Afrodyta
ALL WORKS Poetry (40)
About me

Zmiana sposobu prezentacji

17 april 2026

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Exodus

Legendarne wyjście z Egiptu każdego roku
kończy tułaczkę. Gdy wolność przychodzi

z samej góry, jest jak czwarty kielich
soku winogronowego.

Mojżesz ufa pustyni, księżycowy krajobraz
przynależy do świętego początku,
wrastając w obietnicę, zwraca tożsamość.

Śmierć z wersetów na Górze Nebo
nie dosięga ziemi Kanaan.

15 april 2026

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Juda z Kariotu

Gdy nie-Galilejczyk poznaje
pierwszą myśl Boga,
bycie wyklętym nabiera widoków,

bez szarości intensywnieje,
wykluczając skruchę i śmierć,

które grzęzną w czerwonej paszczy
bestii z dziewiątego piekła.

Tej nocy poza murami miasta
cisza zdawała się bardziej wyraźna,

liście w gaju oliwnym pachniały
subtelniej niż zwykle.

Najtrudniejsze są pożegnania,
patrzę w oczy przyjaciela i wiem,
że mój pocałunek go nie zatrzyma.

13 april 2026

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Maria z Magdalii

Knot lampy wypala się przed świtem,
dolewam oliwy. Gdziekolwiek jestem
obce języki biegłe w śliskich słowach

nie przestają gadać. Wyrzucają mi
pocałunki Jezusa, łzy na Golgocie,
wędrówkę duszy.

Nad Jeziorem Galilejskim przeszła burza,
cisza zapadła w ziemię osusza brzeg
zacumowanej łodzi.

Możesz odetchnąć, mówię do siebie,
przypięte do lnianej sukni grzechy
i kamienie we włosach nie są twoje.

8 april 2026

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Niebieski motyl

Szkolny korytarz podmienił tło,
z nadmiernej fascynacji światłem,
prawie utonął w błękitach.

Całe zdumienie nad własną historią
zmieściłeś między oddechami.

Mamo, jestem autyzmem. Cichnę.
Krótka sonda spojrzeń i wybuchamy
śmiechem, nikt nie zauważa,

że na chwilę pęka mi serce.
Strzępki wypuszczam z rąk
w nieskończoność.

27 march 2026

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Galatea

Wzrastałam w twoich dłoniach,
rozrzeźbione kreowały świat, który znikał
w posągowych oczach.

Żywy kamień przygniatał, za mocno
wyrosłam z definicji. Pożółkłe kości
okazały się zbyt ludzkie, do dzisiaj
cypryjskie wybrzeże rozbija pianę,

a powściągliwy krajobraz skał
bezpowrotnie osadza w tkankach.

25 april 2023

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Szkło

Rozbita szyba wybawia, wreszcie brzeg,
siarczysty napływ powietrza przepycha
żyły i tętnice. Tłok w głowie ustępuje

krwi, która cienką strużką piętnuje skroń.
Teraz mogę zająć się czymś sensownym,
życie znad krawędzi unieść w dłoniach
bez wyrzutów, że przeleję czas.

Palcami dotykam czoła. Cztery szwy.

24 april 2023

poetry

Afrodyta
Afrodyta

"Ranniaja ptaszyno", rozmyślania nad piosenką zespołu Hylla

Fascynacja krainą w barwach wody i ognia
zamazuje obrazy niedostępne z bliska.

Zbyt wcześnie opuszczasz gniazdo,
niesprzyjająca aura łamie delikatne skrzydła,
nadrabiasz przyspieszonym biciem serca,
ale zdeformowany język żądnych absolutu
przedziurawia bardziej niż ślepe pociski.

Etniczne, zepchnięte do mniejszości krople
spływają czerwonym deszczem, bez śladu
przenikają białą mgłę, wsiąkając w ziemię,
na której neurotyczny patriotyzm znakuje
kolejne ściany i szturmem wyważa drzwi;

nikt o świcie do nich nie zapuka,
przynajmniej tyle, ranniaja ptaszyno.

18 april 2023

poetry

Afrodyta
Afrodyta

William Blake i „Urizen stwarzający świat”

Akwarela ożywia wypchniętą z intuicji
wizję początku. Wśród skrzyżowanych linii
Bóg Ojciec na obraz i podobieństwo.
Patrzę zakłopotana. Ślepy starzec

w tarczy, wybucha złotem i czerwienią.
Cyrklem kreśli wyjęte z czasu uniwersum,
ucieleśnienie bezwzględnego rozumu.

Obsesja stanowienia porządku ogranicza,
podmuch rozwiewa brodę oraz włosy,
skostniałe zasady ani drgną.

16 april 2023

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Powikłania

Światło znów zapuszcza korzenie,
krokus w ogrodzie nie może ruszyć

z miejsca przyciąga życie. Rozdeptany
jeszcze głębiej wrośnie w podłoże.

Chociaż idę, stopy unikają złączenia z ziemią.
Ugruntowana odrębność bezwarunkowo dzieli
mnie i świat. Kłopotliwe kawałki
trzymam na dystans.

Powrót wydaje się mało możliwy.

30 march 2023

poetry

Afrodyta
Afrodyta

Proszę wstać, Sąd idzie

Naplułam do zupy obecnego tu pana, Cyryla Rosiczki.
Obśliniał się na mój widok. Ze strachu, jak daleko sięgnie
jego mokry język (na co dzień oddany wiernej służbie),

mówię, to grzech. Prawie pewna, uśmiecham się,
a rozsypana makiem cisza oddaje sprawiedliwość.

Ale nie, on podnosi rękę. Robi znak krzyża i udziela mi
przebaczenia. Wtedy naplułam. W obronie własnej.

Sąd nie udzielił pani głosu. Wymierza karę porządkową
czterdziestu kopniaków w tyłek.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register