|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (801) Prose (73) Diary (269) Photography (24)
Postcards (3) Handmade (24) About me Friends (94) | |
wypadli zza zakrętu niczym jeden mąż
maruderzy na czołówkę naciskają wciąż
wydając odgłosy jak te dzikie zwierza
jak niedźwiedź poraniony pilnujący leża
groźne pomruki ryk dziki aż się jeży włos
może tylko pierwszym będzie sprzyjać los?
więc łokcie do boju i pięści kopniaki
już temu na nosie widać krwawe znaki
tamtemu spadła czapka i jej nie podnosi
każdy bohatersko trud gonitwy znosi
co niektórym z gardeł płyną sprośne pieśni
jak co roku
wita młodzież pierwszy września
burząc w miastach na wsiach spokój wszędzie w koło
żegnajcie wakacje
witaj witaj szkoło!!!!
bardzo rytmiczny tekścik, z przytupem . Czytam bez ostatnich trzech wersów;)
report
dopisałem,bo pierwszy września ma jeszcze jeden wydzwięk:))))
report
acha, no to nie załapałam innego wydźwięku:)
report
ja w pierwszej chwili też;))))
report
czyżby się zneutralizował?????? ten 1 września???? fajnie, tematycznie. oj, pozazdrościć płodności. poetyckiej!!! :))
report
Nie masz czego zazdrościć, u Ciebie też płodno :)))
report
dobrze burzeniem połączone wydźwięki, oki wiersz
report
dzięki dodatku :)))
report
"wypadli zza zakrętu niczym jeden mąż/ maruderzy na czołówkę naciskają wciąż" po znojnym dniu taka dawka absurdalnego humoru działa niezwykle odświeżająco :)) wielkie dzięki :)
report
Lubię taki odbiór :)))
report