dzisiaj w nocy piłem kawę z Aniołami
siedzieliśmy pod wysokim starym drzewem
spokój wyszedł na ulicę - cisza za nim
ale kogoś brakowało - jeszcze nie wiem
noc zadbała o swych gości - w filiżankach
czarny napar się rozpływał aromatem
i kołysał się w przestrzeni jak firanka
smak z tych przednich w środku nocy wiosną latem
Aniołowie upojeni zdjęli skrzydła
jak niewiele trzeba żeby czuć się w niebie
chociaż ciszy chyba cisza nagle zbrzydła
usłyszałem twoje ciche - kocham ciebie