Zmiana sposobu prezentacji
Fragment opowiadania s-f "Czciciele intelektu"
Fragment pamiętnika Milito, człowieka z gatunku homo
rations, zamieszkałego na planecie Ymir krążącej na orbicie gwiazdy Heloen
zwanej dawniej Gliese 581 w gwiazdozbiorze Wagi.
Lekcja...
Łagodny powiew kołysał hamakiem
zawieszonym w cieniu rozłożystego dębowca. Leżałem wpatrując się w seledynowe
niebo bez jednej chmurki, czując na skórze ciepło promieni Heloen. Nauczyciel
opowiadał o gwieździe z gwiazdozbioru Oriona zwanej Słońcem i o planecie
Ziemia, z której wywodzi się ludzkość. O świecie ludzi sprzed tysięcy lat
międzyczasu czyli liczonych według ruchu obrotowego naszej płaszczyzny czasu
kosmicznego.
Dobrotliwy głos Elaosa zaskakiwał
czasem pytaniami, na które znalezienie wyczerpującej odpowiedzi było równie
trudne jak pokonanie bram międzyczasu.
-
Co wiesz o ludzkości i etapach jej rozwoju?
Co za pytanie. Chyba dziś
nauczyciel ma zły dzień. Ale im obszerniejsze i bardziej złożone pytanie, tym więcej gwiazdek i coraz bliższa chwila
promowania na obywatela Federacji Intelektu Homo, w skrócie FIH. Gdyby mi się
udało byłbym najmłodszym obywatelem w naszej Wspólnocie a później może
zostałbym łącznikiem między Wspólnotami homo rations i animal animus, kiedyś
zaś nawet (...)
--- full text ---
Otwarte oczy w półmroku świecącej ulicznej latarni. Nie, tego się nie da wytrzymać.
- Hej, Józefowa, słyszycie to?
- Ano pewnie, spać nijak nie idzie.
Wstaję z westchnieniem i wlokę się przez korytarz. Pisk i skomlenie się nasila. Jeszcze tego mi brakowało.
Przecież sobie przyrzekłam – nigdy więcej! Ech, co tam i tak nie da się zasnąć. Otwieram. W świetle padającym z przedpokoju widzę ciemną kulkę na podeście schodów. Pyszczek uniesiony i żałosny psi płacz wwierca się w uszy.
- Józefowa, chodźcie no tu na chwilę, wołam głośno, przekrzykując pisk.
- No jestem przecie, słyszę tuż obok siebie.
Patrzymy chwilę na to żałosne nieszczęście. Wychodzę i cmokam, kulka rzuca się w moja stronę jakbym była wyczekiwanym wybawieniem. No tak. Cholera, chyba nim jestem. Biorę drżącą z zimna i strachu kulkę na ręce. Przywiera do mnie maleńkim ciałkiem, chcąc się pewno ogrzać.
Noooo, nieźle się urządziłam.
Jest druga w nocy a ja zabieram z klatki schodowej podrzucone tam przez kogoś szczenię. Jest zbyt małe aby tu samo weszło, nie potrafi wcale chodzić po schodach. Józefowa z dziwnym wyrazem twarzy zamyka drzwi. Na łańcuch. Jakby się spodziewała, że za chwilę wniosę do domu jeszcze co najmniej węża boa.
- Przemarzł i pewno głodny, mówi oschle Józefowa, ale ja już ją znam. Rozczuliła się. Przyniosła mały niebieski koc. Owijam w niego (...)
--- full text ---
Rok 1976
Chłodny i zamglony poranek odsłania szeregi postaci w stylonowych fartuchach, kufajkach i modnych moherowych beretach, wyciekające strumykami z szarobrudnych budynków w kierunku równie szarej hali oświetlonej rzędami jarzeniówek. Sporadyczne podmuchy wiatru szarpią kilkoma biało-czerwonymi flagami i czerwono-białym transparentem krzywo zawieszonym nad wejściem hali.
W środku załoga, delegaci i stół przykryty czerwonym płótnem. Nagłe poruszenie i...cisza. Za stołem zasiada dyrekcja i ulubieniec pań, po ostatnim Dniu Kobiet, przystojny Wacek Grzybek, sekretarz POP. Zaczyna się już trzecia w tym miesiącu masówka. Na mównicę wchodzi Wacek Grzybek a przez halę niesie się westchnienie trzystu zakochanych robotnic. Niczym grzmot rozlega się jego niski, uwodzicielski głos: „Protestujemy przeciwko warchołom usiłującym swoimi nieodpowiedzialnymi strajkami niszczyć naszą socjalistyczną ojczyznę!!!”
Setki wpatrzonych kobiet czerwienieje na twarzach, unosi w górę pięści i ile tchu w piersiach krzyczy: Protestujemy! Towarzyszki i towarzysze!
Protestujemy przeciw chuligańskim wybrykom antysocjalistycznych elementów!
Hala, jak zaczarowana, odpowiada gromkim okrzykiem: Protestujemy! Odrąbiemy ręce tym draniom! Odrąbiemy! – powtarza z zapałem hala.
Niech żyje Polska Ludowa! Niech żyje partia! Niech żyje towarzysz X !– wykrzykuje w mikrofon Wacek a rozpłomienione uczestniczki masówki (...)
--- full text ---
