Zmiana sposobu prezentacji
Dzisiaj przewieźli mnie do szpitala rehabilitacyjnego. Karetką. Jednak nie było nawet w połowie jak poprzednio, kiedy z przystojnym sanitariuszem rozmawiałam o imprezach i festiwalach muzycznych, nie mając pojęcia w jak poważnych tarapatach jestem. Teraz owinięta szczelnie w kokon bluz, kurtek i kocy, prawie nieruchoma jechałam z babcią, która co chwilkę upewniała się czy nie jest mi niedobrze. Jest na mnie zła za rano, kiedy to jej euforię spowodowaną pojawieniem się przy moim łóżku laptopa zgasiłam histerią. Być może nieuzasadnioną. Na tapecie mam zdjęcie z urodzin A; kilka tygodni przed moją operacją. Wyglądałam prześlicznie. Babcia uparła się, że musi koniecznie zobaczyć to zdjęcie,Odmówiłam, płacząc, argumentując, że ‘nie chcę patrzeć na ładną mne, bo już nigdy taka nie będę.” Onna też płakała i powtarzała, że przecież jestem. Od tego momentu rozmawia ze mnę trochę inaczej. Potem były kolejno wycieczki logopedy, rehabilitantów i lekarzy. Wszyscy utrzymywali, że sprawdzają jak się czuję. Mam świadomość, że chodzi bardziej o to jak mój przypadek reprezentuje ich podpisy w karcie. Na początek pielęgniarki przekonane o mojej samodzielności oddelegowały mnie na część dla chodzących. Po przeprowadzeniu szczegółowego i jak się okazuje standardowego wywiadu, w którym było nawet pytanie o robienie sobie kanapek, zrezygnowały z tego pomysłu. Poczułam ulgę, bo ta pierwsza sala była (...)
--- full text ---
-Co byś chciała, żeby Ci dziś przyniósł Mikołaj? – zapytała zabijając ciszę w windzie pielęgniarka N. Nie przepadam za nią, nie tylko zakładając wenflon wkłuwa się w co najmniej kilka żył, zanim trafi na odpowiednią, ale też jest dla mnie miła tylko przy ludziach. Zakładam, że gdybyśmy były tu tylko we dwie, nawet by na mnie nie spojrzała. Mam to gdzieś. Nie dali mi zjeść śniadania, żebym pojechała na to ogromnie poniżające prześwietlenie płuc. Później wyjaśnię dlaczego było konieczne. Głodna i półprzytomna trzymałam się zimnego aparatu, bo nie jestem w stanie sama utrzymać pionu, o czym N. doskonale wiedziała. Zdjąć koszulkę pomogła mi inna pielęgniarka, bo tutaj też udawała zaskoczenie moim brakiem sprawności manualnych. Brakuje mi stanika. Zaczynam się przyzwyczajać do życia bez niego, ale to było nieprzyjemne z wielu powodów. Wracając do pytania N. to uznałam je za zabawne, przede wszystkim dlatego, ze i tak by nie zrozumiała co mówię, więc odpowiedź nie ma znaczenia. Poza tym od dawna jestem pełnoletnia i ona to wie, ale gdybym miała mieć jakieś życzenie to chciałabym już stąd wyjść. Spełni się połowicznie jak wspominałam. I czemu wszyscy o to pytają? To jakiś sposób nawiązywania rozmowy o tej porze roku? Jutro zabierają mnie do szpitala rehabilitacyjnego. Okropne słowa. Ma jechać karetką. Jeszcze gorsze. Wszyscy o tym cały czas mówią. Z tego co zdążyłam się (...)
--- full text ---
05 grudzień 2012 r.
