Zmiana sposobu prezentacji

7 may 2013

poetry

Prorok
Prorok

Sami Swoi

Nadszedł wieczór, słodki jak orzechówka z mlekiem
i poezja jakoś przestała ciągnąć do siebie
ruszyłem na miasto, zaciągnąwszy się kiepem
szukać szczęścia w taniej wódce pod gołym niebem.
Znalazłem takich jak ja, samotnych, zagubionych
co wiecznie siedzą w tłumie i zawsze są sami,
co nie lubią walczyć, nawet nie mają broni
a z nimi straciłem poczucie wszelkich granic
Bo oni mają czyste serca, lecz brudne ręce,
A ich życie, jak moje, to wręcz istna męka
jeszcze po kieliszku i jeszcze po kropelce.
Aż wszystko poszło, noc nadeszła, flaszka pękła.

24 january 2012

poetry

Prorok
Prorok

Ruletka(bo żyjemy od zera do jedynki)

Wstał kolejny dzień po cichej implozji koszmaru,
I  sam nie wiem, czy żyję, czy to tylko chory sen
Może porżnąłem sobie twarz i zdycham pomału,
może zasnąłem w kąpieli i skończył się tlen.

Przyznaję, możliwe, że nigdy nie byłem bogiem
I zamiast spełniać - wypaliłem z niej marzenia
przetopiłem fotografię na płynny ogień
dla miejsca kloszarda i dotyku płomienia
I nawet cisza Bemowa mnie tak nie bawi,
gdy doskonale wiem, że nie został tu już nikt
Nie uciekł mi tylko z myśli samotny Skriabin,
chyba lepiej by mu było gdyby  i on znikł.

Krupier z czołem świecącym jak neon
wpadł w dziki trans i wyrzucił zero

Nieraz plułem na miłość, topiąc w snach z tabletek
marząc tylko o dziwkach w śmiałym kolorze dzielnic,
lecz zupełnie przypadkiem poznałem kobietę
przy której samozwańczy bóg stał się śmiertelnym.

Czekając na świt dziękowałem tej fortunie,
(...)

--- full text ---

26 december 2011

poetry

Prorok
Prorok

Krwisty deser

Cicho tu, zimno tu, szybko, dajcie mi ognia!
Płomień oświetlił park, a tam trup, gdzie nie spojrzeć
Z żył jak ze strun płynie rubinowa melodia
Przechodzę nad ciałami niczym krwawy Mojżesz.
Mdli mnie, prawie już rzygam, dłonie mi się pocą
Zwłoki wyglądają jakby trafił je taran
Gdzieś w oddali majaczy płaczący krwią posąg
szlocha nad światem, z którego uszła już wiara.
Nie będzie ocalenia, wszyscy w końcu zginą,
A Śmierć skończy arię ostatnią, zgniłą nutą
Nie będzie ocalenia, jesteśmy padliną
bo nadleciał właśnie egzekucyjny pluton.
Na mrocznych skrzydłach nocy, armia złego boga
Po niebie zwinnie płyną czarne archanioły
przed skrzydlatym nie uciekniesz biegnąc na nogach
zwłaszcza gdy przeciw Tobie są wszystkie żywioły.
woda zmieniła się w krew, powietrze w ogień
ziemia nawet przedwcześnie wciąga już do grobu,
tak ginie człowiek, który kiedyś chciał być bogiem
tak zginął człowiek, władca niebieskiego globu.

15 november 2011

poetry

Prorok
Prorok

Skarbiec

Coś mi się ostatnio miłosne pisze...


O godzinie dwudziestej piątej,
trzynastego miesiąca roku
nagle straciłem całkiem wątek
pomyliłem stały rytm kroków
 
upadłem, tak jak ja tylko potrafię upadać
zatrzęsła się ziemia, z nieba spadły anioły
Pani spojrzała na mnie, oczy miała jak driada
Pani patrzyła zbyt długo, ale wzrokiem wesołym
 
Wstałem, bo wstawać również potrafię nieźle
z oddali jakiś grajek witał mnie tłustym dźwiękiem
spojrzałem, i choć już wtedy byłem Pani więźniem
spojrzałem twardym wzrokiem od którego beton
mięknie.
 
Pani miała piękne oczy koloru kodeiny
Pani miała głos anioła, czysty orgazm ucha
Ja zaś, miałem tylko bezwstyd i niezmazane winy,
Ja zaś, miałem tylko słowa, których nikt nie słuchał.
(...)

--- full text ---

12 november 2011

poetry

Prorok
Prorok

Głęboko

Najdroższa z moich przyjaciół.

Miała smutną, bladą twarz i sine zamsze powiek
Miała piekielne oczy zupełnie jak pustynia
Żyła cicho we mnie. Umierała w mojej głowie.
Żyła jak zaklęta i nikt nie chciał jej odczyniać.
Przeszłość tak obficie krwawiła otwartą raną
jakby dusze wojowników trafiały do nieba
przecież wszyscy są chorzy, nie wszystkich przebadano
tylko Dmowski wygląda jakby ciągle się gniewał.
 
Przestań się marszczyć Roman, już nie ma o co walczyć
Tak dumnie idziemy, krzycząc, że jesteśmy wolni
Dopiero jutro, schowani w tryb czysto wasalczy
Dopiero jutro zbrzydnie nam znowu nasz pierdolnik.

2 november 2011

graphics

Prorok
Prorok

27 october 2011

poetry

Prorok
Prorok

Największy Dar(Nadzieja)

Inspirowane Norweskim Dziennikiem

Tam, gdzie wstęga dziurawych szos
Gdzie każdy szuka własnych dróg
Wśród tętetnu kopyt słychać rytm
Na wschód, na wschód, na wschód.

