Na mistrza w rwaniu olimpijskiego złota
czuję czasem ogromny ciężar
podzwignięcia puchowych poduszek
namokniętych łzami nieszczęsliwych kobiet
wszystkie przewinęły się przez kołowrotek
własnych kurewsko nieestetycznych wrzecion
umysłu spętanego wyobrażeniem o świecie niewolników
przykutych kajdanami do wioseł armady galer
tylko po to by mogły popłynąć w zakamarki
popierdolonego świata własnych imaginacji
wyssanych z mlekiem obłąkanych matek
które same sobie spierdoliły młodość
z pierwszym napotkanym błaznem
pod miejscową knajpą łachudr
straconych dla ludzkości
obszczywęgłów
i co tu wymagać daj
posiadając tyle serca
co brudu za paznokciem pianisty
lub widoku słońca we wzroku ślepca
poduszki do pieca
umysły do reinkarnacji
z pozycji outsidera
obszczywęgły:))- ładne, nie słyszałem:))pzdr
report
lubię jak przeklinasz, robisz to z gracją
report
...kwestia obycia.... językowego;)))-pozdr.
report
ale smutas i pechowiec z bohatera tego poematu. Współczuję. Przyznaję, że obszczywęgły też mnie ujęły. To na prawdę jest bardzo celne i wcale nie tak wulgarne.
report