zaczęłosięodjabłka
ALL WORKS Poetry (41) Prose (7) Diary (33)
About me Friends (15)

Zmiana sposobu prezentacji

drzewo na skarpie światła III

Zapraszała rzadko, bo Maej nie była wdzięczną towarzyszką zabaw. Dużo milczała. Kiepsko szły jej zabawy w na-niby. Bo przecież rozpaćkane pomidory to nie zupa pomidorowa. Po co udawać skoro ktoś mógłby je kiedyś zjeść, zapełnić żołądek. Agnieszce bardzo dobrze szło wyobrażanie sobie wybiegów mody albo płaczu lalek.  Karmiła je potem zupą z pomidorów i kradzionego z budowy wapna. Maej ściskał się żołądek. Robiła jednak to co kazała jej koleżanka. Zawsze dostawała najbrzydszą lalkę bez jednej nogi. Tylko taką zgadzała się jej pożyczać Agnieszka. Zdarzało się że czas zabawy przypadł na porę obiadową i matka koleżanki próbowała zaprosić Maej na obiad. Dziewczynka zawsze odmawiała. Z resztą takie sytuacje nie zdarzały się często, gdyż dziewczynka starała się tam nie pojawiać wczesnym popołudniem. Sama Agnieszka też szybko ją wyganiała znudzona jej brakiem wyobraźni i tępotą. 

Czasem tylko, po powrocie od koleżanki jakimś dziwnym sposobem wieczorem w sowim plecaku znajdowała bułkę z masłem i serem, albo drożdżówkę. 
Za każdym razem wcześniej się modliła. Tajemnicze pojawianie się jedzenia uważała więc za nieomylny sygnał że ktoś tam się nią zajmuje. Dba. Wystarczy tylko że będzie wystarczająco grzeczną dziewczynką, będzie się wystarczająco dużo modlić a wszystko będzie dobrze.

drzewo na skarpie światła II

Maej chowała się bez problemów. Nie płakała od obtłuczonych kolan, bo nie biegała z piłką, nie grała z kotem w "złap ogon". Była bardzo dobrze wychowana. Na wszystkich weselach i stypach, ciotki wychwalały to że tak dobrze chowa się bez matki. Czasem obiecywały zająć się małą przez kilka dni ale do takich wakacji nigdy nie doszło. Kończyło się na wypadzie na lody i długich przeprosinach. Ciotki opowiadały o chorobach ulubionych piesków, swoim niezbyt mocnym zdrowiu. O tym jak ich czas jest szczelnie wypełniony, bo wszak dozorca kamienicy Pan Wojtek z pewnością nie wiedziałby jak prawidłowo posprzątać patio. Wciskały jej kilka groszy na przeprosiny. "Kup sobie coś ładnego" - mawiały.
Maej czasem próbowała bawić się z dziećmi. Niedaleko jej domu mieszkała  ćwierć krewi Rosjanka - Agnieszka. Bardzo rzadko kiedy nudziła a w okolicy nie było innych dzieci, zapraszała Maej do siebie.

drzewo na skarpie światła I

Matka Maej zmarła przy porodzie. A może wcześniej. Nawdychała się życia. Nie wzniosła zatem modlitwy do drzewa dusz, w pąkach kwiatów którego, mieszkają wszystkie nienarodzone dzieci. Zazwyczaj w takich przypadkach modlitwa wychodzi od kogoś innego. Nie musi mieć wielu linijek, wystarczy krótka jak oddech. Jedna myśl zmęczonego doktora, utworzyła by ścieżkę. Lekarz jednak tkwił w stanie bez-myślenia. Jego dusza spała. Śnił o złocisto-brunatnym płynie, czuł jak życie ogniem wypełnia mu żołądek. 
            Jeśli zdarzy się że modlitwa jest krótsza niż oddech, zazwyczaj otwiera się słaby lub chory kwiat. Dziecko nie żyje długo. Przypadek Maej był wyjątkowy. Nikt nie zmówił modlitwy.
Dziewczynka urodziła się żywa. Zdrowa. Oddychała, wyciągała rączki. Nigdy jednak nie płakała ani nie śmiała się. Dziewczynka nie urodziła się martwa. Może matka Maej zanim umarła modliła się. Usłyszał ją kwiat całkiem zwykły i całkiem wyjątkowy bo jeden z tysiąca - i jeden. Dlatego, płód wykształcił się mimo że matka była już martwa. Dusza dziecka niecierpliwie zerkała zza płatków ale bez tej ostatniej najważniejszej modlitwy nie mogła znaleźć drogi.

lato (rework)

Lato. Żar z nieba niemiłosierny. Nawet pies zlitował się nad kotem, zaprzestał gry w "złap ogon" i dał mu odpocząć w cieniu swojej budy. Siedzimy na werandzie rozleniwieni, obstawieni kawą i lemoniadą. Dzieci się nudzą. 
Babcia rozmawia ze swoją szwagierką, chichoczą jakby im ubyło ze czterdzieści lat. Nie czuję że wpadłam na nudne rodzinne spotkanie. Ręce nabrały im pewniejszego chwytu, bo ciocinej wiśniówki nie wolno zmarnować, na policzki wstąpiły rumieńce. Najmłodsze pokolenie znudzone poszło zbierać maliny. Tak to się oficjalnie nazywa, ale z dala dobiegają mnie nawoływania Apaczów i jakieś podejrzane piski.

