"Ranniaja ptaszyno", rozmyślania nad piosenką zespołu Hylla
Fascynacja krainą w barwach wody i ognia
zamazuje obrazy niedostępne z bliska.
Zbyt wcześnie opuszczasz gniazdo,
niesprzyjająca aura łamie delikatne skrzydła,
nadrabiasz przyspieszonym biciem serca,
ale zdeformowany język żądnych absolutu
przedziurawia bardziej niż ślepe pociski.
Etniczne, zepchnięte do mniejszości krople
spływają czerwonym deszczem, bez śladu
przenikają białą mgłę, wsiąkając w ziemię,
na której neurotyczny patriotyzm znakuje
kolejne ściany i szturmem wyważa drzwi;
nikt o świcie do nich nie zapuka,
przynajmniej tyle, ranniaja ptaszyno.
Ten język, jeśli dobrze rozumiem intencję Autorki, chyba trzeba zdekodować, zdekonstruować i zrekonstruować. A co do reszty przesłania - ostatnie pokolenia są zdeformowane przez sen Fukuyamy, przez tysiąclecia człowiek nie żywił złudzeń co do własnej natury, nagle zapragnęliśmy stać się aniołami, i rozczarowanie boli, oj boli, ale trzeba przegryźć.
report
Faktycznie, trzeba przegryźć. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Pozdrawiam ciepło.
report