Zmiana sposobu prezentacji
po tej rozmowie nie mogłem dojść do siebie długo. zawsze uważałem się za człowieka logicznego i sprawnie myślacego, światopogląd skrytalizowany, choć nigdy nie dokonczony. każdy pogląd był przemyślany i uzasadniony. ale sprawność, z jaką człowiek tamten wytracał mi słowem oręż z ręki była paraliżująca.
Boże święty, gdybym ja miał tak błyskawiczny umysł jak tamten człowiek...
chaos...
jak zawsze natłok mysli, zbyt wiele by je powiedzieć, zbyt szybkie by napisać. ale tym razem wiało z nich poczucie porażki, smak niedosytu, pomruk pokory, nadzieja na rewanż któregoś lepszego dnia... nic w nich odkrywczosci...
w takie zdruzgotane nastroje stopy zawsze mnie wiodły same. wszak umysł gotował sie od nadmiaru innych, cięższych myśli. dosć by nie zajmować sie drobiazgami takimi jak... kierunek błądzenia...
zaszedłem na stary cmentarz. pare zapleśnialych nagrobków, kamienny, stary, przez Boga opuszczony kościoł bez dachu, ściany jakby już przez ziemię przygarnięte i tulone ramionami bluszczu. miejsce zapomniane jak ja. znak, że wciąz jestem blisko serca strefy Ciszy. w zadumie wszedłem wybitą w ścianie dziurą do- onegdaj- wnętrza. ciało samo znalazło kamień by na nim usiąśc. ubywa jedna troska- kierunek marszu. zostają same te ciężkie zmagania wewnetrzne. nieważne gdzie jestem.
"Boże, stworzyłeś takiego mądrego i inteligentnego człowieka"- wspomnienie mojej z (...)
--- full text ---
