Zmiana sposobu prezentacji
życie to sztuka opanowywania demonów
wspięłam się na kuchenny kontuar i podpieram brodę o kolana
drżenie ustaje i jest cieplej
zmiana perspektywy otwiera drogę możliwościom
wystarczy je dostrzec i chwycić
w strachu i smutku nie rodzą się piękne sprawy
gniją i umierają chęci
czas przetrzeć szafki z kurzu a okulary z tuszu
poszukać dobra wokół siebie
mimo że bliższe nam niepowodzenia i zmartwienia
zamknąć je w piekarniku i przegonić
ogrzać się w ich płomieniach
uwarzyć dobrej strawy i napełnić się optymizmem
na każdego demona jest lek
jest taki dzień
kiedy oczy mrugają częściej
stos przekleństw w gardle więźnie
szczypie korowód wszędobylskich serc
jest taki dzień
kiedy z lustra znika uśmiech
kawa smakuje zupełnie przeciętnie
droga do domu mogłaby trwać dłużej
jest taki dzień
kiedy z trudem można usnąć
jak kamień uwiera puste miejsce
dłoń ściska złość i powietrze
jest taki dzień
bardzo ciepły choć lutowy
dzień zwykły dzień
szczęśliwie jutro będzie nowy
tykanie zegara irytuje ponad wszelką normę
za oknem mewy drą się niespokojne
wiem że patrzenie niczego nie przyspieszy
idę do kuchni po wodę
po łyku stwierdzam że nie lubię wody
idę umyć kubek
myślę że te czynności zajęły wieczność
sprawdzam
pusto
kładę się na podłodze z nogami do góry
czy ten zegar zawsze tak głośno chodził?
i kto karmi te przeklęte ptaszyska?!
nie no tylko spokojnie
oddycham głęboko jak uczyli
przeponą
wdech na dwa wydech na cztery
oddycham liczę zegar tyka trochę ciszej
sprawdzam
pusto
sprawdzam ponownie
pusto
odświeżam ponownie
nie masz nowych wiadomości
zabiję zaraz którąś z tych przeklętych mew!
idę do łazienki się wyciszyć tak naprawdę
siadam na brzegu wanny
zimno ale to dobrze
odkręcam wodę
solę
z lustra patrzy na mnie smutna twarz
nie lubię jej
znika w parze
kurwa nawet ona ma parę
wychodzę szybko sprawdzić pocztę
pusto
odświeżam
nie masz nowych wiadomości
wracam rozbierając się po drodze
wchodzę po szyję i dosalam
zanurzam głowę i otwieram oczy
śmieszny falujący sufit łazienki
moje włosy kafelki i to głupie lustro
wciągam powietrze
a tam woda
krztuszę się jak wariatka
gardło pali i nie mogę się uspokoić
--- full text ---
Czy ktoś jeszcze tęskni do pisania listów? Oczekiwań na listonosza? Wybierania papeterii? Czytania kilkukrotnie pisanych ręcznie zdań, by nie zgubić żadnego wątku? Czasem mi się śni skrzynka pełna listów... Listopad to czas, kiedy listy powinny częściej do nas wpadać.
Gdybym była mężczyzną, miałabym u stóp cały świat, kobiety by mnie pragnęły, a tak...
Już dawno nikt mnie tak mocno nie zmotywował do zmiany koloru włosów, jak ten osobnik twierdząc "tylko nie rudy, jak to zrobisz koniec z nami". Moja tęsknota za rudościami wróciła ze zdwojoną siłą i już nie jesteśmy razem a ja się uśmiecham do lustra.
Może i zrobiłam to z premedytacją, chcąc ukrócić ten związek. Ale sami przyznajcie, kto może traktować poważnie człowieka głoszącego takie opinie? Zresztą, nie ta była decyzyjna.
"Czemu Ty nie możesz być głupsza?". Zaśmiałam się a potem uświadomiłam, że w tych dogryzaniach jest zwyczajna smutna prawda. Jemu byłoby łatwiej z głupszą dziewczyną. Zaskoczyło mnie jego zdziwienie, gdy po niedługim czasie od tych wyznań powiedziałam, że dość. Stałe kłótnie to słaby start związku a takie wyznania zwyczajnie dobijały gwoździe do trumny,
Szczerze przyznam i ze smutkiem, że nie zrobiło na mnie większego wrażenia owo "bycie i dość szybkie niebycie". Gorsze było dzisiejsze uświadomienie sobie, że wszystkie moje atuty są jednocześnie kulami u nogi. Bo czyż nie takiego partnera poszukuje każda dziewczyna? - wysoki, względnie przystojny, samodzielny, pracujący, posiadający mieszkanie, prawo jazdy, auto, wykształcony...
Dlaczego, gdy kobieta ma to samo staje się niewygodna? Za wysoka - jak (...)
--- full text ---
Tak mi do Ciebie tęskno.
