił - jest to trudne zadanie. Pozdrawiam:)
zgłoś
Mnie ta fotografia rozdwaja, więc i rozwidla mi język: jakby stawać się stworzeniem, powiedzmy, boa kusiciel, by tak schimeryzować, zestroić tkankowe ze strojem. Bo mnie się najżywiej ze wszystkiego kojarzy z maską pośmiertną, dopełnioną do popiersia. Jeśliby miała zachwycić, automatem wygasza przerażenie i inne stany niezachwytu, możliwe przy "jak żywe".
zgłoś
Miewam wrażenie, że Twoja składnia pochodzi z innego świata, issa.
zgłoś
No tak. Masz jak najbardziej rację. Zapędziłam się i poszalałam; zdarza mi się używać naturalnej dla mnie mowy tam, gdzie się wydaje, że może zostać zrozumiana, heh. I nie ma sprawy, mogę przejść z tego mojego narzecza sybillackiego kosmity na ludzki język, zachowując po prostu niewielką część znaczeń, ponieważ bez skrótów-obrazów zrobiłby się esej, i byłby tutaj identycznie bez sensu, jak składnia z innego świata. Zatem, fotografia skojarzyła mi się przede wszystkim z maską pośmiertną. Dlatego zamieszczona w kategorii "portret" przeraziła mnie. Gdy jego piękno wywołuje zachwyt, konsekwentnie należałoby zrezygnować z buntu wobec faktu, że maska pośmiertna jako tożsama z życiem może zachwycać. Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej.
zgłoś
Jesteś rozumiana, issa. To było spostrzeżenie obcującego ze słowem, nie skarga osoby, która ma problem z rozumieniem tekstu czytanego. Pochodzę szczęśliwie z tego pokolenia, które jeszcze nie cierpiało zbiorowo na wszelkie możliwe dysfunkcje podpierane ochoczo rozmaitymi zaświadczeniami z szerokiej gamy poradni. To spostrzeżenie tyczyło się oryginalności mowy, którą się posługujesz. PS. Maski pośmiertne są mi bliskie. Do poduszki Philippe Ariès.
zgłoś
okej, jasne, thx. całość przedstawia się zatem dość ryzykancko. Ariès jest w tej części mojej biblioteki, którą mam w sypialni ;/
zgłoś
Wracam tu, bo twarz mnie fascynuje. Chciałabym to uchwycić świadomie prowadząc ołówek po papierze :-)
zgłoś
lubię tu zaglądać (zawsze ilekroć widzę w ''migawce'', jestem)
zgłoś
dziękuję, envy
zgłoś