Zmiana sposobu prezentacji
Może to wina jednego za dużo, kieliszka, w restauracji wypitego.
Może to bolesne, zaocznej miłości, rozstanie, narzuca mi to pisanie.
Być może to chandra, zwykła, jesienna, która przewieje grymasy humorów jak liście pod zimnym przykryje śniegiem grudniowym.
Pierwszym przymrozkiem ochłodzi piekące, jeszcze otwarte, rany.
Twarz zapłakaną owieje chłodem codzienności
Zamrozi, jeziorem słonym, wypłakane oczy.
Minie bielą zimy w zapomnieniu.
Zawsze niezauważalnie, omijały mnie pory roku jak samochody na przejściu dla pieszych nigdy nie pozwalając przejść na drugą stronę tęczy.
A jakby tak odważyć się rzucić w sam środek przejeżdżajacego życia i pozwolić sobie wpaść pod koła jego wibrującego świata.
Przejrzeć się w szybach jak w oczach, dostrzec że tak samo się prowadzi.
Dać się potrącić ramieniem czerwonego światła konwenansów.
Zamiast obserwować je z boku krawędzi, poczekalni chodnika, czekając na zielone światło, wykalkulowanego, rozsądnego bezpieczeństwa.
By w końcu stwierdzić że to moja kolej.
Niedaleko stamtąd do rynsztoku, bo i po co się przeciwstawiać.
Nie ma co kijem rzeki zawracać.
Nie ma po co rzucać się pod prąd rzece.
Dlatego też nie wchodzi się do niej dwa razy...
Zawsze omijały mnie, miesiącami, pory roku
Euforycznie skacowanymi początkami
--- full text ---
Windy szum, jak wody spod prysznica, umilkł.
Z wolna cichną wszelkie kroki na korytarzu, z głośnych stają się nieśmiałe, jakby nielegalnie wkradające się do sennych mieszkań, o nieprzyzwoitej porze. Melodie kluczy brzęczących.
Szczęki zamków otwieranych i zamykanych. Stukoty drzwi.
Milknące rozmowy sąsiadów gdy zdają sobie sprawę, że są nie na miejscu, bo tak późno.
Telewizory ściszane, ich odbicia na ścianach, oknach, zasłanianych leniwie roletami.
Światła przygaszane.
Zostaje tylko brzęczenie lodówki
Co jakiś czas przejeżdżające, zagubione auto.
Oraz oddechy miarowe życiowe
Dźwięki kończące dzień nocą z zapachem tytoniu w powietrzu.
Jak bardzo was wkurzają posty o niczym na Facebooku. Milion reklam, spamu, statusów o niczym. Zdjęcia, typu byłem w modnym klubie. Dwie minuty żeby zrobić zdjęcie przy wejściu z logo klubu.
A w środku nie byłem bo mnie selekcjoner nie wpuścił.
Ostatnio wręcz na mojej tablicy mam wysyp takich statusów:
"Dzien wolny od pracy;)--> pranie, sprzatanie, gotowanie, mycie okien, pieczenie;) hihi typowy odpoczynek dla kobiety;)"*
Dwadzieścia lajków pod tym statusem na Facebooku. Nie rozumiem tego fenomenu. Nie to że walczę o lajki, bo mi to niepotrzebne. Nie muszę dowartościowywać się w internecie pokazując jak piękne mam życie.
Po prostu je mam, dla siebie i najbliższych. Nie muszę się nim afiszować.
Mam dzień wolny! Niechaj cały świat usłyszy wieść szczęśliwą iż posprzątałam mieszkanie, wyprałam, ugotowałam. Jeszcze do tego nerwowe "hihi" dla dodania luzactwa i "blondynkowej" głupoty. (nie mam nic przeciwko blondynkom bo to tylko stereotyp że są głupie)
Wszystkie wymienione wyżej rzeczy ja i każdy robi prawie codziennie ale żeby się od razu tym chwalić wśród znajomych.
W takich (...)
--- full text ---
Zawsze chciałem być niezależny pragnąłem dostatniego, spokojnego życia
satysfakcjonującej dobrze płatnej pracy, czasu na rozwój osobisty, własnego mieszkania.
Teraz kiedy zostało mi 6 dni do wyprowadzki do nowego mieszkania, z którego bardzo się cieszę.
Właśnie teraz kiedy powinienem być najszczęśliwszym ze statystycznych 20 latków
Teraz kiedy wszystko, czego pragnąłem, już mam, zauważyłem że nie mam z kim tego dzielić.
Okazało się że zostałem zupełnie sam. Mam nowe mieszkanie ale nie mam się z kim do niego wprowadzić.
