|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (103) Proza (3) Dziennik (94) Fotografia (46) Grafika (10)
Pocztówka poetycka (19) O autorze Znajomi (51) | |
Zakaz. Nakaz. Nieuwzględnione*
Nie mogę się stąd wyprowadzić tylko dlatego, że wszyscy skaczą z dziesiątego piętra pismo urzędowe w sprawie przydatności do zamieszkania odesłane z datą, stempel nieopieczętowane.
Więc nie. Podobno dziewięć to jeszcze nie plaga.
-
Na wiatr zawsze kiedy się wychylam stoją pode mną wszyscy zadzierając do góry poskręcane karki przebite płuca; na tej samej szarej płycie z której mój pies lizał ich dobrą jeszcze krew.
Czasami teksty z liter odsyłają mnie do innych tekstów z liter - i dopiero tamtędy do mnie lub kogoś tam w językach innych niż słowa. I Twoje czasami też tak, jednak równie często przede wszystkim odsyłają, by tak rzec, mnie do mnie. Miałam wilka. Psa. Niedawno go dopiero niosłam za łapy do dołu. Dzikus był z niego; kiedy był szczenięciem, mocowaliśmy się na wydmie o przewodnictwo w stadzie; nic w tym nie było z domestykalnych zabaw, ugryzłam go w ucho - miałam szczęście, bo nie oddał mi tej czułości na alfę;/ On między innymi mnie uczył, jak niedaleko bywa od oswojenia do powrotu w dzikistan, jaka to bywa cieniuchna błonka, powłoczka. I jak nie bardzo jest się czemu dziwować - nie widziałam niczego naturalniejszego niż jego przejścia z bezpiecznego udomowienia w zwierzę bez metafor. Dał mi wilk brak złudzeń w myśleniu o takich odległościach i połączeniach między tymi dwiema przestrzeniami. I ten brak nieraz okazał się później przydatny. Dobrego
zgłoś
wiec oni tam czekaja...?...
zgłoś