Podobno jutro są Mikołajki, tak przed chwilą mówili w radio. Wczoraj wieczorem odwiedziła mnie J. siostra mojego ojca. Albo raczej człowieka, którego nazwisko widnieje na karcie na moim łóżku. Kiedy weszła babcia nadal jeszcze była, bo jechała ostatnim pociągiem. J. poznała ją, mnie ani trochę. Popłakałam się dwa razy, najpierw, kiedy nie mogłam wypowiedzieć je imienia ani się przywitać później kiedy uczestniczyłam w rozmowie nie mówiąc ani słowa. To mi ostatnio przeszkadza najbardziej. Nieistniejące dialogi pełne mimiki oraz ruchów głową. Chciałabym tak normalnie jak kiedyś i coraz częściej się boję, że to nie wróci. Tym bardziej z tą francowatą logopedką, która każde mi powtarzać całe przysłowia.Najbardziej chcę ją zabić przy „krowie, która dużo ryczy”, bo wie małpa, że ma problemy z „r”. Zaskakująco zapytana o starego nie płakałam. Pokręciłam tylko bez emocji głową, kiedy J. chciała wiedzieć czy był tu chociaż raz. Babci oczy się zaszkliły. Dostałam od J. domowej roboty praliny. Kiedyś uwielbiałam słodycze, teraz nie jestem pewna.
-Wiesz, co byś chciała dostać od Mikołaja jutro? – rehabilitantka cały czas próbuje nawiązać ze mną zażyłość. Ja małpy nie lubię, wolę jak przychodzi jej kolega. On mnie nie strofuje i nie robi niczego na siłę.
Jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie to pewnie pragnęłabym stąd wyjść, być w domu (...)
--- full text ---
Grudzień 2012 r.
-Chcesz, żeby wszyscy myśleli, że jesteś taka ciacha woda, bo nic nie mówisz? Uwierzyłbym, ale widziałem te dziarki. – Zaśmiał się wczoraj pielęgniarz P. podczas zmieniania mi kroplówki.
Lubię go, bo zawsze jest miły i uśmiechnięty, a kiedy musiał mi zmieniać cewnik lub pieluchę, zawsze powtarzał spokojnym głosem, że on jest facetem, ale nie w tej chwili, kiedy ma na sobie fartuch i żebym się nie krępowała. Szczerze mówiąc nie miałam takich obaw. Nie odczuwałam prawie niczego, ale ostatnio znowu zmniejszyli dawkę leków o jeden rodzaj tabletek. Teraz jestem w stanie zapamiętać sny, a nawet rozróżnić, co rzeczywistością nie jest. Rzadko, ale to lepiej niż wcale. Co dotyczy krępowania, zaczyna mi przeszkadzać to, że pod piżamą nie mam stanika Napisałam nawet w zeszycie prośbę do mamy, aby mi jakiś przyniosła. Nadal nie wiem jak poradzę sobie z zakładaniem i zdejmowaniem. Na początek dobrze by było samodzielnie usiąść.
Od kiedy nie mam cewnika ani pieluchy, wołam, kiedy chcę do toalety naciskając czerwony przycisk nad łóżkiem. Mama i babcia wychodząc upewniają się, że go dosięgam. Po naciśnięciu przycisku do sali przychodzi pielęgniarka i pomaga mi dojść do toalety. Kiedy jest to pielęgniarz nawet nie jest niezręcznie, ponieważ oni są zwykle bardziej spięci ode mnie. Ja staram się tylko dojść i wrócić. Wczoraj w nocy dyżur miała ta (...)
