jakiś odpowiedni cytat, może coś z Hemingwaya…
znów umarł ktoś inny
więc ja
uczę się żyć z nowiutką śmiercią
jak z wieloma innymi
starszymi wydoroślałymi
do głowy przychodzą tylko nieistotne
słowa kalki ułomne
emocyjki potykają się we mnie i o mnie
gdyby tak popatrzeć w ultrafiolecie
to obrastając runami śmierci
mam coraz mniej
powierzchni
do fotosyntezy
Ewie, odeszła dziś, o piątej rano
...........
report
ujmuje
report
Srebrne ryby w drodze do źródeł/ nieme skoki przez kolejne porohy/ zimno, wiesz że zimno/ front burzowy ze wschodu/ do wieczora pokryje całe terytorium/ wiatr silny, chwilami porywisty/ dopiero w przyszłym tygodniu/ spodziewamy się niewielkich przejaśnień/ dziś zbiera się komisja sejmowa w sprawie za...
report
bardzo mi przykro....
report
Hosanna - wszystko w porządku, dzięki wszystkim, pozdrawiam
report
piękny wiersz Pietrek - zamilkłem na chwilę. pozdrawiam
report
:]P
report
ehhh Pietrek zostawie tu swiatelko dla twojej Ewy i dla Jamesa Nolana
report
emocje na piątkę. :)
report
cichy smutek...
report
.
report
"z nowiutką śmiercią..."-niesamowite...Pozdrawiam:)
report
Posiedziałam sobie przy tym wierszu. Trochę. Jego synteza światła bardzo mnie zajęła. Wrócę w innym sprzyjającym czasie. Dobrego. P.s. Literówka *Hemingwaya
report
Wróciłam, jako obiecałam. Hm. I wygląda na to, że zaproszę Cię do podróży, której końca jeszcze sama nie znam. Zrobi się z tego coś w rodzaju poszukiwania w odcinkach, ponieważ okazuje się, że zainteresowało mnie coś, co sama sobie chcę poukładać. I nie dziś napiszę zakończenie. Dla wygody czytania podzielę na cząstki to, co już jest. Zatem, jeśli chcesz, to chodź:)
report
Barańczak fotosyntezuje tak: "To przecież tylko nicość. Jakże takie nic / ma stanąć pomiędzy nami. [...] / Zgoda, wiem, nie odpowiesz na moją ostatnią pocztówkę. / Ale będę za to winić coś rzeczywistego, / listonosza, katastrofę lotniczą, cenzurę, / nie nieistnienie, które, zgódź się, nie istnieje". [końcówka z wiersza "Grażynie"]. Ta liryczna postać odżywiania sama zaczyna foto-syntezować, czyli staje się syntetycznym obrazem światła. Z innego tekstu. Obrazem rozumianym nie jako zastępnik pierwowzoru, podobizna, lecz jego symbol. Dzieje się tak w połączeniu z esejem o wierszu, pierwszą z osiemnastu prób, które w zbiorze "Tablica z Macondo" tłumaczą, po co i dlaczego się pisze.
report
Powiedzmy, że wyobrażę sobie: oto potrafię tak zbyć Śmierć, że jej, odprawionej z kwitkiem, nie ma. Zbyć. W obydwu współczesnych znaczeniach: sprzedać lub odstępować towar po niskiej cenie; reagować na czyjeś pytanie, prośbę zdawkowo, lekceważąco. Wydaje się, że u Ciebie też znajdzie się i jedno, i drugie. Inaczej jednak niż u Barańczaka. "Nowiutka" byłaby w okolicach towaru. "Wydoroślała" zbliża się do żywego. Z metaforą: do każdego zjawiska, które raczej przejawia się w żywym niż jest nim oczywiście ("wydoroślało" o abstrakcie). I do widzialnie zdolnych do przemiany roślin. Bez metafor: do zwierzęcia i człowieka. Od "coś" z odbierającym życie urzeczowieniem, poprzez "coś", czemu przysługuje życie, do "ktoś".
report
Uzmysłowiłam sobie: chyba dlatego że możliwy jest u Ciebie ten cykl przemian, zareagowałam tak czule na Twój wiersz; otwiera drogę, jaka zamyka się u Barańczaka. Rozumiem, zdaje się, jego próbę wyjścia, mogę sobie chyba mniej więcej zrekonstruować tragiczność, trwogę, bunt i przezwyciężanie słabości, jakie doprowadzają do rozwiązania z nieistnieniem. Jednak zabrzmiało zbytnią wzgardą, by na tej sile poprzestać. Innymi słowy, odwaga powiedzenia "takie nic", wydaje mi się, od dawna aż do teraz /bo skąd mogę wiedzieć, co będzie dalej/ ostatecznie wyzwaniem, które wygląda tak, jakby się wierzyło, że można wykończyć naturę dość pospolicie pojmowaną kindersztubą; umowność pokryje wszelkie pozostałe odpady.
