15 july 2020

Egoizm egoisty.

Założę się, że tym, co poczułbyś, widząc skrajną ludzką nędzę, to współczucie, być może chęć pomocy, nie oddasz jednak bezdomnemu swojego pokoju ani jednej nerki człowiekowi, który jej na śmierć potrzebuje...
Dlaczego prędzej sam bym się zabił, niż oddał życie za drugiego człowieka, może matkę wielu dzieci, czy na przykład małą, łysą dziewczynkę umierającą w niewyobrażalnych dla mnie cierpieniach na białaczkę, z dala od przyjaciół, oddzieloną od rodziny... Dlaczego ludzie potrafią tak bardzo nawzajem się nienawidzić, nie dostrzegając zarazem własnych niedoskonałości? Dlaczego każdy kłamie, jednocześnie niemal każdy święcie wierząc, że jest superszczerym i zasadniczo prawdomównym lub nawet (O zgrozo) skrajnie prawdomównym człowiekiem? Dlaczego mimo świadomości zła tak trudno odnaleźć mi jego korzenie w samym sobie? Czemu robimy coś, nie będąc nawet świadomymi zła, jakie wyrządzamy? Stosujemy samoobronę przed prawdą o sobie to poprzez wyparcie, racjonalizację, przerzucenie odpowiedzialności na "konieczność", "innych" oraz "środowisko", lub stosując różne inne triki, o ile zdarzyliśmy się już ich nauczyć? Każde zwierze pragnie w pierwszej kolejności zaspokojenia potrzeby, człowiek nie jest tutaj wyjątkiem, żal, poczucie winy i kryzys wiary w bycie samemu w sobie "dobrym bogiem", nie jest raczej w naszym interesie. Świadomie czy nie - wszystko jedno. - To przecież nie ja jestem temu winny, - zwłaszcza kiedy nie stać mnie już na dalsze obniżenie własnej samooceny, a jeżeli ewidentnie to ja - najpewniej zostałem zmuszony, przez zewnętrzne okoliczności np. - policja chciała mnie przecież złapać, czego sobie nie życzyłem, no i miałem pistolet w ręce, więc zacząłem strzelać - prawda? Czysto logiczne rozumowanie odziera każde zachowanie z wszelkiej moralności, a przecież żyjemy w erze rozumu - prawda? Być może dlatego tak trudno mi porozumieć się z kimś wyłącznie nastawionym na słuszność logiczną. Czy coś może być nieprawidłowe, chociaż logiczne? Owszem, ponieważ życie to nie matematyka. Czy to coś wyjaśnia? Instynkt samozachowawczy nie pozwoli nam obciążyć siebie odpowiedzialnością większą niż ta, którą jesteśmy w stanie ponieść dalej, jeżeli pozwala, oznacza to jego wadliwe działanie - czyli rodzaj choroby, patologię. Czyli osoba, która czuje się zbytnio odpowiedzialna za innych, za świat to osoba zaburzona psychicznie, czy "tylko" emocjonalnie, ew. hormonalnie.
...
Wariat.

