od samego początku pozwalam snom na swobodny wybieg
rozrzucam czyste kartki między kury i czekam aż któraś pazurem
od kiedy wiem jak wygląda wiersz nie gapię się w lustro
dlaczego zawsze muszę się uszczypnąć żeby uwierzyć prawdzie
a przecież wystarczyłoby zacisnąć pięści albo ugryźć w język
czasem czekam aż wejdziesz pod kołdrę z gotowym snem
a sprężyny w łóżku zaskrzypią nową melodię
lubię gdy noc zapomina o nas a my gubimy się w sobie
zbudzone słowa otwierają się w pocałunkach
uśmiechnięte słońce łazi po ścianach
kawa kawa
czas bierze nas pod rękę