Kupuję nowe meble z myślą. Przecież oprócz mnie nie będzie miał kto siedzieć na tej kanapie,
wieszać swoich ubrań w szafie. nie będzie nikogo kto miałby z mną jeść, śniadania, obiady, kolacje,
to po co mi zastawa na 6 osób, i po co mi taka duża kuchnia, lodówka, jak nie ma dla kogo gotować
Jestem SAM.
Często wiszę na telefonie słuchając sygnału, bo nikt nie
odbiera i czekam aż odezwie się sekretarka i zostawiam wiadomości na
sekretarce moim rodzicom czy bratu.A z przyjaciółmi mam kontakt typowo wirtualny,
ale zawsze każdy piszę że nie ma teraz właśnie czasu bo sesja, bo studia, bo coś tam innego.
Niby jestem wśród wielu ludzi tyle że Brata widzę raz w tygodniu, a jak zadzwonię to akurat coś ogląda
i nie można mu przeszkadzać, albo jest na siłowni lub na zakupach z (...)
--- full text ---
Już od dawna wiem że jestem nie bez powodu w takim miejscu w jakim się znajduję, zarówno w życiu jak i w świecie.
Ale dopiero teraz to odczułem, mieszkanie, które wynajmuję dopiero od pół roku, nazywam domem. Mimo iż dobrze wiem że mój dom rodzinny jest 1750 km na wschód, w Polsce. Oglądam francuską telewizję, poznaję dużo słów, rozumiem prawie wszystko. Czasami się boję że zacznę zapominać pewne słowa po Polsku, mam nadzieję że to się nie zdarzy. Załatwiam większość swoich spraw. Umiem się porozumieć w tym, jeszcze kilka miesięcy temu, obcym dla mnie, języku miejscowych, który do najłatwiejszych nie należy.
Teraz dopiero czuję że mój przyjazd tutaj był mi przeznaczony.
Tak mi było pisane, chociaż sam nie wiem czy sam tego sobie nie zapisałem, kiedyś, dawno temu w podświadomości ?
Zauważyłem że wraz z tym że ludzi tutaj stać na więcej rzeczy materialnych stać ich także na więcej uprzejmości, uśmiechu i uczynności, niż ludzi w Polsce. Stać ich na to by być szczęśliwymi, i chciałbym by mnie też było na to stać, bym miał tyle odwagi.
Sam po sobie zauważyłem że nie mam na co narzekać, więcej się uśmiecham, czuję się bardziej zadowolony z siebie, z mojego życia, z pieniędzy, choć jestem z dala od ojczyzny.
Zdałem sobie sprawę że na pewno znajdę tu swoje miejsce na ziemi tylko dla mnie, mały kawałek nieba. Wiem że już na stałe nie (...)
--- full text ---
Nie wiem jak to nazwać.
Dzisiaj wydarzyło się coś dla mnie niezwykłego. Dzień zaczął się zwykle. Wstałem ubrałem się i pojechałem do pracy
W pracy na początku czułem światło jasne lecz nie oślepiające, mleczne, ciepłe, myślałem że to po prostu oświetlenie sufitowe ale czułęm jego źródło na zewnątrz. Myślałem że to jakaś latarnia, ale żadne sztuczne światło nie dawało mi takiego odczucia
Było to ciepłe miłe uczucie, które dawało mi bezpieczeństwo, wewnętrzne ciepło uczuciowe.
Moje myśli były spokojne i skupiły się na odczuwaniu i odbieraniu światła.
Nagle uspokoiły się wszystkie kołaczące w mojej głowie myśli wszczystkie złe emocje, nerwy, jakiekolwiek bóle minęły.
Mózg wyłączył myśli odczuwanie ale był świadomy zrelaksowany jak też i ciało.
Wyszedłem na zewnątrz żeby zobaczyć czy nie świeci już słońce, że czuję taką jasność ale o 6 rano zwłaszcza w styczniu to prawie niemożliwe.
Wyszedłem i spojrzałem
Niebo było mocno zachmurzone nie było widać gwiazd ani księżyca, padał deszcz. A ja nadal odbierałem jakąś dziwną świetlistość, która sprawiała że czułem się szczęśliwy, minęła wraz ze świtem. Lecz część tej świetlistości została we mnie i noszę ją w sobie. Nie był to sen, więc co to mogło być ?
Przejrzyste odbicie na szybie.
Domy, drogi, pola, łąki, lasy, góry, doliny.
Ciemności, jasności , szarości.
Znaki, drzewa, liście, chmury, dymy.
Ludzi, nieba, gwiazdy.
W sobie widzę
We wstecznym lusterku
pospiesznie przemijalne:
miejsca, zdarzenia, słowa i twarze,
Które zechcę z rozumu,
nie z serca pamięci (wy)marzę