Egoizm się lepiej sprawdza. M.in. dlatego sądzę, że każdy potrzebuje być odrobinę szaleńcem, jeżeli celem ma być szczęście, zadowolenie i radosne korzystanie z uciech życia. Dawno przestałem śmiać się z dowcipów o wariatach, nie norma jest standardem, lecz większe lub mniejsze w tej czy innej płaszczyźnie od niej odchylenie, które potrafi zadziwić, mimo sporego doświadczenia. Pokaż mi człowieka, a ja wskażę ci jego szaleństwo - cóż to zmienia? Czy o wartości życia ludzkiego, ludzkiej istoty decyduje stopień odchylenia od wydumanej, nieistniejącej realnie "normy"? Czy fakt, że o byciu chorym psychicznie decyduje norma funkcjonalna, ma jakieś znaczenie, czyli, czy fakt, że coś jest być może zepsute, ale jakoś "trzyma" i wszystko przecież "działa" nie jest najważniejszy? Dawniej ludzie dodawali nieistniejący pierwiastek do równań spalania, aby jakoś uzasadnić zmniejszoną masę popiołu, cóż z tego, że oparty o błędne przesłanki - wynik był prawidłowy! Czyli jeśli jesteś w stanie funkcjonować normalnie, czyli jesteś normalny! Ciesz się! To, że być może przez cały czas pragniesz swojej czy kogoś śmierci nie ma przecież większego znaczenia, dopóki żyjecie - prawda? Myślenie przecież nic nie zmienia, działanie zmienia wszystko - prawda?. OK. Przykład. Czy człowiek mechanicznie powtarzający każdy dzień swojego życia tak samo, niezdolny do jakiejkolwiek zmiany, lękający się pojawienia jakiejkolwiek nowości jest zdrowy psychicznie? Przecież funkcjonuje poprawnie. Dopóki okoliczności nie strącą go z obranego cyklu, wąskiej ścieżki myślenia i działania nic nie będzie wskazywało, że jest absolutnym szaleńcem. Czyli może choroba psychiczna czasem zależy nie od konkretnego przypadku, lecz okoliczności i środowiska, w jakim osobnik funkcjonuje, przecież sadyzm powinien być jak najbardziej pozytywnie oceniany, jeżeli pracujesz w obozie koncentracyjnym jako strażnik - prawda? Co jednak, kiedy ty sam jesteś więźniem i strażnikiem jednoosobowego obozu koncentracyjnego otoczonego drutem kolczastym z lęków, ograniczeń, nawykowego myślenia itp.? W dodatku umysł chroniąc cię, nie pozwala ci dojrzeć krat, co jest złe, ponieważ wtedy mógłbyś ew. podjąć walkę o wyzwolenie, neutralizując stopniowo i systematycznie każdą "wartość zniewalającą" kojącym dotykiem świadomości. Tak, wiem. Krzyk o samoświadomość jest krzykiem wołającego na puszczy nie pierwsze i najwidoczniej nie ostatnie stulecie. Przecież, kto się nad tym zastanawia? Skąd wiemy, że to co wiemy, jest prawdą, jeżeli nie rozumiemy jak wiedzący funkcjonuje, jak i dlaczego tak, a nie inaczej operuje daną informacją?

Każdy ma mnóstwo leków dla świata, czy ktoś jest w stanie w tej chwili podać listę niezbędnych leków dla samego siebie, będąc w pełni świadomym psychicznych objawów własnej choroby? Jeżeli tego nie potrafimy jesteśmy tylko ślepcami pomiędzy innymi ślepcami, prowadzonymi przez jeszcze innych ślepców. Po co te ciągłe spory, słoń nie jest ani trąbą ani nogą, jest czymś zupełnie innym.

Dlaczego więc wszyscy tak bardzo się przywiązujemy. Nieświadomi uzależniamy od "swojego" świata, ludzi, rzeczy i zachowań, nawyków, do samych siebie, do obrazu siebie, jaki prezentujemy albo chcielibyśmy prezentować innym? Co tak bardzo świadomie czy nie boimy się utracić, że czasem prędzej złamiemy własne, lub "tylko" społeczne normy tylko po to by to "coś" ochronić, lub w jakiś sposób zaspokoić? Pożądanie - oczywiście, chciwość posiadania - norma, zazdrość, nienawiść i całą reszta naprawdę atrakcyjnych dla nas "cukiereczków", prawdziwy Candy Shop. W końcu dlaczego "grzech" sprawia przeważnie taką frajdę? To raczej oczywiste, mocne emocje to potężne wyrzuty niezłego "towaru" do krwi. Kto nie lubi sobie przyćpać, choćby niewinnego zakochania się, niech pierwszy rzuci kamieniem. :)

