Kłaniam się wszystkim Laokoonom,
symbolom wyzwolonej prawdy,
strasznym odejściom ich z godnością
ojców, co na śmierć synów patrzą.
Wciąż zastanawiam się dlaczego
zwycięstwo węży tryumfuje,
a dary wrogów nadal chętnie
wraz z kopytami się przyjmuje?
Historia kołem lubi kręcić
i nader często się powtarza.
Szkoda, że ludzie z dawnych błędów
nie wyciągają wniosków żadnych.
Maski aniołów nadal w cenie,
nawet, gdy spod nich widać rogi.
Czerń biel udaje, a dla cielca
złotego pójdzie, choćby w ogień
piekielny, który tylko czeka,
by ją w wieczności móc pochłonąć,
a dobro przed złem nie uklęknie,
bo wie, że jest niezwyciężone
I nie zabraknie Laokoonów…