lato przywitało
poranną burzą
zatrzepotało firanką
odłożyłeś pędzel
i w podróż
ruszyłeś
ostatnią
twoje światło
zgasło
niedostrzeżenie
w szumie przejeżdżających
tramwai
tylko pustka
wdarła się krzykiem
rozdzierając przestrzeń
od środka
dziś odszedł kolejny
Przyjaciel
niepostrzeżenie
przez próg
przeszedł
świat nie zatrzymał
nawet na chwilę
gdy zniknął
bezszelestnie
za kurtyną
Jak szesnaście lat temu.
report