piwonie rozkwitły znienacka
z samego rana pojawiły się przed oczami
w różowych plamach
zatrzymując się pod oknem w słońcu
między dereniem a wiśnią
przyniosły zapach czerwca i duchotę przed burzą
senny wiatr jak motyl przysiadł na winorośli
bezruch wyprostował firankę w otwartym oknie
na futrynie przyczaił się głodny pająk
krzyk miał się pojawić nagle
niestety Alicja z otwartą buzią i przerażeniem w oczach
zdolna była tylko palcem wskazać zabójcę much
piwonie dalej pachniały czerwcem
zanosiło się na burzę
2026-06-04