--- full text ---
Grudzień 2012
Moja babcia opowiedziała A. o historii z pampersem i poprosiła ją, aby o mnie zadbała. Zgodziła się bez zastanowienia. Ja bym nigdy nie miała śmiałości, obecnie także umiejętności komunikacyjnych. To było kilka dni temu. Pielęgniarka, zmieniając pościel nad ranem. Nadal nie rozumiem, dlaczego robią to o czwartej rano. Spojrzała tylko na moją pieluchę, która była już lekko zabrudzona, fuknęła coś i wyszła. Była w oczywisty sposób niezadowolona z faktu, że ja nie mogę samodzielnie wstać z łóżka, aby mi tę pościel zmieniła i będzie musiała mi pomóc. Kiedy wychodziła byłam przekonana, że idzie po świeża pieluchę. Nawet jeśli nie to chciałam po prostu iść spać. Po tych tabletkach mogłabym się w ogóle nie budzić. Nie wróciła. Mniej więcej pięć godzin później był obchód, już po zmianie personelu. Przyszła ta ruda franca, która się bardziej nadaje na tresera niż pielęgniarkę i znowu na siłę karmiła mnie śniadaniem. Akurat był twarożek. Od dziecka go nie cierpię. Pieluchę miałam okropnie zasikaną i ledwo mogłam w tym usiąść. Ponieważ nie mogę mówić próbowałam jej pokazać, ale na niewiele to się zdało. Było mi przykro. Później już przed samym obchodem przyszła pielęgniarka J. Do dziś byłam przekonana, że to oddziałowa. Nie będąc w stanie zawołać ani krzyknąć tylko się kręciłam na łóżku. Bardzo poniżająca sytuacja. Jedynie na mnie nakrzyczała, (...)
--- full text ---
Na kilka dni po urodzinach dostałam kawałek tortu, bo już wróciła mi ochota na słodycze. Dziwne, zawsze je uwielbiałam. Na łóżku po przekątnej leży jakaś nowa pacjentka ma znajomy głos i profil, ale ona nie wstaje, a ja się nie mogę obrócić ani nawet usiąść. Wczoraj rehabilitantka poradziła, abym przykrywała jedno oko dłonią. Niby dzięki temu mam się pozbyć dwojenia. Brzmi śmiesznie, ale pomaga. Nie będę tego przecież robić zawsze. Wzrok sam ma się z czasem uspokoić, tak obiecał profesor. Jak wyjdę, chociaż o dacie nikt jeszcze głośno nie mówi, dostanę okulary korekcyjne. Fajnie by było, bardzo mi się podobają takie dodatki. Choć w tej chwili, wyglądam z nimi czy bez okropnie.
- Co jak co, ale ciebie bym się tutaj nie spodziewała.- znajomo wyglądająca pacjentka rozpoznała właśnie wchodzącą do sali babcię.
Chwilę rozmawiały. Nawet się nie dziwię, że nie poznała mnie. Nawet bym nie chciała. Zaraz się okaże, że jestem zbyt przywiązana do swojego wyglądu. Zaczynam tak myśleć. Ta kobieta to A. Dawniej pracowała z babcią. Ma córkę w moim wieku. Babcia jej opowiedziała bardzo po krótce dlaczego tu jest. I dlaczego jestem ja. Ucieszył mnie brak okazywanej litości. Już pamiętam dlaczego tak lubiłam A. Sama zaoferowała, że mi pomoże jak babcia już pojedzie. Cholernie chciałabym móc powiedzieć dziękuję. To zbyt długiego słowo, ale chciałabym. Napiszę jej potem.
Po (...)
--- full text ---
-Dzień dobry, jak się czujesz maleńka? Wszystkiego najlepszego!- mama weszła do sali cała uśmiechnięta.
Jak ja się czuję? Nie wiem, od rana się wiercę, bo nie jestem w stanie powiedzieć, żeby jakaś meanda mi przyszła i zmieniła pampersa. Przed obchodem tylko mnie mocniej przykryły kołdrą. I tak się właśnie zaczęły moje urodziny.Nawet mi się płakać nie chce, chyba zużyłam wszystkie łzy wczoraj. Ciekawe czy tak można? Profesor powiedział, że wyniki mam dobre. Tak zrozumiałam, bo było tam dużo dziwnych i trudnych słów.
