Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
w ogrodzie rozkwitły kwiaty
maciejka cztery jasnofioletowe płatki
zapach zniewala
zakochałem się
szalenie bez opanowania
wierzyłem że między nami
nie układają się kłody które burzą uczucie
całymi dniami rozmawiamy
noce nazbyt krótkie nie dla nas
my się kochamy
gdy błądzisz pomiędzy małpoludami
świat materialny przeważa rozsądek
nieważna miłość nic się nie liczy
gdy na forsę ponad świat się przekłada
wszystko umarło w szarym dniu
serce pęka więdnie maciejka
ogród jak rdza co oplata ciernie
nad rzeką fale na grzbietach niosły piosenkę
(...)
--- full text ---
zamiast pięciu słów, trzy
w miejsce dużych liter, małe
bez wykrzykników, plazma impulsów
co drugie przekleństwo chowam
do kieszeni dresowych spodni
zamiast ostrza, tępa szpilka w język
zamiast pożaru, metafora ciepła
zamiast zakleszczonej dłoni na szyi
obietnica chłodnego osądu
zamiast kurwa mać, kurwa w głowie
zamiast oceanu, rafy w płynie mózgowym
zamiast trzech słów, jedno skojarzenie
zamiast dramatu, kolejny dzień
IX. Mówić prawdę (Zamówienie)
Nie wiem czy chcę
abyś był; bo nie wiem
czy chcę -
abym ja był.
Ostatecznie nic
mnie nie nasyciło
dlatego -
potrafiłem składać ofiary:
z nicości dla nicości.
Kilka razy coś błysnęło
jak ogon lisa płomień
metafora drozda
i choć z wiekiem Nietzsche
coraz bardziej mnie irytuje
to jednak uwierzyłbym
(...)
--- full text ---
III. Problem
Ściana i torebka foliowa
na wczorajszym talerzu
krwawiły wraz ze mną;
lecz teraz nic ani nikt
już nie krwawi - może
to zupełnie martwe.
Światło rozszczepiało się
w liściach w zimnej klatce -
tęsknię za tym
za narodzinami
z braku
inwestować w to dożywocie
jakiś problem
neurologiczny.
I. Mankiet (Pijany)
Dramat jest być może drogą
to trochę jak w filmie ładny
światłocień. W próżnię idą
moje słowa, choć czuję się
swoim - wśród raperów
i krawędziarzy.
Ambiwalentne! Pokutuję
za trzy ostatnie pokolenia
a ponoć Sprawiedliwość
jest policzkiem -
dla tego
który nie ma w sobie miłości.
Fryderyk nie dał się orżnąć
Ferdynand spojrzał pod maskę
(...)
--- full text ---
już w maju siadaliśmy na ławce pod płotem
z Magdaleną można było rozmawiać o wszystkim
któregoś roku całą wiosnę walczyła z turkuciem podjadkiem
innym razem problemem była rdza na gruszach
z czasem dowiedziałem się czym podlewa pomidory
i dlaczego nie sieje pietruszki
.
wybaczała mi przyspieszony oddech
ja nie zwracałem uwagi na jej pierwsze siwe włosy na skroni
intuicja podpowiadała mi że Magdalena jest dobrym człowiekiem
często wyczytywałem z jej oczu radość
pozwalaliśmy marzeniom pulsować jednym rytmem
lubiłem jej zaraźliwy śmiech
nie wszyscy potrafią cieszyć się całym sobą
.
życie to muzyka
a my graliśmy jego uciekającymi nutami
ku gorącym sercom
naszym sercom
i enjoy the petals
of rose lavender magnolia peony
daisy violet lilac
i bathe in their infusion
and then i carry like a mist
a subtle scent for you
i shine moisturized and smooth
as a surprise i offer
the fluttering wings of a dragonfly
I. Niedziela
prężą się myśli
ściany nośne
pod gruzami rzeczy
lekkich jak papier
trzeba coś mówić
by zagłuszyć pustkę
ładnie oprawioną
ciałem
trzeba nieść życie
wyzwalać energię
z każdą czekoladką
ze spirytusem
którą jest mowa
(...)
--- full text ---
.
dotyk
każdy fałszywy budzi niepokój
a ty jedna wiesz kiedy swędzą usta
łatwo kaleczę język
nie grzeszę - bogom brakuje aniołów
wytrawnym nie oszukasz pożądania
.
śniłem twoje chłodne dłonie
rano znalazłem dla nich miejsce w sercu
,
całuj pierwsza
zawsze fascynowały mnie kobiece dłonie
ile można było z nich wyczytać
ile wywróżyć
czasami zdawały się Poezją
niekiedy Baletem
pachniały Dojrzałością
jesienią
życiem
widziałem w nich radość i smutek
raz były ciszą raz modlitwą
pomarszczone wycierały łzy
wciąż delikatne wrażliwe
gotowe na czułość
cieszę się płatkami
róży lawendy magnolii peonii
stokrotki fiołka bzu
obmywam się ich naparem
a potem niosę jak mgiełkę
subtelną woń dla ciebie
lśnię nawilżona i gładka
w niespodziance składam
trzepoczące skrzydła ważki
