w paszczę twą znów wjeżdżam z niczym
bo czymże uśmiech nieustanny
bo czym może tu być człowiek
wzbić się chcesz nad swądy dziczy
na pokaz makijaż masz staranny
z galeryj krawaty salonowe
przyjazne twarze szybko tu się liczy
nie sypiesz z niebios garsci manny
i nie witasz dobrym slowem
brak pogardy traktujesz jak wyczyn
ja w ten zgielk żałosny poranny
znowu chwytam sie za głowę
o gorzka! gorzka! gorzka stolicy
co wspomnień nie masz żadnych
choć nic tu nie jest nowe
czekaj czekaj przetrawie najpierw Panie przede wszystkim dzien dobry, ten usmiech sprawia przyjemnosc choc nic nie kosztuje:) czyzbys przeniosl krakow do warszawy?
report
Lubię takie staropolskie określenia, więc jestem za. Tym bardziej, że tekst super! :) Pozdrawiam :)
report
Czyzby syndrom wielkiego miasta alias molocha? Interesująco, archaizm "galeryj" moze troszke razic:):)
report
ale to jest razenie z jakim sie pseudoarystokracja przypisuje do spadku po celtach wikingach czy sarmatach...
report
Faktycznie. Dość męcząca.
report
bardzo fajny
report