3 january 2022

prose

Leszek Czerwosz
Leszek Czerwosz

salowe kable

Jedynie co ostatnio mnie gnębi, to wyobrażenie, jak się potknąłem w nocy w szpitalu kowidowym. O kable od respiratorów. Chciałem odszukać pokój sióstr, sprawdzić, czy mnie jeszcze słychać, pożalić się. Wszystko się porozłączało, starałem się pozapinać, ale gniazdek nagle było jakby za mało. Po ciemku wszystko. To jak ze składaniem rozsypanego zegarka. Nad ranem pielęgniarze wyłączali monitory czynności życiowych mocnym szarpnięciem za kabel, jakby z kopa. Bywało, że druty wyłaziły z wtyczek aż iskrzyło, nawet lepiej niż wtedy w nocy. Nie wiem, czy wyłączyli tylko od umarłych. Bo żadnych emocji na twarzy. W kompletnej ciszy na bezdechu. Tłok w centralnej windzie, część łóżek transportowano po schodach. W dół to łatwo, tylko zwłoki spadają, gdy za szybko do piwnicy. Cóż depopulacja, na sali pusto, widać tak musi być

Weronika
3 january 2022 at 21:15

Tysiące rąk, miliony rąk, a serce bije jedno.

report

jeśli tylko
3 january 2022 at 21:45

zgrabnie napisane..

report

violetta
3 january 2022 at 22:14

ciekawe, wciągająca historia:)

report

Leszek Czerwosz
3 january 2022 at 22:30

Nie, nie byłem w szpitalu, mam zwykłą, ordynarną grypę Strach płynie z wyobraźni. Dziękuję za życzliwy odbiór.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register