report
Co z jednej strony kulturowo kunsztowne, błyskotliwe: z powabami dla intelektu. Z drugiej zaś, dla mnie /przez morze wychowywanej do metafizyki/, w końcu mniej atrakcyjne niż inne możliwe drogi. Ponieważ konwencjonalizuje moce z pewnością niestworzone przez człowieka: wydaje się, że przestrzenie żywiołów /o ile można to w ogóle stwierdzić z jakim takim prawdopodobieństwem/ nie znają wyłączania – ani pogardy, ani troski o konieczność poniżenia – by trwać.
report
I jeszcze inaczej, dla doświetlenia choć trochę: chociaż wobec morza jestem w zabawnej bezbronności, to /by zachować wiarę w sens i nie rzucić się do morza, aby zapomnieć o oczywistej wiedzy, że ono potrafi mnie utopić bez ceremonii i żalu/ nie muszę mówić, jakbym ignorowała nieusuwalną obecność cuchnącego żebraka-mordercy w salonie: "to takie nic". Zatem, idąc tymi tropami, jeśli Śmierć widzieć jako pytającą lub proszącą, Barańczak mówi nie do niej: "Nie istnieje. To takie nic" (aż korci, by usłyszeć akompaniament ech spośród świata: "takiemu czemuś to ja dzień dobry nie odpowiem"). Odmowa dialogu z tym, co i tak ze mną wygra. Z wielu perspektyw – triumf życia. Twój tekst radzi sobie z tym inaczej.
report
Co dalej, jeszcze nie wiem. Pozdrawiam.
report
issa!!!!! :)
report
yhm, GLC? ano, to ja, issa:)
report
Zawiły tekst i chyba (choćby dla światła) wygodniej by było w prozie. Mam opór z przyjęciem informacji, że drzewo ma być symbolem słońca. Fotosynteza, to przecież proces uzyskiwania wysokoenergetycznych związków chemicznych z dwutlenku węgla i wody przy udziale energii. Per analogiam, szukam tych nowych, wysokoenergetycznych "wartości" przy zderzeniu z wierszem. Metafizyka śmierci? Będę obrazoburczy i napiszę, że ocean, to raptem większa balia wody. W ludzkiej skali ogrom, ale tylko w ludzkiej. Czym bowiem dla granitowego głazu jest 100 tys lat? PS. Nie mama pewności, ale czy nie poprawniej by było "fotosyntetyzuje" (okropny termin, tak swoją drogą)?
report
No tak, po rozmowie, okazało się, że Issa stworzyła nowe znaczenie dla terminu fotosynteza. Mimo, że przywołuje na chwilę świat roślin. Tak, że mój komentarz jest co najmniej obok. Proszę go nie czytać. :>
report
sisss, też nie przeczytałam ;d
report
sisey - obiecuje że nie przeczytam ;D Isso - wziąłem głęboki oddech - i..."mówię wierszem!?" że tak sobie sparafrazuję, muszę posiedzieć troszkę nad Twoimi słowami, są na granicy mojej percepcji, ale istotne, więc dam radę, więc wracam do lektury, i dziękuję za poświęcony mojemu tekstowi czas i uwagę :)
report
Pietrek, choćby niedźwiedzicę za kudły ciągnęli, ta nie powie do Ciebie "monsieur Jourdain" ;d
report
Stanowczo protestuję przeciwko ciągnięciu dżwiedzi za kudły, i za cokolwiek innego, prócz języka ;), a Pana Żordana odnajduję w sobie i tak, nie z kokieterii, lecz ciesząc się z każdego "bonusa ignoranta" który dostaję. Ignorant tyle się jeszcze może nauczyć...to krzepiące :) Wprawdzie powinno się unikać auto-egzegezy, to muszę dodać, że istotnie, szukam rozwiązania innego niż przytaczane przez Ciebie. Innego niz u Barańczaka. I że ultrafiolet jest światłem sztucznym i naturalnym, życiodajnym i zabójczym, widzialnym i niewidzialnym jednocześnie. No i teraz widzę że tekst wymaga poprawek technicznych, alem bezradny póki co. Dobrego :)
report
I Tobie, i Tobie dobrego:)
report
kolejny bonus :) w necie znalazłem "Tablice...", fragment, ale i tak pyszny, swoją drogą, któż to ach któż jest autorem "podręcznika grafomana", bo chciałem przesłać wyrazy podziękowania, nauczyłem się z niego więcej, niż zewsząd inąd ;))) w ciągu ostatnich ponad pięciu dekad :)
report
Cieszę się, że znalazłeś "Tablicę...":) heh, grafodręcznik, powiadasz. I ja się sporo nauczyłam, kiedy go pisałam.
