28 may 2012

diary

Zaczytana219
Zaczytana219

Było.

 
Ostatnie dni, tygodnie, miesiące były takie przykre. Przykre było wstawanie, przykre było spanie. Przykre było myślenie, o przykrych rzeczach. Przykra była idea rozpoczynania kolejnego dnia. 
Było dużo papierków od czekolady na podłodze, dużo opakowań od czerwonego barszczu, dużo kartek z pisemnymi marzeniami przerwania tego niechcianego kręgu. Dużo pytań, i złych wykrzykników. Dużo chowania się pod kołdrę, dużo spacerów aby przetrwać do kolejnej nocy. Dużo, za dużo bezwiary w ludzi. Dużo chodzenia na dach. Dużo przytulania i płakania w niedozwolonych miejscach. Tak bardzo dużo urwanych znajomości, zepsutych słów, przykurzonych wspomnien. Tak bardzo chciałabym umieć naprawić choć połowę wyimagowanych kontaktów z ludzmi. Ale któreś tkanki, być może nabłonkowe, bądz chrząstkowe, sprzeciwiją się temu, bo powroty bolą. Bo przywołują ludzkość w nieludzkich osobach. Bo budzą nadzieję, zapalają światełko w w tunelu. I zachęcają samobójców do wejścia na tory. 

Żeby było dużo spacerów, czekolad, ciepłych rozmów, ksiażek.  

Miłego dnia. ;)

M.

alt art
9 january 2013 at 10:48

czy dużo to więcej niż mnóstwowie..

report

Ananke
16 may 2014 at 14:14

wszystko kiedyś się kończy, to dobre - co nas boli - i to złe - co daje nadzieję na przeczekanie aż się skończy czas życiowej bessy

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register