choćby i czołgać się
nago
pozbawiony wszystkiego
po ścieżce zarośniętej odłamkami kości
byle do miejsca
do czasu
gdy serce było czymś więcej
niż pompą tłoczącą rozrzedzone pomyje
w żyły słabnącej ucieczki
zlizywać pył z własnych śladów
aż do pierwszego
by stał się ostatnim
przed drzwiami które na zawsze
jak zdziwiona gęba
nieobiektywnie otwarte
chaotyczne zacieranie tynku, nie uwzględniające widocznego już przesuszenia warstwy powierzchniowej..
report
no byś siem zlitował nad mózgiem wciąż opanowanym przez świąteczny sernik...
report
nienażarte potwory..
report
jak potwór, to przecie wiadomo, że nie na żarty...
report
ciągle mam wrażenie, że stwórca robił sobie jaja..
report
używając tylko czasu przeszłego, zaprzeczasz osiągnięciom nowoczesnej teologii kwantowej...
report
cały jestem wczorajszy; znaczy ze zeszłego tysiąclecia..
report
z życiowych oznak mniemam, że sporym kawałkiem sięgasz w dzisiejszość...
report
jak cień tym dłuższy, gdy padając z daleka, tym szerzej koło żałobne roztoczy..
report
tu dech mi zaparło, więc - cisza...
report
jedzmy, nikt nie woła..
report
Alcie, zarżnąłem potwora i przywróciłem myśl pierworodną; dzięki, choć nie żałuję "chaotycznego zacierania tynku", bo doprowadził do pięknej puenty - poza wierszem...
report
ależ..
report
trudna sprawa :( ale wiersz dobry :) Pozdrowionka!
report
ano, trudna...dzięki :)
report