rafa grabiec
ALL WORKS Poetry (583) Prose (6) Diary (21) Photography (96) Graphics (21) Books (1)
About me Friends (8)

Zmiana sposobu prezentacji

13 november 2014

prose

rafa grabiec
rafa grabiec

w piersi

Odkąd miłość stała się myszą, wszystkie grzechy skryły się w norze. Nie biję się z chemią jaką nas leczą, ale pamiętam wschody żaluzji i zachody pustych butelek. Wycinki miasta niech siadają na ścianach jak muchy. Wszystkie śmierci jakie mamy na imię opuściły dworce centralne. Kamieniuję usta takich jak ja. Niech skurwysyny pamiętają, do czego jest ojczyzna nawet, jeśli jest nią Polska.

27 june 2012

prose

rafa grabiec
rafa grabiec

nie wiem czy to proza, ale...

... podobno cudzysłowowi artyści wychodzą z szuflad. i kurwa dobrze im tak, pomyślałem. niech wychodzą. po co tam siedzieć i myśleć i pisać dyrdymały, o tym jak im źle i jak ich to wszystko gryzie, niech piszą. muszą, to piszą. i tak fora internetowe zdecudują, że to chłam. takie to życie pisarzyny jest i basta. chyba Wojaczek ( celowo z wielkiej litery) pisał, że szuflada jest jak trumna. wyjdzie taki i pokaże tą swoją znerwicowaną mordę, bo każdy jest na swój sposób znerwicowany, nawet jak mówi, że znerwicowany nie jest, to jest i finito.

20 june 2012

prose

rafa grabiec
rafa grabiec

halucynogenny

o kurwa, piękno. tylko dlaczego tak boli? piękno ma duży dekolt. piękno ma kolory. ma też przerwę śniadaniową. jest niedotykalskie. jest ponad głowami. w wierszach. w dobrej prozie napisanej bez cudzysłowów. ma trajektorię szalika. ciepłe i mięciutkie. wnikasz w nie bez hamulców. takie małe a jadnak. nie wiesz ale czujesz. na przykład językiem z kolegami w knajpie. kiedy gadacie o kobietach. bo dobrze jest pogadać o kimkolwiek. dobrze jest nie myśleć o sobie dziś wieczorem.

20 june 2012

prose

rafa grabiec
rafa grabiec

7

Uwielbiam twoje piersi. Nigdy ci tego nie mówiłem. Być może, ale. Będę twoim natchniem. Jeśli słońce zasieje jeszcze jedną kurwę, nie będę dobrym synem. Mniejsza o to. Celci rzucili dziś 88 punktów Żarom z Miami a mimo to przegrali rywalizację do 7 zwycięstw. 7 to szczęśliwa liczba dla przegranych. Zawsze sobie trzeba jakoś wytłumaczyć potknięcie. To wszystko. Pamiętaj, że cię kocham. Pamiętaj, że śniadanie i kawa mają coś do powiedzenia w niedzielny poranek. Kłamstwo krótko śpi. Wiem. Kłamstwo jest piękniejsze od obgryzania paznokci. Zostań. Jutro światło nie będzie razić. Jutro pójdziemy na mecz i.

5 june 2012

prose

rafa grabiec
rafa grabiec

ostatni


Tłum rósł jak piana po wlaniu do szklanki coca-coli. Zaciekawiło mnie to wznoszące się napięcie. Podszedłem bliżej. Byłem ostatnim, który mógł cokolwiek dostrzec. Ludzie ściskali się w pierścieniu otaczającym dźwig. Co kilka minut metalowy kosz zabierał na wysokość około 10 piętra jedną osobę. Sporadycznie w górę jechała para. Podszedł do mnie naganiacz i powiedział: Za stówę możesz oddać swój ostatni skok. Zapraszam do kolejki po prawo. Odszedł. Nie zastanawiałem się długo. Stanąłem za grubasem, który pachniał przeterminowaną rybą. Sapał i szeptał coś pod nosem. Rozglądam się gapiących się ludziach. Każda twarz była innym krzyżem. Mimo to byli podnieceni. Co jakiś czas ktoś chował twarz w dłonie. Niektórzy płakali, inni udawali obojętność. Rzadko było słychać krzyki, częściej wzdychanie, a najczęściej: Dalej, dawaj. Łał, ale się rozpieprzył. Mózg jest naprawdę piękny. I tym podobne. Kostka brukowa była pod ciągłym ostrzałem wężów strażackich. Zmywano czerwoną breję, a ciała wrzucano na ciężarówkę, która odjeżdżała co pół godziny. Przyszłą moja kolej. Wyciągnąłem portfel z kieszeni i dałem kasjerowi należną sumę pieniędzy. W zamian dostałem żeton z głową dżokera. W tym czasie gruba pakował się do metalowej klatki. Wciągarka dźwigu zaczęła równo pracować. Patrzyłem na niego. Grubas był spokojny. Po osiągnięciu pułapu 10 piętra (...)

--- full text ---

4 june 2012

prose

rafa grabiec
rafa grabiec

powroty


6.17. Deszcz. Wszedłem i nie wiem co dalej. Deszcz. Całą drogę powrotną z roboty lało. Deszcz. Odcinek od parkingu do drzwi wejściowych pokonałem biegiem. Deszcz. Przemokłem mimo to. Gdzieś czytałem że. Deszcz.  Naukowcy stwierdzili, że nie ma znaczenia czy biegniesz czy idziesz w deszczu. Zmokniesz tak samo. Nieważne. Za oknem deszcz. Rzadko kiedy mogę spać. Nad ranem. Po robocie. Deszcz. Nie muszę  ścielać łóżka. Bóg nie ma nic do tego. Deszcz. Jest jeszcze stół i krzesło. I jeszcze jedno krzesło, służące za kwietnik. Rośnie bonzai. Deszcz. Bombarduje parapet. Chce ze mną gadać. Nie mam ochoty na nic. Myślę. Deszcz. Na chwilę wracam do wczoraj. Deszcz też był obecny. Jest obecny od dłuższego czasu i meteorolodzy nie wiedzą co z nim zrobić. Zmiany są nie potrzebne. 6.53. Zza ściany słyszę sąsiada. Klnie od rana na parszywość świata. Za chwilę włączy radio. Włączył. Deszcz. I nie muszę wychodzić. Deszcz daje bezpieczeństwo. Nie muszę patrzeć na ludzi. Deszcz daje spokój. Idę do kuchni. Otwieram przyjaciółkę lodówkę. Piję zimne mleko. 5-6 łyków. Wystarczy. Nalewam mleko do miski. Zamykam lodówkę. Wynoszę miskę przed drzwi. Kot jak zgłodnieje to przyjdzie, bo deszcz. Wracam do pokoju. Kładę się na łóżku. Zamykam się. Nie słyszę deszczu. Hałas miasta połknął kolejną ofiarę. Nie słyszę nic. Już cisza. W moim śnie. Jest cisza.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register