Gdzie ludzie dumni
Gdzie nigdy nie zagości wróg
wiatr śpiewa smutną pieśń
Na wschód, na wschód, na wschód.

Kraj bohaterów, co krew swą oddali
Kraj, u którego sam mam wielki dług
Pod nosem nuci smętną melodię
Na wschód, na wschód, na wschód.

Wierzba chłostana wiatrem
Wyznacza bohaterów grób
a liście jej szeleszczą w nocy
Na wschód, na wschód, na wschód.

Rzeka, co setki już pochowała
(...)

--- full text ---

27 october 2011

prose

Prorok
Prorok

Pyro

Są życzenia, których nigdy nie powinno się wypowiadać na głos. Zwłaszcza w noc spadających gwiazd, bo jakimś cudem mogą się spełnić.
            Czujesz to? Galaktyki świecących punkcików wirują na około twojej głowy. Szybko znikają, lecz nie martw się, nie skończą się tak szybko. I cały czas dochodzą nowe. Wiesz, że to dusze? Ludzkie życie jest niezmiernie krótkie, lecz zazwyczaj powołuje inne. Ciągłość natury, taki magnes, by pozostawić coś po sobie. To jest wpisane głęboko w ludzi, tylko dlatego ciągle istniejecie. Albo i nie, z wami nigdy nic nie wiadomo. Czujesz więcej? Nic dziwnego, twoje ego się zaczyna przyzwyczajać do nowej roli. Ból? To niestety konieczność. Nie krzyw się, nie pomoże. Ani nie minie. Widzisz, właśnie gdzieś na odległej Australii pękła deska w starej chacie, w której od prawie stu lat nikt nie mieszka. Od dziewięćdziesięciu sześciu lat, trzech miesięcy, trzynastu dni, dwóch godzin i trzech sekund, mówisz? Wiem, to trochę irytujące wiedzieć wszystko. No, prawie wszystko. No i właśnie ta deska, zapomniana przez świat i ludzi, pękła. A ty miałeś nieszczęście być tą deską. I dziewczynką, którą szaman posądził o opętanie przez Khargula, demona pożogi i suszy. Właśnie ją torturują, pewno też to czujesz. I ból drobiny kurzu, która spada z biurka prezesa Narodowego Banku Francuskiego. O, prezes też upadł, dostał zawału. Niestety ból wszystkiego (...)

--- full text ---

25 october 2011

diary

Prorok
Prorok

A reszta, to już tylko próżna historia.

Jak możnaby z łatwością zauważyć jestem tu dość nowym użytkownikiem. I dlatego może czasem staram się milczeć zamiast chlapać ozorem po próżnicy. To jest między innymi powodem dlaczego tak rzadko oceniam(bo nie komentuję w ogóle póki co). Zresztą nigdy nie czułem się na tyle dobrym, by komukolwiek doradzać. Nie moje kredki, nie ja rysuję. Na forum pojawił się jednak ciekawy temat, do którego mam zamiar nawiązać, a mianowicie - co jest poezją, a co nią nie jest. Otóż, przez czarnobiałe mróweczki liter przemawia do Ciebie, drogi czytaczu, prosty chłopak, którego zrodziła kielecka wieś polska. I mimo, a może właśnie przez nie, wychowania wśród dworków, muzeów, bibliotek i innych Rejów przeświadczenie od zawsze mam jedno - poezja to rym. Co rymu nie ma jest może ładną prozą. Może nawet wierszowaną. Lecz nadal prozą. Dlatego też wierszów białych, których srodze notabene nienawidzę z zasady nie komentuję, staram się też nie oceniać. Bo nie chcę być chamem i prostakiem, który tylko obniża oceny. Bo nie umiem inaczej ocenić wiersza, który wedle mej skromnej(lub nie) opinii wierszem nie jest. Z innymi dziedzinami sztuki jest łatwiej - cieszy oko - znaczy plus - nie cieszy - znaczy minus, lecz białe wiersze to dla mnie swoistego rodzaju oksymoron - coś, co nie powinno istnieć, a tu nawet ma się dobrze. Ba, coś rzadziuchno zdarza się coś rymowanego znaleźć. I, pozwolę sobie zauważyć, że wszyscy polscy (...)

--- full text ---

25 october 2011

poetry

Prorok
Prorok

Moja Penelopo

Zawarszawiło się wesoło wśród dzikich alej
Jakiś dziwak między wierszami paskudnie mi klnie
bo pośród wodospadu brunatnych liści dalej
Śmiem ordynarnie podziwiać Pani déshabillé
 
Zaskrzypcowiłem ostrym, brudnym, diabelskim riffem
rozdwoiłem się troszkę, ale tylko na chwilę;
rozpruta Hydra do rytmu przygrywa jelitem
aż się Pani zaczęła bujać na czubkach szpilek.
 
Ta Pani jest moja, jestem jej jedynym królem
moja jest na wieki krwistość nienasyconych warg
dam jej mój drogi płaszcz, poprawię zmiętą koszulę
I spitą muzyką poprowadzę przez nocny park.
 
A potem będą gwiazdy, przedziwne galaktyki
mięsistych pocałunków jak diamentów bez szlifu
jęki, które stworzą nowy gatunek muzyki
I tak ciągle, bez żadnych przerw, od zmierzchu do świtu.
 
A potem, gdy tylko zaćwierka poranne słońce
ja klęknę przed Panią, ucałuję Pani stopy
I tak zwiążę mocno Pani koniec z moim końcem
że będziesz mi Pani wierniejsza od Penelopy.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register