30 kwietnia 2010

proza

KMC
KMC

...

Wczesne popołudnie snując się po blokowisku przegląda w kawałkach szkieł z potłuczonych pod osiedlowym sklepem butelek.

- Kazek, kup kurwafa, jeszcze dwa winiucha.

- Wal się. Wiesz że muszę dać bachorowi coś do żarcia. Baśka, zjesz kaszankę?

- Nie tatusiu, nie tseba. Zobac...

Mała, umorusana rączka trzymająca kawałek starej kajzerki, wyłaniając się z rozklekotanego wózeczka - zdała się być symbolem.
Chęć nie wzbudzenia poczucia winy w rodzicu, spłynęła kropelką po wychudzonym dziecięcym policzku.

Ferdynand Głodzik
30 kwietnia 2010 o 08:03

Ponury obrazek. Okrutny, prawdziwy.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się