13 november 2011

poetry

Saranova
Saranova

Poranna kawa

Porcelanowy brzęk kruchości

Rozkołysany aromatem

Głęboką czernią lśniąc

Paruje niczym lot gołębia

Podzwania lekko srebrem

Kryształu słodząc czarem



Powieki wpół przymknięte

Rozsunie okno żaluzjami

O poranku drżącym

Gdzie za taflą szklaną

Ostatni z drzewa liść opada



Myśl biegnie babim latem

Ogrzana biciem Twego serca

Ktoś komuś pocałunek prześle

I zaraz niby ciepłym szalem

Złoty kobierzec dzień okrywa



Na ustach uśmiech tkliwy

Otworzy zachwyconą bramę

By czas uszczęśliwiony

Wbiegł szukając skrzętnie

Dwojga serc bijących

Rytmem szalonej kofeiny



Już gra orkiestra symfoniczna

Bladego jesiennego walca

Kropelki bębnią o parapet życia

A posiwiałe świtem chwasty

Wciąż ogród zdobią ostem 
Nić długa  zwiąże drogi losu 

Darek i Mania
13 november 2011 at 00:31

text się rozleciał

report

Szel
13 november 2011 at 00:54

moge Saro? :))

report

An - Anna Awsiukiewicz
13 november 2011 at 08:31

Lubię poranną kawę:) dziwnie rozciągnięty jest ten wiersz - można edytowac:)

report

28brrr10
13 november 2011 at 09:52

i dymi kawa:):)

report

Withkacy
14 november 2011 at 21:05

Muszę uwierzyć na słowo, nie piję kawy ;') Miło Cię widzieć, pozdrawiam

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register