Wiesz, że wieczory są najgorsze, szczególnie w takie dni... Jeśli nie, to Ci kiedyś opowiem. Co noc wyciągam dłoń i szukam Ciebie. Z ciężkim oddechem przytulam tylko siebie.. Często marznę bez Ciebie, szczególnie że wiem, jak wspaniale potrafisz rozgrzać. Brakuje mi Twojego głosu, nawet jeśli to tłumaczenie jakiejś za skomplikowanej na moją blondynkową głowę zawiłości technicznej, mów, ja słucham.
Wiesz, jak głupio gotuje się dla jednej osoby? Zupełnie bez sensu i smaku. Chodzisz na spacery czy rower i nie brakuje Ci mnie? Też bym się przeszła. Pojedziemy latem na górskie wycieczki?
Jestem bez Ciebie zupełnie niekompletna. W mojej dłoni brakuje mi Twoich 5 palców, w moich oczach widoku roześmianego Ciebie, w ustach Twego smaku, w uszach niskiego szeptu. Wierz mi, że trudno zastąpić Cię kimś innym. Próbowałam i nie działa.
Chodź już do mnie.
Gdyby spojrzeć na siebie z trochę innej perspektywy... Uznałam, że do życia potrzebuję (zupełnie tak samo jak rośliny) kilku ledwie elementów:
- bezpiecznego, stałego lądu kawałek - domu (doniczka z ziemią)
- siły ze smacznych kalorii i witamin z roślin - pożywienia (woda+minerały)
- ciepłej energii kosmosu, poczucia przetaczania się w żyłach endorfin - miłości (słońca)
To powinno być takie proste. Każdy powinien mieć dostęp do tych potrzebnych do przeżycia czynników. Dlaczego tak nie jest?
Brakuje mi słońca... Doniczkę i trochę ziemi mogę znaleźć wszędzie. Zarabiam, między innymi po to, by móc wydawać na pożywienie. Ale energii słonecznej kupić już nie można... Nie sprzedają jej w butelkach, nie stoi na półkach w supermarkecie, nie wygram jej w zdrapce, czy na zakrętce, nie wisi nade mną, nie rozdają jej ulotkarze, nie podają w barze.
Jak każda szanująca się roślina wyciągam się do słońca. Obserwowaliście kiedyś stokrotki? To papierek lakmusowy miłości. Nie przez obdzieranie go z płatków. Z wyczekiwaniem na słońce, oddawaniem mu się w pełni, podążanie za nim i grzeczne zamykanie oczu na noc. Nasz świat wokół taki piękny... Jeszcze dni parę i cieplejszy, bardziej kwiecisty, tchnięty wiosną i nowymi możliwościami. Ludzie sprzątają i szykują się na nowe możliwości, nowe uniesienia, czują ożywienie, zupełnie jak rośliny po (...)
--- full text ---
Jedno moje dziecko powiedziało dziś do mnie:
- Pani to ma szczęście! a My pecha..
Spytałam, o co chodzi, dlaczego tak uważa. Odpowiedział:
- Bo dziś jest 13-ty, czyli pechowy a pani jest szczęśliwa, bo się pani tak uśmiecha.
Odwdzięczyłam się za tę wypowiedź szczerym bananem na twarzy rozbrojona :) Odpowiedziałam, że nie może być inaczej skoro ich widzę i do nich przyszłam :)
Chciałabym, żeby ludzie byli tak pozytywnie motywowani do pracy jak ja :)
Czasem człowieka chwyta taka niemoc, bezsilny opad rąk i puszczają tamy trzymające na co dzień łzy pod powiekami.
Jest dobrze. A będzie, mam nadzieję, jeszcze lepiej, zwyczajnie czas taki na oddech. Na moment dla siebie i poużalania się nad swym małym nieszczęściem. Bo czy ja mam źle?
Wypłakuję dziś oczy zupełnie niepotrzebnie, ale to takie katharsis, jak czasem potrzeba wymienić olej w silniku to ludzie inne płyny
wymieniają.
Boli trochę, ale tak trzeba, żeby było lepiej. Tęsknię za byłym. Nie
wiem dlaczego znów mi się śni i mi burzy sny. Wydawało mi się, że wyleczyłam się z niego, ale być może z pierwszej miłości nie tak łatwo się wyplątać. Aż mnie świerzbią palce by napisać do niego i powiedzieć mu o tym, że tęsknię. Ale to by było żałosne,
niepotrzebne, złamałabym swoją dumę i niepotrzebnie rozgrzebywała coś, co być może miałoby szansę na reaktywację, a wiemy jak to się zwykle kończy. Źle. A tego nie chcę. Zwyczajnie brak mi opieki, troski takiej męskiej, wiesz o co chodzi. On mimo że był mało obecny potrafił zapewnić mi to. A szczególnie jak był obok. Dotyka mnie mocno brak tegoż gdy spotykam się z czymś przeciwnym. Byłam wczoraj na spacerze z takim jednym... Tak zwyczajnie na WOŚP i przejść się spotkaliśmy, potem
poszliśmy na kawę jeszcze. Wracałam z piekącymi oczami tak mi się łzy cisnęły spod powiek, ale trzymałam, do dziś sobie (...)
--- full text ---
