Zmiana sposobu prezentacji

skóra dłoni naciąga się 29 lat wcześniej

Dom , który zamieszkuję na okres 60 lat
 wspólnie  z tymi, co wynajęli mnie do życia
przez czas 
za czas na  czas, 
pełen jest suszek:
 niespełnionych ruchów: ust, rąk, głów, serc.

Suszydła te:
utykane
rozwieszone
układane
przypinane
zamykane.
I mimo, że stawiane skrupulatnie,
 z pełnym szacunkiem
wszystkie one są:
-P O-
poutykane
porozwieszane
poprzypinane
pozamykane.

Dom ten, 
(...)

--- full text ---

1 october 2013

poetry

Tamara Titkowa
Tamara Titkowa

Cudze słowa ratują od leniwości w pisaniu

Wymyslić coś nowego, czego jeszcze nikt inny nie wymyślił, 
jak ten Japończyk, który zginął rzucajac się z wysokości, 
a wcześniej kazał rozścielić płótna, że odbitka bdzie.
 Prawdziwa wartość. 


Do sztuki mam stosunek chaotyczny i instynktowny, jak do pogody powiedzmy. 
Komoda taka stara jestem- to we mnie siedzi. 
Z drugiej strony jak nieraz patrzę na te nowe rzeczy, to czasem mam ochotę nazwać je numerami. 
Staram się zapomnieć (jak na przykład o gigantycznych dziurawych skrpetkach niezwykłej szpetoty udających gobeliny). 


Ciężko mi się myśli o sztuce. Powoli i niepewnie. 
Ale czasem coś wpadnie do głowy. Kiedy obserwuję.


Czasem to się przegapia, ale czasem. 
Jakaś zasadnicza niezgodność z tym , co jest . 
O co chodzi? Nie o to ,  że błoto malowane w kolorach kryształu jest bardziej prawdziwe niż błoto malowane blotem, 
ale o to , że w błocie jest prawda niezależnie od tego jak się je namaluje. 
Palę czasami papierosa, żeby w pracowni pachniało innym człowiekiem,
 zostawiam zapalonego papierosa na popielniczce, takie zastępstwo. 

(...)

--- full text ---

Szkice na nodze stołu

Pani barmanka mimo że siliła się ze wszystkich mocy
bym przyjęła wiarę że nie przeszkadza jej
moja nieudolnie pociągana ślina nad barem
to jednak gdy częstowała mnie kuflem piany z piwa
za pieniądze które włożyłam pod opadłą powiekę

nagle
bez większego zażenowania i prób skrywania 
z równoczesnym wyciągnięciem lewej  ręki
ukazał się twór mięśniowy jamy gębowej dążący w kierunku mężczyzny
ten w geście przywitania i zaproszenia rozdarł usta
tak szeroko że z żalem dostrzegłam nieprzeszły jeszcze łyk piwa
które kupił zaraz po tym gdy moja karta darła się z całych sił
o braku środków na koncie.

Przerzutnie treningowe

No spróbuj. 
Dostań się.
Przerywaj mi a wtedy
błękitna powłoka opadnie ze mnie
nic już nie zostanie dla tych co przyjdą
za późno odżyć, narodzić się
na nowo.

Choćby wtykało im życie swój oddech do samego gardła
przedostawał się krzyk z podbrzusza
życie zaczyna warczeć
na tych  co chcieli je zgnieść
na rogu jak sekret w pamiętnikach
roi się od wydartych
niemowląt z rąk matki
trzymającej sie za brzuch
jest jej własnością nie państwa
interes co chce zrobić za chwilę
zapomnienia odda siebie
dawno już pogubiła drobne na telefon
zaufania brak jej do Ciebie
po drodze zagląda przez wybite
z głowy marzenia wydostają się
(...)

--- full text ---

Kto kogo trzyma?

Siedzenie na ławce w parku bywa niebezpieczne, 
można zobaczyć coś, na co nie jest się dostatecznie gotowym. 

W tej samej chwili ( podwójność oczu zyskuje sens bytu) widzę: 
-kot na smyczy- chodzącej jeszcze, ale za chwilę umarlej pani. 
                                          i 
- ryba na wędce- leżącego z brzuchem wbitym w tylnią łapę chmury panem. 

W obydwu przypadkach:
przedmiot na końcu, którego zwierzę
dzierży dłoń czlowieka.  

Zaciągając się bezwiednie, czuję jak poruszył się.
Rak we mnie
chce żyć.
Ja go trzymam na patyku z papierosa?
Czy kto kogo?

Maria Magdalena zazdrości Piotrowi

Chyba jesteśmy tacy
podobni do siebie.
Popatrz jakie mamy dłonie u nóg
i pięć palców na stopach papilarnych.

Masz jak ja
tak ciekawie niedokończone ucho
i taką niesubtelnie umieszczoną na jego środku dziurkę.

