W takie jesienne wieczory, kiedy wiatr hula w kominie jak szalony, nachodzą człowieka różne myśli. To chyba nazywa się zadumą. Lubimy wtedy z Kolą patrzeć na ogień, który przechodzi przez fajerki kuchni i rozżarza je do czerwoności. W kuchniosaunie jest zawsze gorąco, więc siedzimy na zydelkach nagusieńcy, polewając się zimną wodą z cebrzyka. No nie całkiem nagusieńcy, bo Kola siedzi w pilotce z żabiej skóry. To oczywiście jego wyjściowe nakrycie głowy, ale przydatne również w kuchniosałnie, bo skóra żaby dobrze przepuszcza opary, więc w sumie to nie ma znaczenia, że siedzi się w czapce. Wdychamy luksusowy opar z samogonki i zioła, tak zwany „mikst”, który wesoło bulgocze w kociołku. Samo zdrowie i higieniczna przyjemność z zapachem pokrzywy, rumianku i szałwii. Organizm oczyszcza się wewnętrznie i zewnętrznie, ale nostalgia, czy jak to tam zwał, może egzystencjalne myśli, krążą coraz szybciej. Coś nieuchwytnego zaczyna wisieć w powietrzu. Nie opar z kociołka, bynajmniej, bo ten jest uchwytny. Mówię o czymś zupełnie innym. Czort wie jak to nazwać. Pomyślałem,
że zapytam Kolę, czy on też to czuje. Użyłem jego pełnego imienia, co rzadko się zdarza, ale to prawdopodobnie wynikało z tego mojego zagłębiania się w sobie. Po prostu, człowiek chce, żeby zwrócono na niego uwagę, żeby wsłuchiwać się w jego wewnętrzny głos.
-Znów przyszła jesień Mikołaj.
- Ano – odpowiedział nieco niechętnym do dialogu westchnieniem, odwracając oczy na drugą stronę. Tak, że widać było tylko białkówki. Jednocześnie kiwał się przy tym, w przód i w tył. Wyglądało to jak modlący się martwy Żyd. Może to jakiś rodzaj transu – pomyślałem, ale mimo wszystko, postanowiłem kontynuować dialog, bacznie obserwując jego reakcje.
- Wiesz, żyję już sporo lat. I tak sobie myślę, że do niczego nie mam smykałki. Owszem, umie się pewne rzeczy, bo to przychodzi z wiekiem i doświadczeniem, co nieuchronnie prowadzi do edukacji, ale żeby mieć smykałkę. Taką wiesz, smykałkę do czegoś …No choćby weźmy moje zdolności muzyczne, czyli do śpiewu - kicha, zero, o graniu na czymkolwiek nie wspomnę. Tańczyć umiem dopiero po uprzedniej premedykacji i to niezbyt dobrze. Zdolności manualne, no może i są, ale wypracowane, a nie oparte na odruchach bezwarunkowych, czyli znów odczuwalny brak smykałki. Żebyś mnie dobrze zrozumiał, mam tu na myśli zdolności do wręcz natychmiastowego przyswojenia pewnej umiejętności. I takiej nie widzę. Słowem, nie mam smykałki.
Kola nadal „transował”, ale po chwili odezwał się zdawkowo.
-A na co ci to. Mamy wszystko, łącznie z zapasami na zimę.
Rozdziawił przy tym japę i głośno ziewnął. Trochę mnie to zirytowało. Nawet w tym swoim transie potrafi wszystko olewać.
- Jak to na co ?- Wrzasnąłem - a choćby mieć taki węch i wzrok jak ty. No trafiać do celu potrafię, kompas w głowie też mam, ale to wyuczone. Kapujesz! Wy-u-czo-ne!. Mnie tu chodzi o szybkie podwojenie jakiejś możliwości, o genialność w jakiejś dziedzinie.
- Mam doktorat z fizyki teoretycznej, znam sporo języków nowożytnych i zapomnianych, a wcale się ich nie uczyłem. Do tego życiowa wiedza historyczna, która też przyszła sama i ch… z tego- filozoficznie odpowiedział Kola, który w końcu odwrócił oczy i przestał się telepać.
- No właśnie, o tym mówię - masz smykałkę, a ja nie.