Mama mnie przewinęła, umyła i potem przebrała, w kolejną paskudną piżamę. Nienawidzę ich i obiecałam sobie, że jak wrócę do domu to więcej żadnej nie założę. Pewnie nawet nie są takie brzydkie jak mi się wydaje. Przywiozła mi wuzetkę, bardzo je lubię. Ciekawe co dzisiaj jet na obiad? Zobaczymy jak pójdziemy na spacer, jeśli jest jakiś wózek wolny. Ale najpierw rehabilitacja. Może uda mi się przejsć cały korytarz, później schody. Strasznie to meczące. Logopeda mówi, że w urodziny nie będzie mnie męczyć. Szkoda, że to tylko jeden dzień.
Dzwoniła M. B. Wie, że nie mogę mówić, więc powiedziała, że nie muszę. To ona rozmawiała ze mną, za mnie. Bardzo dużo ciepłych słów i miłości. Normalnie zastanawiałabym się czy zasługuję, ale ostatnio ciągle czegoś takiego doświadczam. Mam tylko nadzieję, ze oni wszyscy rozumieją jak bardzo są (...)
--- full text ---
Nie wiem jaka jest data. W radiu mówili, ale niczego to nie zmienia. Około dwa tygodnie minęły od kiedy powiedziałam "mama". Moja mowa jet bardzo cicha, więc kiedy ćwiczymy wszyscy milkną na sali, a logopeda się nade mną pochyla. Nie lubię tego, że mam towarzystwo, jednak dziś już były dłuższe słowa. Z pamięci dni tygodnia. I pomyśleć, że co dziś jest dowiedziałam się z radia. Nie znoszę tych ćwiczeń, ale za każdym razem daję się namówić. Potem jest obiad i mam spokój. Dziś jadłam pomidorową. To bardzo trudne, żeby się najeść. Najpierw muszę poczekać aż mnie ktoś posadzi, bo nie potrafię tego robić samodzielnie. Następnie potrzebuję, aby stolik z jedzeniem został mi przysunięty jak najbliżej. Później staram się trafić jedzeniem do buzi, co nie zawsze się udaje. Całość zajmuje sporo czasu i właśnie dlatego dzisiaj śniadania nie jadłam.
Przyjechała babcia, z bratem i bratową, bo okazuje się, że jutro mam urodziny. Co się robi w takich sytuacjach? Ciocia była pielęgniarką, więc pomoże babci mnie umyć. Nie chcą, żeby robiły to pielęgniarki, więc zabierają mnie co drugi dzień pod prysznic. Mama ma więcej siły, ale babcia z pomocą cioci sobie poradzi. Wygląda to tak, że wsadzają mnie na wózek i zabierają do łazienki. Bardzo niezręczne jest mieć dwie osoby pod prysznicem, ale nie żebym miała jakiś wybór. Po wszystkim ciocia postanowiła mi wyczesać i (...)
--- full text ---
listopad 2012 r.
Wczoraj przenieśli mnie na normalną salę, gdzie sa jeszcze dwie innej pacjentki. Syarsza pani mnie w nocy okropnie przeraziła. Obudziłam się, bo chciało mi się pić, a ona stała nade mną i odmawiała różaniec. Mała, chuda, siwa zjawa z różańcem. Na szczęście mogę się już sama napić i nie jestem na tyle silna, ale mam zostawiony na szafce specjalny kubek z wbudwaną słomką, w którym jest nalewany dla mnie sok. Mama powwiedziała pielęgniarkom, zeby tego pilnowały. Rano była ta, której najbardziej nie lubię. Zawsze mnie szarpie i krzyczy. Zwymiotowałam, bo karmiła mnie na siłe parówką. Nie pamiętam jak jadłam kiedyś. Teraz żuję naprawdę wolno, dodatkowo boli buzia po tych masażach z logopedą. Już nawet nie wiem czy lubię parówki, dopiero niedawno przestali mnie karmić sondą. W radio mówili, że minęła dziewiąta. Także zaraz przyjedzie mama i przywiezie mi frytki. Pan doktor powiedział, że przyjdzie i sprawdzi jak zjadam całe. Lubię go, bo ładnie pachnie i nosi piękne koszule. Tutaj większość lekarzy jest gburowata. On się do mnie uśmiecha i często wpada sprawdzić jak sie mam.
