umiarkowane popołudnie
spełnia się przypadkowo zaznaczoną
dworcową restauracją
siedzę przy ekranie otwartego okna –
niedorzeźbieni ludzie pozostawiają po sobie
milczące smugi
tła
gdybym nie miał ważnego biletu
mógłbym nabyć poza kolejnością
nieważny
ale pozostawiam to właścicielom
win i luster
spotykam starego Marchołta
oferującego za parę groszy salomonowe wyroki –
rozmawiamy o sklejonych powiekach Homera
dociekaniami szantażujemy Pelasgosa
telefonujemy do Lynkeusa
jeszcze przy okazji
odnajduję w pobliskim motelu
jedną z Okeanid
"dworcową restauracją siedzę przy ekranie otwartego okna – " znam ten ekran:)
report
lubię Twoje spojrzenie, Wojtku, na otaczającą Cię rzeczywistość dworcową, przeplataną różnymi odniesieniami skarbów umysłu...
report
Żarliwie stronię od czynienia uwag czytelniczych autorowi, jeśli Autor wiersza pozwoli, uczynię tutaj tylko kilka; otóż Okeanida jest odległym obiektem, dalekim od dworca w T, jeśli jednak tym imieniem przedstawiła się córa w motelu... Pelasgos niech pozostanie- mariaż wskazany. Homer z kalectwem wypomnianym. Autor posiada pewną unikalną zręczność i stosuje ją bez zmrużenia oka. Jednak z przyjemnością prawdziwą udaję, że nie zauważam tego modus.
report
"siedzę przy ekranie otwartego okna – niedorzeźbieni ludzie pozostawiają po sobie milczące smugi tła", kiedy człowiek wpatruję się, w jeden punkt, to wzrok płata figle, oko nieakomoduje i postacie zdają się być rozmawane - to , z bilogicznego punktu widzenia:) Generalnie świetnie poprowadzony wiersz, plastyczny, odpowiednio dobrane barwy, ale tak sobie myślę, że człowiek chyba najdotkliwiej odczuwa swoją inność sącząc kawę na dworcu.
report
Bardzo dobry tekst ! I... wystarczy !!!!!!
report