report
Tu zaczną się znowu zapiski z podróżnego dziennika, przerwane 25 czerwca 2012 o godzinie 13:47:)
report
Dygresyjnie, na wszelki wypadek, bardziej dla możliwego czytelnika-przechodnia niż Autora, któremu wg mnie ten przypis byłby zbędny: literacka hierarchizacja wierszy Barańczaka i Pietrka lub rankingowanie obydwu tekstów, czy tym bardziej obu Panów, w jakichkolwiek innych dziedzinach – są poza moim zainteresowaniem. "Gorszość" i "lepszość" mogą skutecznie oślepiać. Jako założenia i jako oczywisty cel, czyli rezultat poszukiwań: znalezisko, które w końcu jako jedyne zostaje w głowie lub rękach; mało mnie obchodzi teraz takie trofeum.
report
Zatem, jako się rzekło i powtórzy się, Twój tekst radzi sobie z tym inaczej. Zresztą, odmienności naturalnie mogą wynikać z jednej z różnic w pochodzeniu: "ultraviolet" archiwizuje czas tuż po katastrofie, a "Grażynie" – wirtuozerię ironii, której jest potrzebny czas. Dlatego też może, między innymi, u Barańczaka Śmierć idzie na banicję. U Ciebie natomiast z jednej z jej najpospoliciej dostrzeganych postaci: ciała-przedmiotu, rzeczy, przeobraża się w Dziecko. Z ciałem tego, kto myślał o umarłym "jest mi bliski".
report
(cdn, rzecz jasna. w sprzyjającym czasie)
report
"grafodręcznik" - tak myślałem ;D
report
hahahah, Pietrek, Pietrek /i tak oto śmiech zostaje, chociaż ona snicka; trochę jak uśmiech Kota z Cheshire;)/
report
obrazowo
report
Isso - zniknięty Kot i Jego snickający uśmiech, to tylko dwa z trzech elementów układanki. Trzecim jest pamięć. Wprawdzie zwodnicza przez swą wybiórczość, kruchość i skrajny subiektywizm, ale innej nie mamy ;D
report
:)
report
/notatek ciąg dalszy/ Dzięki temu Śmierć zyskuje prawo do naturalnej obecności wśród żywych. Wolno jej wśród ludzi podlegać przemianie, aż do Śmierci Dorosłej. W świetle Twojego tekstu dzieli bowiem wszystko z ciałem, które zgodziło się ją przyjąć, przechować aż do śmierci. Inaczej niż w "Grażynie", gdzie – nieco wcześniej niż w cytacie z samego początku – brawurowo ocala się umarłe, bo "Śmierć. Nie, to niepoważne. Nie przyjmuję tego do wiadomości".
report
Widzisz, konsekwencje różnic w wyborach słów staną się ostrzej widzialne, gdy do Dziennika Podróży wprowadzimy oprócz fizycznej – śmierć społeczną. Kto w życiowym kataklizmie straci miejsce na rzeczywistą obecność, będzie stracony naprawdę, gdy umrze dla świata wg wzoru Barańczaka w tym jednym wierszu: "Zgoda, wiem, nie odpowiesz na moją ostatnią pocztówkę. / Ale będę za to winić coś rzeczywistego, / listonosza, katastrofę lotniczą, cenzurę, / nie nieistnienie, które, zgódź się, nie istnieje". Temu, co nie istnieje ani nie jest przyjmowane do wiadomości – zostanie odmówiona zdolność do przemiany. Żywa Śmierć, człowiek-katastrofa, zamieni się w "takie nic". Widziane jako konieczność. Jedyny możliwy bunt przeciw nieistnieniu.
report
(idę, czyli cdn)
report
...
report
przymknij sie kobieto
report
:) dobranoc
report
potrzeba miec wyczucie...dobranoc
report
wyczucie chwili
report
nie pojmie,kto nie przeżyje osobiscie odejscie bliskich...kochanych...eh...przykro...
report
pietrek - napisalam komentarz i skasowalam. nie umiem powiedziec tu nic sensownego, bo sama ostatnio szukalam odpowiedniego cytatu, tyle ze w twardowskim i rozumiem az za bardzo ten tekst. chcialam tylko, zebys mial slad obecnosci, bo i wiersz we mnie slad zostawia.
