Zmiana sposobu prezentacji
Wypluwam z ust pestki wiśni kwaśnych
Piszę list nad samym brzegiem
Przypływ i odpływ, i od nowa piszę
Czuję, że jesteś i wiesz że jestem daleko
Wiesz, że u mnie dziś niepogoda
Krótkowzroczne uniesienia czasu i emocji
Przestawiamy budziki na jedną noc
Jak gdyby nic miało się nie stać
Cierpimy później na niezręczność
I upadek własnych ideologicznych filozofii
Wracamy do siebie wyczerpani jak baterie
Czekasz na znak czekasz na mnie
Uciszam nocną audycje radiową
Bawię się pieniądzem między palcami
Szepczesz coś w słuchawce
Kontrolujesz swoje wdzięki i słowa
Wdzięczne słowa, na które teraz cie stać
Czekasz na mój mruk
Na drgnięcie strun głosowych
(...)
--- full text ---
Kwiaty za oknem więdną choć dopiero nastaje wiosna
Zasypiam by śnić, i kiedy się budzę nie pamiętam snów
Żarty, czy kawały traktować zaczynam zbyt poważnie
Odsuwam swoje, gdy ktoś zaczyna przysuwać się do mojego
Samochody przestały być tak głośne, jak kiedyś
Co nie daje mi kolejny raz zasnąć
Jutro znów bez ukształtowania społecznego
Wejdę do sklepu, i poproszę zamiast czekać aż ktoś mnie obsłuży
Nie jestem królem ani papieżem, i nadal się na to nie zanosi
Założyłem się z szatanem, gdzie wytrzymam dłużej
Tu na ziemi brak mi zalet
W piekle wady będą uprzywilejowaniem
Stawiam ostrożnie krok za krokiem jak młody chochlik
Wspinam się coraz wyżej z przekonaniem, że każda gałąź jest młodą
Chodzę dumnie wyprostowany przy okazji mrużąc oczy z niepewności
Myśląc, że wiem więcej niż wcześniej nadal wycieram kolana z piachu i krwi
Przed naszym pożegnaniem myślisz, jakby to było pierwsze spotkanie
Odkładamy gdzieś na bok lub chowamy głęboko spory i nieporozumienia
Stawiamy sobie nawzajem pytania, których wcześniej nie słyszeliśmy ze swoich ust
Na co nam to życie, skoro wczoraj witaliśmy lato a dziś żegnamy wiosnę.
Tysiące kilometrów
od mojego punktu umiejscowienia
stworzona zostałaś dla mnie
lecz kiedy Cię poznałem
okazałaś się podróbką jak inne
skazany jestem na
Made in China.
Koty skaczą po dachach i nie odczuwają zmian
wiek był istotną sprawą ich życia
teraz zostało starzejące się odbicie w potłuczonym lustrze
Pierwszy
drugi
trzeci
dziewięćdziesiąty dziewiąty gol
zejście z murawy
brak nagrody
Godzina pierwsza w nocy
miauczą pięknie pod moim oknem
pukanie w okno słyszę
wieczna noc mnie woła
Setny gol
nagroda
Kładę się spokojnie spać.
W antykwariacie znajdę dziś wszystko
oddaną i kolejną miłość
i teraźniejszość
z tej nowej zmiotę kurz
i od razu poczuję zapach oddanej
po przejściu historii i science fiction
rozumiem że
najlepiej mi z teraźniejszością
wybrałem ją z antykwariatu
by nie wziął jej żaden człowiek
który ją spali w swym ogniu
sparzyłaby się boleśnie
takich spalonych teraźniejszości
nie można już oddać do antykwariatu
chyba że ma się znajomości
swoją teraźniejszość znalazłem bez znajomości
przypadkiem i nigdy jej nie oddam
(...)
--- full text ---
IV.
To już czas zamknąć za sobą drzwi
Ominąć rozmowy o trzeźwości oraz miłościach
Zdjąć zafascynowany twoją opowieścią wyraz twarzy
Zapłacić rachunek i grzecznie podsunąć krzesło do stolika
II.
Przed śmiercią obserwujemy swoją przeszłość w ciągu paru sekund
W moim przypadku mija już kolejny rok i nadal żyję
Choć, to już czas pan Cogito nadal się tutaj nie pojawił ze swoją puentą
Listonosz kolejny raz puka do drzwi z odesłanym wierszem do niej
III.
