Zmiana sposobu prezentacji
Draculeska, czyli opowiastka wyssana z palca
jej dusza mieszkała
w oczach Vłada księcia
ciemności co z piekła był rodem
krwiopijca i brutal
jak głosi legenda
pan z zamku gdzieś tam w Siedmiogrodzie
chodź do mnie a zaznasz
rozkoszy tak kusił
tak mamił niewinną duszyczkę
rozpinając z wprawą
ostatni już guzik
chodź - szeptał wpijając się w szyję
i wyniósł pięknotkę
wysoko na szczyty
by zaraz ją strącić do piekieł
- ot takie bajanie
odrzekłabym gdyby
nie zaduch i lepkie powietrze
(...)
--- full text ---
zatopieni w rzece wspomnień jak ośliczki na mulistych
dnach. absurdalnie, niedorzecznie, na przekór. wiem, że
cieszysz się jak ja - przecież jutro idziemy na pierwszy
bal. zaspy? do pokonania. zlekceważymy mróz; od czego
ciepła czapa, szalik i płaszcz. założę suknię z krynoliną,
a ty frak. w ręku będę trzymała karnecik, brakuje jedynie
masek. spójrz, są! bauta, moretta*. i już bawimy się, jak
dzieci. no widzisz, jak łatwo oszukać czas? chodź, pokażę
ci podwodny świat. tu z pewnością zapomnimy o śmierci.
________
* bauta, moretta - weneckie maski karnawałowe
jeszcze dzwon dżwięczy na do widzenia
zmarzniętą grudkę ktoś kruszy w dłoni
w alejce obok już drzemie spokój
jak małe kocię wtulone w kocyk
kamienne krzyże mijam w milczeniu
próbując wyrwać twarze z pamięci
jako wspomnienie żyć mogą znowu
przecież to było całkiem niedawno...
przy głównej furcie tłoczą się ludzie
każdy chce zniczny rozpalić ogień
gdzieś chlipie dziecko - ja chcę do mamy
jeszcze dzwon dżwięczy na do widzenia
Czy uwierzysz, że i krople mają pamięć?
w snach jest coś wyjątkowego, zwłaszcza kiedy wyławiają
z pamięci chwile, niczym ciepłolubne gupiki z wodorostów
- śnię kroplę, a w jej wnętrzu tyle szczęścia: wstążek, spinek
i kokardek. aż się boję dotknąć, żeby nie uronić. są takie
kruche jak babciny placek z owocami – rozpływają się
kruszonką, gwizdem kosów, dziobiących okruchy
strzepywane z małych rączek. i pachną: wiatrem,
rosą, stokrotkami, zrywanymi niegdyś na łące.
a później już razem – chlebem i solą. ja – w sukni
z koronki, a ty – ugrzeczniony, podajesz mi ramię.
kwiecień-plecień i mżenie. i tak się mnoży,
by dzielić, ujmuje, dodając
- śnię kroplę, a w niej tyle szczęścia: pewność.
jak dobrze jest latem pojechać na działkę
tu zawsze wiatr włosy pogłaszcze
i świeżą mam marchew brokuły sałatę
rabarbar i śliwki na placek
ogórki ogórki ogórki
obieram z babunią ze skórki
i kroję w plasterki we wzorek
a później upycham je w słoje
jak szybko czas płynie na działce za miastem
niedługo się skończą wakacje
co będzie to będzie nie martwię się wcale
słoneczko przygrzewa tymczasem
ogórki ogórki ogórki
obieram z babunią ze skórki
i kroję w plasterki we wzorek
a później upycham je w słoje
(...)
--- full text ---
gdzieś w Haneczkowej dolince przy rzeczce,
bogatej w pstrągi i barwne kamyczki,
wyrosło drzewo niezwykłe troszeczkę.
chyba bajkowe, bo pełno w nim wierszy:
o owcach, bacy i smoku Bazylim,
małym koziołku, co brykał bez przerwy,
o smukłych jodłach, kolejce linowej.
każdy ciekawy, co jeden piękniejszy.
chcecie posłuchać? siadajcie – opowiem.
smoka Bazylka, juhasów i bacę,
spotkałam w górach za siódmą przełęczą,
trzecim potokiem i małym szałasem.
smok mieszkał w grocie z litego kamienia
(przedtem widziano go w samym Krakowie
koło Wawelu). możliwe, że zmieniał
– nic o tym nie wiem – niekiedy siedlisko.
baca zamieszkał tuż obok strumienia,
w drewnianej szopie pokrytej dranicą.
smoczek był mały, zupełnie jak krasnal.
zamiast kubraczka na grzbiecie miał łuski,
(...)
--- full text ---
jesteś
jak mgnienie, jak przebłysk
w dzień chmurny na niebie słońca,
jesteś
początkiem końca.
ech, co ja z tobą mam - raz wzloty,
to znowu upadki,
śmiech przez łzy
widokiem nierzadkim.
i chociaż jesteś przebłyskiem,
mgnieniem,
na inne cię nie zamienię.
to nic, że wobec wieczności
jesteś takie tycie.
nie chcę innego,
bo ty jesteś moje,
życie.
przytul ukołysz cichą mruczanką
opowiedz bajkę pogłaszcz za uchem
jakbym wciąż była małą dziewczynką
przytul ukołysz
niech wrócą chwilą szmerem turkusem
te dni znaczone pierwszą zabawką
po leśnej dróżce mgiełką zasnutej
przytul ukołysz
wspomnienie lalek szytych z gałganków
chowam w szkatułce jak cenny kruszec
i jeszcze miśka z zabawną plamką
przytul ukołysz
pomost utkany z najtrwalszych włókien
wytrzyma burze oprze się chandrom
poruszasz w sercu struny najczulsze
przytul ukołysz
są sprawy ważne i jest burleska
ruchome piaski twarde podłoża
szarość i siedem kolorów tęczy
lęki histerie w pigułce prozac
nic nie jest czarne ani zbyt białe
żeby nie można poprawić zmienić
wydobyć głębię z prostoty słowa
umieć korzystać z wolnej przestrzeni
nie lubię dzielić włosa na czworo
zawracać głowy odległym planem
wolę przystanąć przysiąść na moment
by w sobie samej siebie odnaleźć
