świt
skamląc pod oknem
otrzepuje się z kałuż
dzielnice marszczą
brwi
drzewa które straszą
mają brązowo-rude
grzbiety i pazury
piszę nekrolog w przypalonych
garnkach
od lat chora od
wewnątrz oddycham przez nos
kiedy psują się zęby
nie myślę o otwieraniu
zostały pospolite
sny o chusteczce do nosa
zupie z wkładką i
małym chlebie
w zakurzonej
modlitwie o nasycenie
Jeszcze raz - co by trywialne nie było!:)
report
dla mnie to nie jest trywialnie, dla mnie jest to jak krzyk - szeptem o promyk słońca choćby przez chmury...
report
Do mnie trafił. Wiesz zresztą o tym. Wyrzuć te przypalone garnki, Nicki. I nie oglądaj się. Ściskam serdecznie i zawsze czekam. :)
report
Tyle emocji. Beznadzieja, smutek. Ach, chciałbym twój wiersz usłyszeć zaśpiewany w molowej tonacji.
report
Też chętnie posłucham:) Dziękuję, za obecność Waszą!
report
Beznadzieja i smutek jak powiedział Stefanowicz chociaż... jeśli są sny to może warto tą modlitwę odkurzyć. I nie poprzestać tylko na niej...
report
Ile bólu trzeba doświadczyć aby tak skamleć?:)Dużo emocji:)
report
Dziękuję, że wpadliście!
report
piękny smutek aż rwie serce i chciałoby się peelke zabrać jak najdalej by zapomnieć o koszmarnych obrazach - bardzo dobry zapis
report
Dziękuję Darku...
report