Wokół domu umierają słoneczniki. Ich ziarna wyrównują taflę jeziora,
wygrzebując krety rozsypujące plastikowe zamki. Nitki miodu
na spierzchniętym progu. Między brzegami tapczanu, stara kobieta
grzebie laską w żywicy chmur, aż sznury prania przylegają do dłoni setkami
żylastych cykad. Okna nie odbijają kolorów, zupełnie jak purchawki.
Dotkniesz, i zaczyna się życie.
z cyklu: przewidziane
jak to u Ciebie - między jawą a snem. stara kobieta od dawna mnie intryguje :) Dobrego dnia!
report
Cóż, taki pomysł na cykl. Ja go nazywam - minutowym - ponieważ przeważnie tyle te teksty piszę. Jak zawsze, dziękuję, że zaglądasz, Bosa. Dobrego i dla Ciebie. :)
report
byłam :)
report
Teraz już wiem. :)
report
:)
report
:)
report
... wzruszył mnie ten obraz....:)
report
Dziękuję Zuzanna.
report