Od paru dni jest pochmurnie i ciągle pada
Aż przestaje chcieć się żyć
Czasami na chwilę wychodzi słońce
Za późno i nadal czuję się tak samo
I.
Od parudziesięciu lat nie jestem stąd
Znów szykuję się do wyjazdu
(...)
--- full text ---
Znów się spóźniasz wcześniej zapierając się, że tak nie będzie
leżę kolejną godzinę w łóżku z pełnią beznadziejnych pisarzy dookoła
na chwilę przymknąłem powieki i budzisz mnie kopniakiem w krocze
pytasz się czemu piszczę jak baba
o takiej jak ty właśnie śniłem od chwili, gdy przymknąłem powieki
Ty potrzebujesz tylko wiedzieć, gdzie i, z kim oraz żebym pamiętał wrócić
snów nie bierzesz za wskazówki i nie czytasz tych drogich gazet
przy winie wolisz słuchać głośnej i szybkiej muzyki,
by po godzinach słyszeć szept z moich ust pijanych i kochających
o takiej jak ty właśnie śniłem od chwili, gdy wypiłem o jeden za dużo
nie mówić o uczuciach moich i twoich, czy innych lubisz jak ja
zjeżdżamy od góry do dołu tłuste matki i wychudzonych mężów
gramy w pokera o ostatnią butelkę, która nam dziś została,
choć oboje wiemy, że nikt nie wygra niepotrafiąc oszukiwać
kiedy wychodzę szukać pracy ty znajdujesz sobie innego
tak ze strachu przed tym, że nigdy mnie już nie ujrzysz,
więc coraz częściej jeździmy razem wszędzie
bojąc się zasnąć znajdujemy sobie innych
i wypierdalamy ich, bo niepotrafią oszukiwać- przegrani
O takiej jak ty właśnie śnię od, kiedy sypiam z tobą.
W połowie życie
a w połowie śmierć
w połowie ona
a w połowie my
w zasadzie lepiej będzie
w zasadzie pierdol się
w całości mnie
w całości się.
smakowała jak papieros a jej włosy pachniały najdroższymi używkami
jej piersi nie wyglądały tak, jak te które masz przed oczami w myślach
często przed wyjściem gdzieś na miasto wyprowadzaliśmy swoje kwaśne myśli
a w domu zostawał jeszcze metr sześcienny gorzkich
słowo o słowo łamane jak drewniany mebel i krew z pogryzionych nawzajem warg
drzazgi oraz strzępy paznokci jak i naskórek pozostawiony gdzieś głęboko w ścianach
rzucaliśmy butelkami wspominając i żaląc się na obieg całego dnia
mówiliśmy sobie, że zawsze będzie tak dobrze jak jest i lepiej niż będzie
miała niewyparzony język inie musiała pytać o drogę w swoim mieście
doskonale wiedziała dokąd iść oraz z kim a od kogo odejść
jak cień przechodziliśmy przed fotokomórkami i złe psy na nas nie szczekały
na rodzinnych obiadach byliśmy oznaczeni pręgami na plecach i szyi
nikt nie zadawał nam pytań i my nie zadawaliśmy się z nikim
taka minimalistyczna miłość co powyrzucała meble za okno
takie art deko gdzie wszystko w swoim czasie i na swoim miejscu
Filiżanka staje się oknem
na czarne niebo
Wszechświatem staje się niebo
kiedy dosypuję gwiazd cynamonowych
mleczną drogę dolewam
by we wszechświecie nie było tak czarno
Mieszam świat swój
staje się jednolicie
i gwiazdy się rozstąpiły
Zaprosiłbym tu Małego Księcia
podróżowalibyśmy razem
odbijalibyśmy się jak echo
od gwiazdy do gwiazdy
zachwycalibyśmy wszechświat
swoją zdolnością do mieszania.
*
Zagościłem na ulicy różowych nocnych kobiet
Wracając skądś gdzie zabrano mi pióro
Skądś gdzie zabrano mi zeszyty
Skądś gdzie zabrano mnie
W takiej sytuacji materialnej
Trudno oprzeć się pokusie
Jeszcze trudniej
Kiedy Ona nie chce czekać
A woła kiedy potrzebuje
Teraz mnie One wołają
Tak czule
Tak trudno
Oprzeć się pokusie
**
Na języku czuję rtęć
(...)
--- full text ---