Przywiązania budują naszą integralność, czyżbyśmy byli niepewni samych siebie, że szukamy samopotwierdzenia we wszystkim, do czego przyłożymy rękę? Uciekając przed samotnością własnego często, "niedopieszczonego" nie-bytu, poranionego często emocjonalnymi wyrwami po dawno temu eksplodujących pociskach, które być może dotarły tak głęboko i tak blisko samego rdzenia, że określiły lub wypaczyły naszą drogę, być może czujemy się raźniej, mając obok kogoś, kogo znamy, kogo dzień po dniu uczymy się z różnym zresztą rezultatem kochać - samych siebie. Dla tej "zakazanej miłości" - tak naprawdę bazy naszego człowieczeństwa czasem zrobimy naprawdę dużo, czasem w zaślepieniu możemy na jej ołtarzu złożyć ofiarę z samego siebie, jakiejś wyznawanej przez nas wartości, czy wewnętrznej prawdy. Często zdarzenie to prowadzi do kryzysu. Jednak podrzynając sobie samemu gardło, nie dowodzimy przecież swojej miłości do siebie, lecz raczej odwrotnie, choćby częściowej nienawiści, która być może chwilowo wyszła na powierzchnię i straszy. Gdzie więc sens? Gdzie tkwi błąd? Eros i Tanatos. Miłość i śmierć. Wszystko jest jednym, a zarazem przeciwnością jedności. Dopełniają się one w człowieku niczym w nasycenie i nieświadomy gniew w niemowlęciu. Być może jest tak. Miłość jest siłą wiążącą, spaja i buduje, lecz śmierć jest częścią każdej zmiany, buduje, dając nadzieje na coś innego, być może lepszego, na coś WIĘCEJ. Jeżeli więc gatunek ludzki ma iść naprzód, musi, skazany jest na trwanie nie tylko w miłości, ale i w nienawiści kierującej nasze czyny i myśli dalej i dalej, od tego, co znane i lubiane ku niezbadanemu, być może zagładzie. W świecie pełnym sensu brak sensu jest wytchnieniem. Można podetrzeć usta śliniącemu się paralitykowi, można też poświęcić niezliczoną liczbę żywych, czujących istot, aby szukać leku na paraliż. Co jest lepsze? Co ma znaczenie? Na te wszystkie pytania uważam, że każdy powinien odpowiedzieć sobie sam.

Dlaczego więc egoizm u egoisty? Bo działa.:)


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 4 | rating: 0/2 | report | add to favorite

Comments:

valeria,  

generalnie nie ma czegoś takiego jak lęk, nędza, głód, bieda, choroba, to są tylko myśli Twoje o tym, a jest zobacz jak pięknie, różnorodność jaka nas otacza, wszystko na wyciągnięcie ręki, o nic nie trzeba prosić, nic robić, jesteśmy fajni, wszystko dąży i tak do równości, samo.

report |

Kvasar,  

Tak. Ta równość nazywa się entropia i zakończy wszystko. A te myśli decydują o nas czy tego chcemy czy nie. W chwili kiedy to pisze jestem najbliższy nicości. Nie, nie jesteśmy fajni, jeżeli nasze bycie to tylko nasze myśli o tym, czy to wystarczy? Kiedy nie będziemy już mieli chęci, by się stawać - Kochać, nienawidzić, godzić i walczyć o cokolwiek? Co wtedy?

report |

valeria,  

to się nazywa patologia, bo ile razy można tak myśleć, tak w okrutny sposób. trzeba przyjść z uśmiechem, z podniesioną głową i zacząć ufną rozmowę do rzeczy.

report |

valeria,  

jeżeli rozpoznasz w tej drugiej osobie miłość, przychylność do siebie, to wiadome, że ta osoba będzie dla ciebie miła w naturalny sposób, wszystko ci będzie robić, będzie cię kochać itd.

report |




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register