Ja wierzę Ty mówisz
Stworzyciel zasnął przy robocie pijany
wstając odcisnął się boskim palcem w czasie masterkowania.

Dlatego teraz słowo to już nóż
co zatrzymał się i zesztywniał nad chlebem
ale porusza się w nocy. 

Chyba jesteśmy tacy
podobni do siebie.
Ty też troszeczkę boisz się stawiać nogę
na  niezamarzniętym jeszcze jeziorku. 
Mimo że
nie masz powodów
(...)

--- full text ---

Nie zjadam świata w całości

Nie wiem: 
-jak smakuje
prostokątny kawałek styropianu powoli żuty 
- czy udałoby mi się
dosięgnąć dlonią dna wielkiego worka z fasolą wystawionego w hipermarkecie
- jaka jest reakcja pani w urzędzie
która krzycząc na mnie musi patrzeć na kieszonkowe lusterko przyczepione na środku moejj czapki
-jak to jest grać spektakl
gdy na sali jest tylko jedna osoba którą znam i która mnie zraniła
-ile czasu zajęłoby mi
stawianie kropki w kqażdej kratce 100 kartkowego zeszytu
-ile mogłabym zjeść
dmuchawców bez popijania wodą
- jakie to uczucie
polizać galkę oczną kogoś kto utracił wzrok
- jak długo mogłabym
płakać bez mrugnięcia
 
Tego wszystkiego i wielu innych nie wiem.
Bo jak Ty boję się

24 october 2012

poetry

Tamara Titkowa
Tamara Titkowa

Mało kto wie.

‎"Upychane palcem ziarnko nie wyłonilo się z ziemi.
Mimo to wciąż chodzisz pod kasztanowca wyjadać owoc
dla łupin wkładanych do kieszeni.
Zazdrość tuła się na zewnątrz najchętniej obok dzieci bawiacych sie ludzikami z kasztanów.

Mało kto wie jaki kolor tuż przed Twoim zaśnięciem pojawia się na złączeniu niebieskiego swiatła -nocnej lampki-
i pożółkłych łupin ułożonych na szklanej półce regału
za którym mimo upuchania palcem, tamtego dnia,
ziarnko nie uwołniło sie z ziemi."

28 september 2012

poetry

Tamara Titkowa
Tamara Titkowa

Letnia altanka

W drodze do,  minęłam letnią altankę
stojącą między blokami.
Są tacy, co wrzucają do niej gdzie i jak popadnie.
Nie wiedzą [ chyba o tym nie myślą]
jak wiele pracy to kosztuje tamtych.

Regały, które wyrzuciłeś w poprzednim tygodniu
stoją  odmalowane na pomarańczowo: resztką farby
zostawioną pod balkonem twojego bloku przez ekipię ociepleniową
a ręczniki, które wyrzuciła twoja matka wiszą na sznurku pod słońcem.

Na stoliku z IKEI- z jedną domontowaną nogą- chyba od segmentu bo cienką i spiczastą stały kwiaty cmentarnie wieczne. 
 
Lustro- lekko uszczerbione u lewego rogu posłuży jeszcze
przez siedem kolejnych bijatyk a moze i do zimy. 

A póki co kanapa z kształtną dziurką po boku dźwiga ciało mężczyzny o czerwonej twarzy z peleryną w kratę
taką samą jak czapka  siedzącej obok niego kobiety
z ręką w brodzie pełnej resztek.

Z drugiej strony altanki na drzwiach odręczny napis:
"Mieszkańcu pamiętaj, to nie jest dom dla bezdomnych. Zamykaj kłódkę na klucz."

Miga mi obraz w miedzyczasie.

Złapali-widziałam-kotka 
i karmili go żelkami w kształcie misia.
Dlaczego protestować?
Przecież to kocie odwieczne marzenie by zatopić słabe jeszcze kły
w misiowej łapie.
Wszystko to działo się-widziałam- w bramie kamienicy gdzie powiewała flaga greepeac'u .
I nikt tylko drewniane zgliszcza okna warczały we współ z wichurą tłucząc w spróchniałą framugę.

Pracowite siły mylą zmysły

Niechcący ukazała sie wtedy blizna
na Twojej prawej piersi
równocześnie z zaczerwieniem policzków
i biegiem oczu: z kąta w kąt.
Nigdy jak dotąd
nie było w nas tak wiele przestrzeni aż od:
dziurakaczem poharatanego nosa
po zużytą gąbkę płuc.
Pomiędzy nimi wiatr gonił tchórzliwe słowa.

Nieznośność tych dni wyrwały 
bezruch i wyrozumiałość nocy.

Łaskotanie o którym szpiegowskie końcówki na ciele
wmawiały Ci że to wiatr
z pracowitych sił myląc Ci zmysły
od w strachu podniesionych powiek
już wiesz że to moja łza
chwytająca sie tej
najsilniejszej, najtrwalszej i wiecznej części Ciebie- z ciała.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register