report
jestes Zofio jednak ciekawym przypadkem obecnosci
report
az skora mi sie jezy....bez odbioru
report
o szukanie
report
wklep w wikipedie
report
dziękuję Zosiu :)
report
/z dziennika podróży/ "Na złość, na zawsze zapiszę / tę kreskę na tęczówce, zmarszczkę wokół ust". Na złość temu, co nieobecne. W wierszu, który tutaj spotkał się z Twoim. Grażynę stamtąd, poza tym drobnym rysem fizycznym, portretuje się jako rolę społeczną: żonę opozycjonisty. Do niej mówi mężczyzna – podziwia jej dzielność; tytułowe imię jej właśnie zawdzięcza pamięć.
report
Ewa stąd poprzez utożsamienie jest kimś, kto żyje fizycznie – i szuka wyjścia ze śmierci. Może być i kobietą, i mężczyzną, nie jest ważne, jaka z ról przedzierzga nieżywe w żywe i odwrotnie: inaczej niż u Barańczaka, u Ciebie w granicach tekstu z dedykacją – brak jakichkolwiek znaków, które pewnie oddzielą osobę żyjącą od umarłej. Dlatego nie wiadomo również bliżej, co wywołało konieczności pamięci. Oprócz jednego: poczucia bliskości, w którym Ty potrafi przejść w Ja. Grażyna nie ma prawa umrzeć. W zamian dostaje prawo trwania w zapisanym jej kształcie. Ewa umiera i może przyjmować inne postacie. Zależą od zdolności do fotosyntezy.
report
/zbliżamy się zatem do trochę końca, trochę nie. proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości; postaram się go niebawem zanotować/
report
aż dreszcz...bo rozumiałem/nie rozumiałem Twoje nawiązanie do śmierci społecznej, a teraz sprawy się wyjaśniły - analiza Czytelnika spotkała się z intuicyjnym myśleniem pisacza :) Grażyna "dostaje prawo", Ewa to prawo "ma". I jeszcze o pamięci: jest w nas i my w niej, ruchome w ruchomym, kropla w morzu i morze w kropli, zawieramy pamięć i jesteśmy w niej zawarci. Taki mój dodatek do Twoich rozważań, Dobrego Isso :)
report
Grażyna "dostaje prawo", Ewa to prawo "ma". Tak.
report
dodateczek w zasadzie ;)
report
/ostatnie zapisy w dzienniku tej podróży/ Fotosynteza wg wiersza z Grażyną okazuje się dziedziną kulturowego ratownictwa emocjonalno-magicznego: litera, słowo potrafią powstrzymać przemianę. Fotosyntezę z Ewą z Twojego tekstu można widzieć jako nową odmianę znaczenia pojęcia, zjawiska i nazwy dla niego, ale w bezpośrednim kontakcie z sensem podstawowym: niemogące zbagatelizować fizyczności stwarzanie związków organicznych z nieorganicznych. Między Ja i Ty. Z udziałem światła i świata, gdzie umowność traci siłę unieważniania obecności.
report
Z mocą sprawiania, że człowiekowi, i temu żywemu, i temu bez życia, obojętność nie może stać się kamieniem u szyi: bycie topielcem w czasie to żadna konieczność i niezależnie od natury można połączyć się ze światłem. I z tlenem: oddech z ultrafioletem, który wygoi sińce Śmierci-Dziecka i przemieni je w foto-syntezujące, czyli żywe. Można by znacznie, znacznie więcej. Ale to już byłyby inne historie z innych trochę końców, trochę nie. Dlatego zostawię je; opowiedzą się może w innym czasie i może wcale nie przeze mnie. Dziękuję, Pietrek. I dziękuję, Ewa. Podróż z Wami była niezwykłymi dla mnie przygodami pamięci. Gdybym miała zostawić coś na pamiątkę, zostawiłabym "powierzchni", która w tym tekście była pierwotnie zamiast "listków". Dobrego:)
report
Dziękuję Isso, w swoim i mojej przyjaciółki (z małej, by nie dodawać spekulacyjnych znaczeń) imieniu. Szkoda tylko, że myśli i emocje które sprawiły mój wierszyk, nie miały szans na lepsze pióro, ale, jak to prosto i jasno zostało ujęte w "Dezyderacie" się "nie porównuję" Do następnego, wierzę :)
report
Wiesz, w tym wypadku "lepsze" chyba oznaczało "trafne": na tyle niepozorne, schowane, pozbawione próżności, że mogło skierować uwagę na zjawisko, zamiast na siebie. [poszłam całkiem].
report