Grand Declaration of My Imbecylity

Jak poprzednio - jak ktoś chce, niech czyta, ale wchodzi się na własną odpowiedzialność. Serio, małolaty, idźcie lepiej pograć w piłkę, bo od wariactwa i pornografii się uzależnia. Uczcie się, ale nie ode mnie.

Tj. wchodzi się na własną opowiedzialność, serwus!



1. - motto

Kto służy sobie, służy światu.


Jeśli ucisk wyrabia wytrwałość, wola jest wolą przeciw. Ale co może znaczyć wola? Mocowanie się, i tyle. Po co? A po co cokolwiek? Und hier ist der Hunden bergraben. Chyba, żeby rodzić.


Sztuka wydaje się syntezą pracy i modlitwy.



2. - notatki

Jest Sinthome, a ja chciałem być jak Penderecki. Chciałem przemyśleć Świat od nowa. Mówię - muzykologia. Przecież analizowałem Sofoklesa. A później Auschwitz i Kołyma. To pielgrzymstwo ludzkości, pielgrzymstwo bytu samego przez człowieka. Ale wciąż głos musi mi się łamać, choć, przecież, byłem na Marsie. Danceing in the Jug. Dajcie mi trunków, bo będę szukać Boga w butelce, właśnie tak postanowiłem. Przynajmniej dzisiejszego wieczora. Bo przecież, kiedy za bardzo zainteresować się polityką, to wszystko to jedna wielka butelka. Szybko przemija słodycz poranka, a moje Muzy? Pominę to milczeniem.



3. - doc

a. Unamuno



Czy ten mój deklaratywny etos pomiędzy Camus a Simone Weil cokolwiek zmienia? Czy zmienia coś moje współczucie i moja deklaratywna pokora? Czy zmienia coś moja deklaratywna wieloramienna dyscyplina, moje deklaratywne culte du moi, mój gorset? Może mnie sformowało, ale skoro sformowało, to jestem sformowany, więc od dalej? Rekapitulując: sztukę robię średnią. Tak 5 / 14 jeśli Davies to 21. A co innego mogę / chcę robić? Czuję się przegrywem i trochę jestem przegrywem. Ale spoko.


Bóg to wyobraźnia. Bóg to historia sztuki. Bóg to biografia Alberta Camus. Bóg to Sofokles. Bóg to Platon. Bóg to Doktryna i architektura. Bóg to Trentowski. Bóg to Diuna Jodorovskiego. Bóg to Zbigniew Herbert. Bóg to Biblia. Bóg to Edyta Stein.


Creator et Redemptor.


Anzelm / Feuerbach - bliźniacy. Istnieje czy nie istnieje - czy to robi jakąkolwiek różnicę? Jedyną różnicę robi, w tym względzie, czy jest życie po śmierci… czy nie. To teozoficzne życie po śmierci nie takie złe. Buddyjskie kiepskie, bramińskie kiepskie, ale teozoficzne - niczego sobie.


I orchidee.



b. Klee



Post-modernizm to jakby Madonna (tego co chlał Pod Czarnym Prosiakiem z Przybyszewskim i namalował Krzyk, upośledziła mi się pamięć nazwisk) przetworzona przez Kołymę (Duchamp) a prócz tego suburbia (Hip-Hop) i drapieżny kapitalizm.


Meta-modernizm to post-modernizm plus Mickiewicz, albo po prostu black-metal.



c. Co mi w dupie gra - Duchamp jako Pieśń Kozła



Poniżenie

Poczucie winy

Uraza

Wrogość

Poczucie wyższości


taka trochę Maria Magdalena albo Zakkeus



d. Maybe I’m In Love with You



Może chodzi o Communio, Eucharistia, Rahnerowską samokomunikację Absolutu przez Koronę Stworzenia (i resztę Stworzenia), Demona Maxwella… czyli Spinozę z pominięciem determinizmu, Heideggera z pominięciem anty-personalizmu, Celane’a z pominięciem liberalnej demokracji, Mesjanizm z pominięciem Imperializmu, Rosję z pominięciem ZSRR, Afrykę z pominięciem HIV, Josepha Conrada z pominięciem Vico, Machiavellego z pominięciem Eutyfrona, Stirnera z pominięciem Barthesa, Simmela z pominięciem Nietzschego, Foucaulta z pominięciem Stalina, Hitlera z pominięciem Ravensbruck.


Mam w sobie jakiegoś takiego ciołowatego, old-schoolowego jehowca - i nie lubię tego



e.



Dzisiaj - Dmowski, Stirner, Wharton, Levinas.

Weronika
3 june 2026 at 15:50

Ale spoko.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register