- Ot, żyjemy tu sobie razem, raz nam lepiej, raz gorzej. Najlepiej kiedy nikt nie przeszkadza. No, ale skoro chcesz mieć smykałkę - to będziesz ją miał, mój druhu.
Mówiąc to Kola wstał, ubrał się w strój roboczy, czyli uszankę i waciak, i wyszedł.
Zostałem sam w kuchniosaunie. Nie wiedziałem co Kola miał na myśli i po co polazł gdzieś w jesienną noc. Westchnąłem sobie, bo pomimo sporej dawki „miksta”, ten tęskny nastój mnie nie opuszczał. Dołożyłem więc drew do kuchni, puściłem nawiew do wentylacji, którą wzorem krzyżackich zamków zaprojektował - no kto? No oczywiście Kola. Zaszumiało ciepłe powietrze i w kilka minut wypełniło ciepłem pokoje naszej chaty. Położyłem się nagi na dębowym łóżku, bo i po co ubierać się w takim cieple. Wciągnąłem zapach świeżego siana z siennika, łabędziego puchu z poduszki i zasnąłem. Oczywiście nadal tłukąc się z moimi myślami.
Rano obudził mnie dotkliwy chłód. Pewnie ogień wygasł w piecu. W pokoju obok usłyszałem głośne chrapanie. Decybele przebijały się nawet przez grube drzwi z buczyny. Nawet do chrapania ma smykałkę. Widocznie jeszcze późną nocą musiał pociągać z bukłaczka. Czas zrobić jakieś śniadanie. Na stole w salonie leżały świeże szpaki. Z takich rosół przedni jest, chociaż dużo roboty w przygotowaniu, ale powiedzenie „Szpakami karmieni” jest tego warte. Wziąłem je więc, aby odpowiednio przyrządzić. Kiedy już miałem iść ze szpakami do kochniosauny moją uwagę przykuł niewielki przedmiot, który leżał obok na stole. Był to niewielki łuk, a w zasadzie trzeba by go nazwać łuczkiem, z jednym ramieniem faliście wygiętym, a drugim prostym. Cięciwa była zrobiona z porządnego, grubo plecionego ścięgna jakiegoś zwierzaka. Wziąłem go do kuchniosauny, bo tam więcej białego światła i lepiej można było się przyjrzeć. Z dużą zręcznością przygotowałem szpaki z odpowiednią ilością warzyw. Kiedy zagotowała się woda, wszędzie zaczął rozchodzić się zapach smakowitego rosołu. Wiadomo, że żeby był czysty musi się powoli gotować. Odstawiłem więc rosół z dużego ognia na boczną fajerkę i zacząłem oglądać łuk. Nie był nowy, raczej bardzo stary. Ramiona były wykonane z rogów i czarnego drewna, sprytnie owiniętych srebrnym, sprężystym drutem. Piękna robota, ktoś włożył w nią niemało pracy. Tylko po co? Łuk nie nadawał się nawet do nocnego polowania na szpaki, ani odpowiedni kształt, ani wielkość. W ogóle nie nadawał się do polowań. Napiąłem i puściłem cięciwę. Rozległ się dziwny wibrujący dźwięk, aż zadrżały, pomnażając wibracje nasze okna z rybich pęcherzy. Lekko piszczało mi też w uszach. Dźwięki musiały obudzić Kolę, który stanął w drzwiach trzymając się za głowę. Nie wiadomo, czy po nocnym pociąganiu z bukłaczka, czy była to reakcja na dźwięk, bo tak jak u wilka, albo psa, mógł zareagować jego wyczulony słuch.
- Przestań z tą smykałką - powiedział. - Łeb mi pęka, chyba spadło ciśnienie i przez to, a ty tu sobie smykasz.
Przez chwilę spoglądałem raz na Kolę, raz na łuczek w moich dłoniach. W końcu wykrztusiłem – to jest smykałka?
- A myślałeś, że co? Przecież do polowań się nie nadaje. Dodam, że skądinąd wiem, że nikt takiej nie ma na całym świecie. To moja pierwsza i kosztowała sporo zachodu. Teraz będziesz sobie smykał, ale nie tu, tylko w lesie i zobaczysz co z tego wyjdzie. Powiem ci w zaufaniu, że sporo później skopiowano ten pomysł produkując liry, a w końcu harfy. Niemniej, jak każda podróbka to nie to, czyli jak to zwali w jednej reklamie „prawie smykałka”.
