|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (56) Prose (4) Diary (10) Photography (5)
Postcards (11) Handmade (1) About me Friends (102) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Z cyklu: myśli przeczołgane (dribble)
Zdaje się, że wyciosywanie słów jest nawet bardziej żmudne niż łapanie pcheł. Zważywszy na „ogonki” i inne kruche finezje. Być może w tym tkwi tajemnica wysokich notowań fraz okrąglutkich i wypolerowanych. Z półki. Kto wie? Dobrze leżą w palcach i na języku. Dawno przestały kaleczyć. Co najwyżej dźwięczą, wabiąc krwiopijców.
Niełatwo jest dotrzymać kroku
ostatnim dniom Starego Roku,
bo tyle się wspomnień z niego pcha,
to smutek, to radość w myślach gra.
I nie wie człek, jakże je zważyć?
Czy chcieć jeszcze? O czym zamarzyć,
by losu nie kusić lub czary
goryczy nie dopełnić miary?
(...)
--- full text ---
nie żegnajcie jeszcze lata
nim jarzębin blade kiście
zrumienieją pozłociście
nie żegnajcie wczesnych świtów
przez zasłonę lśnią codziennie
gdy budziki brzęczą sennie
nie żegnajcie już wakacji
miodnych przygód i wyczynów
(...)
--- full text ---
Żadne wytłumaczenie ale zakochałam się
z wzajemnością
i kompletnie straciłam głowę
niestety nie jest to historia z happy endem
nawet wiersze się nie lęgną
przepraszam
naprawdę
wcale nie miało tak być
tylko wyszło jak wyszło
tysiąc pięćset trzy dziewięćset
bo wszystko zostało już powiedziane tysiąc razy
i na milion sposobów
gdy sensy nie dają się zwabić w słowa
pożądliwie patrzę ku liczbom
śmieszny rym poezja cyfrowa
lecz/licz
ileż powabu ma liczba pierwsza
Pustynia nie jest miejscem z braku wody
Kiedy już będziesz stary, w listopadzie,
wybierzmy się nad morze, mewy i sztorm
są takie romantyczne, wieczorami,
poukładam albumy, albo puzzle,
póki widzę wyraźnie, wiem, czego chcesz
w moim życiu po życiu, grunt, to mieć plan.
Zrób, cholera jasna, swój.
Tysiące warszawiaków codziennie dojeżdżających metrem, zapamięta być może, przynajmniej na pewien czas, czwartkowe popołudnie 21 listopada 2013 roku. Zaledwie cztery dni po dramatycznych wypadkach, kiedy to wielu napędził stracha, a niektórym nawet uszczerbił zdrowie, pożar w nowym, supernowoczesnym pociągu Inspiro, pasażerów dopadł kolejny pech. Z powodu awarii na torach do zawracania w rejonie południowej krańcówki, na kilka godzin trzeba było zamknąć dwie stacje, pociągi kursowały trzy razy rzadziej i wolniej, nabite do ostatniego oddechu. Tłumy zmęczonych, zdenerwowanych ludzi, którym nie udało się wcisnąć do składu, wypełniały perony, atmosferę podgrzewał jeszcze ostry dźwięk zapowiadający powtarzane w kółko komunikaty z przeprosinami i informacjami o komunikacji zastępczej. A wszystko to, jak na złość, w popołudniowych godzinach szczytu, gdy nawet bez awarii wagony są wypełnione po brzegi.
Należałam do tych szczęśliwców, co na podobieństwo śledzi w beczce, podczas wydłużonych postojów na kolejnych stacjach, już z wnętrza pociągu obserwowali napływające fale nowych chętnych. Gorąco i duszno było niemiłosiernie, ale coś się chyba zmienia w narodzie, bo nie słychać było ani narzekań, ani utyskiwań. Jak za chwilę opowiem - wręcz przeciwnie.
Zbliżając się do tymczasowej stacji końcowej, pociąg wyraźnie zwolnił, widok za oknami, który zazwyczaj przypomina (...)
--- full text ---
- Mocniej! Wyżej, Jolka, wyżej! – głos trenera przechadzającego się po sali wwiercał się w umęczone ciała. Przed jego wzrokiem nie umknęła żadna skucha.
- Ale ja już nie mogę wyżej – pisnęła żałośnie jedna z pokutnic. – Boli!
- Boli w was to, co jest słabe. Mocne nie boli – zareplikował bez litości. – No, już! Dasz radę! Wyżej!
Uwielbiam moje zajęcia. Już wkrótce będę supermenem.
