Błogosławię dzień jasny który ciebie stworzył
Zanim ze świata wyszłaś na nasze rozstaje
Bym mógł wraz z tobą witać te świąteczne maje
I gołębia czułości w darze Bogu złożyć
Błogosławię godzinę w której cię szukałem
By znaleźć zagubioną w chwili nienazwanej
U stóp bramy dzielącej znane i nieznane
By wspólną drogę wybrać na życie nietrwałe
Błogosławię tę miłość którą mnie obdarzasz
Kamień węgielny losu w tym świata obłędzie
Twe ciało wciąż wibruje pożądania przędzie
Nić na kokon jedwabny który przepoczwarza
Ciała starsze na słowa anielskie by potem
Pod niebo wzlecieć razem z radosnym łopotem
Ładny, liryczny sonet, Andrzeju. Płynny, bo dobrze utrzymany rytm i średniówka. Jest w nim pewna rozczulająca wzniosłość i autentyzm uczuć. :)
report
a gdzie Miladory czujne oko? przecież nie ma kreseczki nad n w tytule:))
report
Hahahaha... dzięki, Natare, że Ty zauważyłaś. ;))) Ja jestem niestety sową i w nocy widzę lepiej. ;)
report
O, przepraszam G_L_C, nawet nicki mylę, jak widzisz. Niedobrze ze mną, idę na kawę. ;)))
report
Dziękuję za pozytywną ocenę. Miło mi. Czasami przychodzi mi ochota, by porymować, i wtedy to jest pewnie bardziej poezja, niż wtedy gdy piszę manifesty. pozdrawiam
report