Kola wciągnął powietrze i cmoknął z uznaniem.
- Do gotowania to smykałkę miałeś już przedtem. Już mi więcej nie narzekaj - ta smykałka jest do wszystkiego.
:)
report
Hossa :) też masz smykałkę :) dziś do uśmiechów:)
report
hahaha:) Jaro, Jaro, bardzo fajny tekst, miło czytało się, ale nie odzywałam się bo mnie Twój awatar rozprasza;d
report
hossa :) aj tam :) mój wodny wizerunek:) w końcu ryby :)
report
yhm, ryby mówisz Jaro, niepokorny znak te ryby;d
report
Hossa:) cóż może jedna chce jedno,a druga prosi o zupełnie inny zestaw:)
report
:)
report
to ci pomysłowy Kola:) I znowu miło sie Was podglądowywuje;)
report
Haniu , bo już do tego masz smykałkę:)Pozdrawiam:)
report
no popatrz...a nawet nie wiedziałam:)
report
Haniu ja Ci pożyczę spoko:)
report
:)
report
ech, dawniej do się miało smykałki, i do tego i do tamtego, a dziś?- napinam się łukiem brwiowym:))- czy jedna kuchniosałna to specjalnie?:))))
report
Wieś :)wiesz jak jest z kuchniosałną, nie może być za duża, bo wtedy znacząco wzrosną potrzeby energetyczne , czyli przestanie być opłacalna, nie wspominając o tzw marnotrawieniu misktów i innych "wynalazków":)
report
:-)
report
taka smykałka to jest to :)) Jaro masz smykałkę do opowieści :))
report
Dzięki DeRuda:) niemniej perfekcjonistą to nie jestem heh:)
report
a tam :)) ale za to Kola jest :))
report
No baaa!!!
report
zwłaszcza w smykowaniu ;))
report
świetny tekst, napisany ze smykałką :)
report
Doremi:) spokojnie , używam tylko w uzasadnionych przypadkach , bo faktycznie od smykałek łeb napiernicza :)
report
i tak Ci Kola wysmykał smykałkę, bo Ty wysmykałeś Kolę (literacko ;)
report
Jeśli Tylko:)Szybko zaznaczam ,że śpimy w oddzielnych pokojach z drzwiami z grubej buczyny:) i ciągot do wspólnego smykania nie mamy. Nawet nam przez głowę nie przeszło, tak jak to było z ruskimi czołgistami na bezrybiu. Tamtym jednak też szybko przeszło i to nie tylko przez głowę. Po trafieniu pociskiem kumulacyjnym ich członki rozsypało po okolicznym polu.:)
report
co też Tobie po głowie się plącze, ja przecie literacko ino ;)
report
a Inę znałem - niezła dziewczyna i tego się trzymajmy:)
report
wracam czasem pokolować.. pokołować.. czy jakoś tak..
report
Jeśli :)Znaczy się jakiś interes do Koli:)? bo ja zakoli nie mam i włos mocny się krzewi. Ano mawiają ,że na mądrej głowie włos się nie trzyma, czyli, że ja do tego głupszego gatunku przynależę:) Mam jednak nadzieję, że wyjątki czasem potwierdzają regułę:) I tym się cieszę, karmię, oddycham :)
report
a może czasem przyda się pojarzyć? ;)
report
Jaro, Ty możesz mieć tylko migrenę... :)))
report
fakt ,ale Kolę niestety łeb napiernicza - niby objawy te same,a rozpoznanie inne:)
report
a medykamenta? ;)
report
też te same:) tu decydują niuanse heh:)
report
to Koli problem Jarku, w to się nie mieszaj :))
report
nigdy się nie mieszam w jego problemy:)
report
to dobrze :))
report
mam coraz większe podejrzenia , że zostałem rozgryziony:)
report
:)
report
uśmiechnął.