-Wszystko w porządku? Nie boli Cię głowa? A jak oczy? Dalej widzisz podwójnie?
Pytania muszą być tak skonstruowane, żebym mogła odpowiedzieć kiwając lub kręcąć głową. Ostatecznie napiszę mu na kartce, mówi, że mamy taki sam charakter pisma. Fajnie wiedzieć, że coś się nie zmieniło. Ja (...)
--- full text ---
listopad 2012 r.
Kilka dni temu przenieśli mnie na salę pooperacyjną z OIOMu. Mama ciągle powtarza, że mnie kocha a babcia kiedy myśli, że nie widzę, cały czas płacze. Nie wiem co mi jest, ale mam świadomość, że jestem w szpitalu i to chwilowo wystarczy. Wczoraj wieczorem pięlgniarka Marzena, rozmawiała z pielęgniarzem, kiedy mnie myli i przebierali. Słyszałam tylko ciężki stan i afazja. Tego słowa nie znam i nie rozumiem, ale podobno dlatego nie mówię. Lubię ich oboje, są zawsze uśmiechnięci i dbają o mnie, mimo, że nie mogę poprosić o pomoc, ani powiedzieć o co mi chodzi.
-Przepraszam, nie wie pani czy Monika jadła dzisiaj śniadanie? – Jest i babcia. Podobno bardzo ważnym zaleceniem jest żebym jadła, niestety rzadko się zdarzy pielęgniarka, która mnie nakarmi.. Sama nie dam rady nawet usiąść. Próby utrzymania widelca mają słuzyć rehabilitacji, ale już cała reszta w tym podawanie to koszmar. Na szczęście na mniej więcej godzinę po sniadaniu ktoś przyjeżdża i wtedy mi pomoże. Jeszcze kilka dni temu podawali mi jakieś papki przez sondę w nosie. Paskudna rzecz, chyba sama ją sobie wyrwałam w nocy. Tak mówił mój ulubiony pielęgniarz jak przyniósł leki. Dostaję kilkanaście tabletek dziennie, w trzech porcjach. Dokładnie nie wiem na co są.
- Pan doktor powiedział, że jesli wszystko dobrze pójdzie to za kilka dni przeniosą Cię na normalną salę. – To chyba fajnie. Wnioskując (...)
--- full text ---
18.09.12r.
„Lekarz powiedział, że mam guzki mózgu w okolicach móżdżku.” W odpowiedzi na tego SMS-a K. M. oddzwoniła natychmiast, chociaż było dość późno.
- Ty zrobisz wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę – Powiedziała przyjaciółka, będąc przekonaną, że żartuję.
- Serio, zrobili mi tomograf i taka diagnoza. Mają mnie z samego rana wysłać do Szczecina. Na razie zostaję na oddziale, ale przespanej nocy się nie spodziewam – Nie mogłam przestać płakać.
- Dobra. Ja będę mówić, bo widzę, że u ciebie z tym chwilowo nie najlepiej. Mój tata był już we wszystkich możliwych szpitalach w Anglii, więc ci lekarze, którzy będą cię operować pewnie otwierali też jego. Koniecznie zachowaj troszkę morfiny, to dobre ścierwo jest. I najważniejsze, uprzedź ich, że jak ci otworzą głowę, to tam jest straszny bałagan, żeby mogli się wszystkiego spodziewać.
Śmiałam się. Nie tylko się uspokoiłam, ale szczerze się śmiałam. Pielęgniarka, która podłączała mi kroplówkę starała się ukryć zdezorientowanie lub zrzuciła na ciężki stan .
- Kocham cię i przepraszam, że cię obudziłam. Nie chciałam, abyś się zdenerwowała, ale musiałam usłyszeć twój głos.- Naprawdę byłam już spokojniejsza. Bałam się, ale jakoś mniej albo inaczej.
- A teraz idź spać, dobrze? I pisz mi SMS-y, bo chcę (...)
--- full text ---
