25 kwietnia 2017

poezja

rafa grabiec
rafa grabiec

ich bin miasto


układam czas pryzmatem spadających liści
dzisiaj podmiejskie kolejki jak pełne brzuchy niosą do centrum zastrzyki grubego naskórka
nim wyprowadzę psa przez żaluzje wpada znak zapytania

tydzień liczę od piątku tak by zawsze mieć w zanadrzu wigilię czegoś przed wschodem
jutro znów pijane okna przez których połamane widoki zamrożą obraz miasta
nie trzeba rozumieć płaczących kamienic i gołębi na dachach podobnie jak kobiet na plażach ulic

nie ma jak betonowe sny o płaskorzeźbach  sianokosów
i zapachu licealnego wyjścia do knajpy

alt art
26 kwietnia 2017 o 10:38

musi w podcieniach sołtyków..

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się