2 february 2011

poetry

Paweł P.
Paweł P.

"WYNURZENIE"

myślę teraz o ludziach, których poznałem
kiedy każdy wieczór
był jak jaśniejący szczyt
każdy poranek- niczym przepaść
 
nie miałem już nic
tylko w kieszeniach
własne ręce
 i snickersa
 
śmierć była niemal pewna
 
a kiedy miałem już dom
ubrania i jedzenie
wszystko zdawało się dobre
i śmiałem się do bułki z dżemem


czas jest relatywny
w mojej przepaści nieraz tonęły dni
tak długie jak całe lata
spędzone w półmroku hostelowych pokoi
 
piliśmy, czekając aż ściany zapadną się
aż miejsce w którym gościmy
już nie będzie hostelem

będzie kątem w tym świecie
schronieniem
mroczną ziemianką wokół której szaleje
odwieczna bitwa chaosu

a my, przybyli tu znikąd, jakby przyniesieni
przywiani na wskroś czasu i przestrzeni
pochodzący z innego stoku życia

rozmawiamy półgłosem o migracjach żydów
i spaniu na plaży w Tel-Avivie

o wędrówce przez Wester Ross i Glen Coe
przez wioski jak z celtyckich legend

o wrzasku mew, które mnie budziły
 na dalekiej północy

w mieście wyciosanym z granitu

bezdomnych nocach na Anderson Drive i Hill of Rubislav

wreszcie o podróży jaką odbywam
tylko myśląc o tym

kiedy pije najdroższe whisky rozcieńczone kranówą
obok Lukasa-
najlepszego pianisty świata


sprzątacz biur
operator w fabryce części gumowych
w jednej z tych hal,
gdzie średnia palców na robotniczej dłoni
wynosi trzy i pół-
ja,
który
 
zamiast Beethovena i Mahlera,

słuchałem szurania mioteł
 
w suche letnie noce

już wiem, że to co rozpoczyna się w nas
nigdy się nie kończy
 
podążamy zawsze o krok za rzeczywistością
o krok przed jej wspomnieniem
i temu zawsze będzie budzić pragnienia,
których nie potrafi zaspokoić-


rzeczywistość ustawicznie zapadająca się w noc
jak błyskotliwa iluzja
i jej poblask- zen

albo wrażenie

ptaka zawisłego na jasnym niebie
 
wyrwanego w półśnie
 
z bladej tektury świtu

gabrysia cabaj
2 february 2011 at 10:21

'z tektury bladego świtu'

report

Paweł P.
2 february 2011 at 10:35

jednak bardziej mi pasuje "z bladej tektury świtu". Może dlatego, że moją intencją było napisać wszystko za jednym razem i bez poprawek. A zazwyczaj piszę wiersz przez tydzień po kilka linijek dziennie :) Pozdrawiam.

report

Waldemar Kazubek
2 february 2011 at 12:55

Nigdy nie pisać bez poprawek, chyba że jest się geniuszem. A wiersz po - przyznam się - może zbyt niedbałej lekturze wydaje mi się przegadany. Za dużo grzybów w barszczu? Choć są tutaj oczywiście momenty ciekawe. Teraz już wiem skąd może wynikać to wrażenie przeładowania i chaosu. Nigdy nie pisać bez poprawek!

report

Jarosław Trześniewski
2 february 2011 at 12:07

Co za wiersz! Pawle ukłon! Chapeau bas!

report

gabrysia cabaj
2 february 2011 at 12:21

obrona pana frazy przekonała mnie - wiersz jest wart uwagi i wielokrotnego czytania

report

Wanda Szczypiorska
7 february 2011 at 20:23

Znowu mi Pan umknął, ale za to mam dwa piękne wiersze. Przepiękne.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register