Starsze panie po raz pierwszy odkąd pamiętam nie narzekają na stawy tylko biegają do kuchni po coraz to inne przysmaki.
Pies niemalże przytulił się do kota który nagle zrywa się przestraszony najwyraźniej wtrąceniem się do rozmowy dziadka, posiadacza nadzwyczaj donośnego głosu.
-Tak kiedyś moje panie!  To były dowcipy! z chłopakami staremu Jaśkowi, on pijak był jakich mało było, wzięliśmy...
- O pamiętam to pamiętam - potakuje babcia
- Cicho bądź kobieto daj skończyć. No i ten Jasiek miał taki wóz, no taki normalny konny i my jak to chłopaki głupie pomysły mieliśmy, wzięliśmy mu ten wóz rozłożyliśmy na części. A on, Jasiek znaczy, zbudował stodołe niedawno, wszyscy się śmiali z niego bo gdzie to stodoła z płaskim dachem. (...)

--- full text ---

bajka o ludzie mielizn

Chodźmy w dół rzeki...

"Chociaż białe wino wywabia czerwone,
bólu nie da się zwalczyć bólem,
zła, złem."

                Na spacer idealnie nadaje się ścieżka prowadząca w dół rzeki. Kręcisz nosem? Pójdźmy w dół rzeki opowiem Ci historię. Lubisz, legendy prawda? Obiecuje że opowiem, tylko chodź ze mną.
                Wiesz w dolinie tego rozlewiska, była kiedyś osada. Zamieszkiwał ją lud dumy i silny...
 Znowu coś Ci nie pasuje? Przeglądasz swoje papierki, swoje książki historyczne, mapy, pomiary. Gdyby była tu osada już byś ją znalazł. Wykopał. Opisał znalezione groty strzał, określił wiek datowaniem węglowym. No, dobrze a może ona dopiero będzie?  Nie opowiadam bajek. Co za różnica, była, będzie, w tym wymiarze czy w następnym, jedną sekundę dalej na ścieżce innej rzeczywistości.  Marszczysz czoło. Mam opowiadać dalej?
                Zamieszkiwało dolinę plemię odważne, skore do zabawy. Ich kobiety były pełne gracji, mężczyźni pełni siły.  Co rano wyruszali na polowanie. Łowcy ludu mielizn zawsze wracali ze zdobyczą. Produkowali łuki tak doskonałe że okoliczne plemiona oddawały całe stada, tuziny paciorków i wszystkich niewolników za jeden choć egzemplarz.  Wyprawiali się w gorę rzeki, na jej lewy brzeg ale nigdy na prawy. Wśród tego ludu (...)

--- full text ---

Zagubiony smok, flaszka i zgubione figi... o przepraszam pantofelek (I)

inspiracja bajką AniS


Czekałem. 

Większość, mojego życia upłynęła w obawie że kiedyś trafię na przeciwnika którego nie zdołam pokonać. Na czekaniu zeszło mi całe dzieciństwo, młodość. Moja matka zginęła z rąk takiego jak on. Moi bracia, siostry nie otrzymały litości od jednego z tych potworów. 
- Maszyny do zbijania - mówiła matka.
- Schowajcie się - powiedziała raz i wyszła, skulona, potulnością chcąc wzbudzić litość w zmorze prosto z piekła. Nie wróciła.
Teraz będąc już w sile wieku, niebłahej postury, budzącej lęk w ckliwych i cnotliwych niewiastach, coraz bardziej bałem się dnia swojej porażki.
Czekałem. Był coraz bliżej. Wspinał się kanionem. Parsknąłem. Robił tyle hałasu co waląca się góra. No tak, przecież oni nie znają strachu. Kiedyś spieraliśmy się z bratem czy to wrodzona cecha tego gatunku czy też kwestia uwarunkowania poprzez wychowanie...
 

Dzielny rycerz, ledwo obchodząc kamień nieomal zamykający, przejście między dwoma ścianami kanionu, sapiąc wyszedł na otwartą przestrzeń i zakrzyknął:
- Smoku !! Wyzywam Cię! Chodź tu walcz jak mężczyzna!! - zmieszał się przez chwilę.
- yyy to znaczy ja gad!!-
-Chodź tu i walcz!! Stworzenie opuszczone (...)

--- full text ---

zimowe dziecko 1

Kiedy Maje się rodziła, po raz pierwszy od wielu lat zimny prąd zamroził Bałtyckie morze. Co odważniejsi jeździli samochodem aż do Szewcji. Kiedy Maje się rodziła, pękały szyny i wykolejały się pociągi, bezdomni umierali w papierowych domkach, owinięci w gazety z darmową herbatą w dłoniach. Ci bardziej wykształceni znaleźli tylko kolejny argument przeciw globalnemu ociepleniu. Kiedy Maje się rodziła, karetka nie zdążyła ma czas. Rekordowa ilość śniegu uwięziła nawet pługi. Podobno kiedy wyjęli ją z łona była zimna. Maje urodziła się bez oddechu, ale lekarz przywrócił jej go jak wielu niemowlętom wcześniej. Mimo klapsów nie krzyczała jak inne noworodki, lekarz z otępieniem właściwym dla tylu lat w zawodzie, zmęczony nie zauważył tego. Lekarz podał małą matce z której cienkim strumyczkiem uciekało życie.  Pogrzebali ją wiosną , kiedy ziemia ciągle jeszcze byłą twarda i stawiała opór jakby nie chciała jej przyjąć. Prognozy starych ludzi nie sprawdziły się. Po ciężkiej zimie, przyroda nie eksplodowała obfitością. Wiosna i lato w końcu przyszły, ale w rodzinie Maje mróz zasiedział się. Pokoje miały zawsze niższą temperaturę niż reszta bloku. Trawnik pod oknami Maje nigdy nie chciał rosnąć tak zielony jak inne, źdźbła były zawsze skulone nawet w największy upał. Sama Maje nie lubiła słońca, twierdziła że dostaje od niego bólu głowy, światło powyżej pewnej jasności raziło ją bez (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register