report
Marylko - uśmiechnął i co:)
report
Ja bardzo polubiłam Kolę, prawie jak Ciebie:)
report
:) To bardzo mi miło Presi:)
report
umiem naprawić prawie wszystko / umiem zaśpiewać prawie wszystko / umiem hm.. zagrać..coś tam/ umiem narysować...coś tam / coś tam piszę / jasna cholera! ale się rozdrobniłem! / smykałka mi sie rozatomizowała/:-)
report
nie ujawniam wszystkich zdolności i Ty też tego nie rób:) wtedy nie utoniesz w nanoiluzji:)
report
pływać też umiem / ale w nanoiluzji jeszcze nie próbowałem //:-)
report
Apis i tu pomyłka :) już pływasz:)sam słyszałem:)
report
jak to dobrze zasięgnąć fachowej porady / teraz już wiem /:-)
report
:)D
report
czyta się Ciebie, Jaro, jak Pokolenie Ikea - i to jest komplement dla sprawnego pióra z wielką wiedzą i wyobraźnią:)
report
Gabrysiu :) Nie znałem tej książki,a więc i moja wiedza nie taka wielka jest heh:)Dziękuję za odwiedziny:)i komplement oczywiście też:) ale to raczej moje początki, mam nadzieję ,że początki:)
report
no masz..
report
Alt :D i już:)?
report
...Jaro, czy?...czy możesz mi pożyć, gram smykałki?...choćby dla duszy...dla duszy gram...proszę...:)
report
Veronica:) Nie mam na gramy ,ale pożyczam całą - rozsądnie używaj - 3 razy dziennie i przed sanem:)
report
...nie?...a ja myślałam, że gramy...i co?...sama?...sama mam grać?...jedenaście strun, palców za mało...harfmistrzu, zagraj...posłucham...Kola już pewnie śpi...:)))
report
jakie tam 11; jedna z porządnej plecionki:) a to prawda,że spaliśmy - w fazie rem poprawiają się otuliny azbestowe na synapsach o czy wspomniałem gdzie indziej:)
report
za każdym odcinkiem nachalnie pojawia mi się tekst Miodu Trzmieli Jorgny Lindgrena. Nie żebym była taka wyrafinowanie oczytana, to był przypadek, że trafiłam na tę książkę i pewnie o tym już pisałam, bo ten tekst wwierca się w człowieka i drugi autor to oczywiście Andrzej Pilipiuk. Dobre są te twoje opowiadania.
report
Emma:) Lindgrena nie znam, Pilipiuka tak:) Jakub Wędrowycz jednak jest inny niż my, o czym być może będzie dalej:) Czy dobre też się okaże - bo to moje początki, proza zabiera więcej czasu, z czym nie zawsze mi po drodze:):) Miłego dnia:) Dzięki za odwiedziny:)
report
wow ależ wyobrażnia okna z rybich pęcherzy ? trudno wybić , tzn antywłamaniowe ;o
report
Salv:) nic nowego stary, wypróbowany patent:) luksusowe ze świńskich są tylko w salonie :)
report
to także jest pewien element zasłonowy:) w końcu chłopaki nagusieńkie tam siedzą:)
report
wiec i tu sie usmiecham:)
report
Bea :) miło, że zajrzałaś:)
report
przeczytałam z przyjemnością :)
report
Przyjemnie przeczytać:)
report
Chciałabym tam być z WAMI.A własciwie to byłam- czytając, działa na wyobraźnię.Dzięki za przychylność- Jaro.Nika z lasu.
report
Nika :)Ja tez pod lasem:) zapraszam do pozostałych opowiadanek:)Miłego dnia:)
report
smykałka do pisania :)
report
Jaga :) ja nisko się kłaniam:) do czego jest to jeszcze nie wiem, i tłoczę myśli w octowej zalewie:)
report
Za komuny wysyłali mnie w kolejkę po cukier:),
report
moja ciocia słodziła wtedy sześć łyżeczek cukru /na szklankę/, chciała być słodka :)))
report
Fasolko mi tak do dziś to cukrzenie zostało:)
report
dlatego między innymi/ masz w sobie tyle ciepełka :)
report
MIło Małgosiu, że zajrzałaś, to pewnie coś długo tam stałaś :) A Doremi dziękuję za ponowne odwiedziny:) Trzymajmy się w kupie, tam cieplej. Idzie zima, to cukier się przyda:) jak jest nadmiar to nie tylko do herbaty:)
report
Aż się ciepło robi od samego czytania, czuję te wszystkie zapachy z ziół.
report
Miłe nam:)
report
co tam u Kolki,jak żyje:))
report
Kola żyje,ale chwilowo nie ma czasu heh:)
report