|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (211) Prose (9) Diary (4) Photography (22)
Postcards (9) Handmade (68) About me Friends (28) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Już drugi albo trzeci dzień. Słońce oblizuje mi twarz z soli, czerwiec i robaczki świętojańskie. Wciąż jest duszno, nie poszłam na noc kupały, czekałam, aż wrócisz. Wypatruję burzy z ustęsknieniem. To nie do przyjęcia, takie lepkie lato, pot i łzy.
Czekam, podśpiewuję pod nosem, zapadam się w przeszłości, jak w studni. A w studni chłodno. Przeczekuję upał.
dzisiaj odkryłam, że ludzie nie lubią słuchać, ot tak, dla przykładu: pani doktor habilitowana, nobilitowana, chuj wi jeszcze co, patrzy tępo w moje papiery, marzy o kawie, a jej pomarszczone spojrzenia, ześlizgują się z kartek na ławkę. z ławki na krzesło. na krześle przykucają, dumają chwilę, po czym pełzną w stronę okna.
za oknem są ludzie, którzy nie muszą w nic wierzyć
albo wierzą we wszystko i z całym rozpędem
śpią na śmietniskach
jak te biedne biedroneczki. jak krnąbni jasie i łopatologicznie durne małgosie.
ta pani miała bułeczkę na stole. z serem zapewne. albo jagodami, czy to ważne?
widzicie, owa pani musi cierpieć na bezsenność, bo bułeczki ani tknie, przestawia ją oczyma z jednego końca stolika na drugi, wydmuchując noc w chusteczkę. gołębie by się cieszyły mruczy
jak ja nie znoszę gołębi. brudne pasożyty. a jak rzucisz im niedopałek, nie chcą się już nabierać, że to okruszki chleba.
Losowo wyznaczam sobie koniec interpunkcji. W moim umyśle. Brakuje pauz, dzięki którym można wylać się potężnym strumieniem na kartkę papieru. A papier - to papier - pocierpi, pomilczy, ale wytrzyma.
Na Dolnym Śląsku też zaszło już słońce. Zmiana czasu trzy minuty później, niż w Podkarpackim. I ten śmiech
szeleszczący na otwartych powiekach -
wydawało mi się, że śpię.
